Aqaba i Wadi Rum – ,,Dolina Księżycowa”

W kilka minut zatrzymuję pierwszy transport. Niestety nie dogadaliśmy się z arabskim kierowcą, który po kilku kilometrach zjechał z autostrady. Na piechotę muszę wracać 3-4 km, ale trafiam za to na bardzo ciekawe miejsce – miejscowość tylko dla Izraelczyków na terenie Autonomii Palestyńskiej, pięknie zadbane z wielkim centrum handlowym, trawnikami, szerokimi arteriami…

W końcu już po 16 wskakuję na dobrą trasę, muszę łapać na autostradzie czego bardzo nie lubię. Po 20 minutach zabiera mnie Izraelczyk z długą brodą, podwozi kilkanaście kilometrów, tym razem stoję na przystanku autobusowym, więc po chwili łapię kolejny transport – który zmierza aż do Eilatu, ja planuję dojechać do Ein Gedi, tam wykąpać się w Morzu Martwym i z samego ranka wejść na Masadę, ruiny dawnej twierdzy, przepięknie położonej z widokiem na Jordanię i najbardziej zasolone jezioro na świecie.

Zjeżdżmy w dół, kolejno migają nam znaki: poziom morza, – 100, – 200, – 300 metrów, a my dostrzegamy taflę jeziora i wysokie góry po jego drugiej stronie. Przed Morzem Martwym droga rozwidla się, skręcamy w prawo i po chwili… stoimy w korku samochodów, zarówno izraelskich i palestyńskich.

Prawie wszyscy kierowcy wyszli z samochodów i w spokoju rozmawiają ze sobą, tak Palestyńczycy z Izraelczykami… Okazało się, że droga została zalana przez ostatnią ulewę, pomimo tego iż tutaj nie padało woda spłynęła z gór… Odblokowanie jej ma potrwać kilka godzin. Eliashi, z którym dzisiaj podróżuję decyduje się zawrócić do Jerozolimy i pojechać dłuższą drogą do Eilatu przez Beer Sheva. Aby nie tracić czasu postanawiam jeszcze dzisiaj dostać się do Jordanii, a wizytę w Masadzie i Ein Gedi odłożyć na koniec podróży. Po 4 godzinach przyjemnej jazdy przez pustynie i rozmowach z ,,Jerusalemi” jak sam się nazywa podkreślając, że pochodzi i mieszka w Jerozolimie. Dojeżdżamy na granicę z Jordanią (kilka km przed Eilatem), niestety otwarta jest tylko do 20,  a na zegarkach 21.30. Chłopak czeka na mnie, po czym razem wjeżdżamy do Eilatu. Eliashi idzie do swojego hotelu, ja na miasto – kurort nad Morzem Czerwonym z wielkimi hotelami, centrami handlowymi (Eilat jest strefą bezcłową) i bardzo rozwiniętą infrastrukturą turystyczną. Czułem się jak byłbym w Rosji – wszędzie praktycznie tylko mieszkańcy tego kraju.

Spaceruję wzdłuż plaży, aż do jej końca przy granicy z Jordanią, wybieram jeden z tysiąca wolnych leżaków i kładę się spać w swoimi ,,hotelu”. W nocy jest ciepło, po kilku godzinach budzi mnie czarnoskóry mężczyzna, stoi nade mną i coś pokazuje. Muszę przyznać, że mega mnie wystraszył, ale prawdopodobnie był pracownikiem hotelu i chodziło mu o leżak, na którym nocowałem …

28.10.11

Wstaję chwilę przed 7, pierwsza kąpiel w Morzu Czerwony. Następnie spacer 4 km boczną drogą do przejścia granicznego, gdzie zaczyna się dobry cyrk.

DCIM100MEDIA

Jpeg

Pola cebuli przy granicy z Jordanią 🙂

Poznaję dwie Polki, z którymi zagaduję się podczas kontroli przez celnika po stronie izraelskiej, zapominam poprosić o nie wbijanie pieczątki, która ląduje w moim paszporcie… czyniąc go skreślonym przy wizytach w kilku muzułmańskich krajach takich jak Liban czy Iran…

przejście graniczne

przejście graniczne

Po stronie granicznej poznajemy kolejnych Polaków, parę na zorganizowanej wycieczce do Petry, największej atrakcji Jordanii. Dziewczyny chcą spróbować załapać się na transport z wycieczką, ale się to oczywiście nie udaje.

Natomiast z przejścia granicznego do Aqaby, gdzie zmierzam, jest tylko 10 km, w tym może 2-3 km do głównej, krajowej drogi. Chcę ten krótki odcinek przejść na piechotę, ale jakiś mężczyzna krzyczy za mną, że to zabronione, że jest z ,,security” i mam wziąć taksówkę – 55 zł za 10 km…

Jpeg

Dużo można o nim i całej sytuacji tam panującej przeczytać na internecie, gdzie wszystko nazywane jest lokalną mafią. Gdy proszę o przedstawienie jakiegoś oficjalnego zakazu, że nie można iść na piechotę, mężczyzna się denerwuje wskazuje żołnierzy, którzy to potwierdzą, po czym pyta:

– Where are you from? From Poland? You polish people make me nervous! XD

Chcę zabrać się z innymi turystami tylko do głównej drogi, ale oczywiście mężczyzna się nie zgadza. Zmusza mnie do wzięcia taksówki. Gościu wkurza się jeszcze bardziej słysząc odmowę, zajmuje się innymi turystami, w tym czasie odchodzę 300 metrów i próbuję łapać stopa. Jordańczyk podjeżdża do mnie samochodem, odpycha, zaczyna krzyczeć, że to jego kraj, jego miejsce i on decyduje kto co będzie robił. W odpowiedzi słyszy, że z mafią nie rozmawiam i żeby dał mi spokój. Stwierdza, że zaraz deportuje mnie z kraju i więcej tutaj na pewno nie wjadę. Wzywa żołnierzy patrolujących teren. Nerwowo coś do nich mówi i odjeżdża.

Mundurowi mają go w sumie raczej w głębokim poważaniu, ale przyznają, że na piechotę iść nie mogę i powinienem wziąć taksówkę. Oznajmiam, że na pewno nie dostanie ten gościu ode mnie złamanego grosza i tam nie wrócę, więc w takim razie zaczynam łapać stopa, tu i teraz. Żołnierze z wielką obojętnością stoją ze mną 20-30 minut. Sytuacja jest naprawdę komiczna, aż w końcu zabiera mnie mężczyzna wracający do Aqaby… tak kończąc całą sprawę.

Aqaba jest całkiem przyjemnym miastem, dużo mniej zabudowana niż Eilat, sporo małych sklepików, miejska plaża, na której widać tylko lokalsów. Jeszcze nie ma zbyt wielkiej liczby turystów.

DCIM100MEDIA

Jem obiad i  jadę do ponoć najlepszej plaży kilka km za Aqabą – South Beach. Tam za 7 JD wynajmuję, od bardzo sympatycznych Jordańczyków. sprzęt do snurkowania i tak spędzam większość dnia podziwiając rafę…

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

Wracając do Aqaby zabiera mnie 4 przezabawnych chłopaków. Na migi wypytują o wszystko co możliwe. Na pytanie skąd jestem krzyczą Lewandowski, Lewandowski i pokazują 5 bramek xD Po tym jak powiedziałem, że wracam z Izraela śmieją się, że pewnie oszukuję, że jestem z Polski, bo pochodzę z sąsiedniego kraju i udają, że zaraz będę musiał wysiadać. Gdy pokazuję paszport zaczynają częstować mnie papierosami. Dziwią się, że nie palę,  mówią ,,haszisz” (chodzi im o sziszę), kręcę głową i mówię vodka. Chłopaki zaczynają wiwatować i pokazywać coś w stylu chodźmy się upić (ciekawe tylko jak to zrobić w Jordanii). Na koniec jeszcze kilka selfie i wysiadam w centrum Aqaby.

Jpeg

Wieczorem błąkam się po mieście, objadam po raz kolejny, a resztę dnia spędzam nadrabiając zaległości w notatkach. O 20 odbiera mnie Adnan, u którego w promocji Airbnb mam dzisiaj nocleg za darmo. Chłopak zostawia mnie w  mieszkaniu, a sam jedzie na trening. Mam siły już tylko na prysznic, o 21.30 padam na łóżko i zasypiam. Miał być dzień odpoczynku, a snurkowanie mnie wymęczyło bardziej niż 20 km z plecakiem.

Jpeg

humus z kurczakiem

Jpeg Jpeg

29.10

Pobudka chwilę po 7, ogarnięcie wszystkich rzeczy i po 8 jestem już na autostradzie w kierunku na północ kraju. Nie mija 5 minut i pomimo niedużego ruchu na trasie zatrzymuję Palestyńczyka mieszkającego w stolicy Jordanii. Jedzie do Petry, więc wysadza mnie pół godziny później przy zjeździe na Wadi Rum, do którego się dzisiaj udaję.

DCIM100MEDIA

Obok zjazdu z głównej drogi znajduje się małe miasteczko, w którym robię zakupy na treking  (jedzenie i 5 litrów wody) po Wadi Rum.

Jpeg

Wracam na drogę i po kilku minutach w ciężarówce zbliżam się do Wadi Rum, dla mnie zdecydowanie miejsca numer jeden do zobaczenia w Jordanii.

DCIM100MEDIA

Dosłownie przetłumaczona nazwa z arabskiego oznacza ,,Księżycową dolinę”. Wysiadam 4 km od miejsca, w którym planuję zacząć treking i jeszcze asfaltową drogą idę w głąb wadi. Bez próby łapania stopa zatrzymuje się 3 chłopaków, którzy przewożą mnie obok visitor center, a więc nie muszę płacić 5 JD za wstęp na teren rezerwatu. Po chwili zaczynam kierować się w stronę gór, wg mapy, którą sobie wcześniej przygotowałem, schodzę trochę z trasy, widząc ścieżkę prowadzącą przez górę i tak przechodzę aż na jej drugą stronę, wdrapując się przez genialne formacje skalne wąwozu.

DCIM100MEDIA

Jpeg

Jpeg

DCIM100MEDIA

zamiast czapki, o której oczywiście zapomniałem, ręcznik na głowie:D

 

DCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIA

Po wyjściu dostrzegam takie widoki:

DCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIA

Wchodzę na czerwone wydmy i siedzę dobrych kilkanaście minut z otwartymi ustami i zachwycam się pięknem krajobrazu (ale też rozpaczam, że nie mogę korzystać z popsutego aparatu:( ). Dalej kontynuuję marsz, aż do momentu, gdy zacznie się ściemniać, czasami robiąc przerwy na odpoczynek (ciężko się idzie z pełnym plecakiem po piasku) albo wchodząc na wydmy dla lepszych widoków. Na koniec dnia wspinam się na najwyższą tego dnia wydmę, co chwilę mi zajmuje i kosztuje sporo sił – non stop osuwam się w dół.

DCIM100MEDIA

moje miejsce noclegowe

DCIM100MEDIADCIM100MEDIAJpegJpeg

Wybieram lokalizację, z której powinno być dobrze widać wschód słońca, kopię dołek do spania, jem kolację, a następnie przez pół godziny podziwiam gwiaździste niebo. Jest idealna cisza, w okolicy nie ma żywej duszy. Przed spaniem piszę tego posta, patrząc na wschodzący przede mną księżyc.

Obawiałem się, że może być zimno. Jeszcze nie wieczorem, ale w nocy już niestety tak było. Po 3 godzinach snu, gdzie nawet nie pamiętam jak zasnąłem, budzę się około 23, aby ubrać wszystko co tylko miałem w plecaku. Mój śpiwór nie jest najcieplejszy, więc nie mam innego wyboru. Cała noc nie należy do najprzyjemniejszych, dalej jest mi zimno i nie pomaga to w  spaniu.  Porządnie zasypiam dopiero nad ranem.

Zbieram się około 9 i kontynuuję marsz w okolicę wioski Wadi Rum, to tylko kilka kilometrów. Plecak jest już dużo lżejszy po wypicu 3 litrów wody i zjedzieniemu większośći zapasów. Widoki tak jak poprzedniego dnia – niesamowite. Dostrzegam dróżkę prowadzącą przez góry. Po dobrych wspomnieniach z dnia wczorajszego postanawiam ją wypróbować i iść ,, na skróty” przez góry. Tym razem trasa jest już dużo bardziej wymagająca, ciągle wspminam się w górę, a gdy jestem już naprawdę wysoko stopień trudności jeszcze się zwiększa.Muszę przechodzić blisko naprawdę głębokich szczelin. W pewnym momencie zastanawiam się czy nie zawrócić, mając przed sobą kolejną trudną przeprawę. Na szczęście jakoś udaje się i dalej idzie już dosłownie z górki.

DCIM100MEDIA

obozowisko dla turystów

JpegDCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIADCIM100MEDIA

Z przełęczy schodzę prosto do miasteczka Wadi Rum. Głodny idę do bufetu, ale cena 12 JD jest odstraszająca, więc zmuszony jestem wybrać lokalny sklep, jedyny otwarty w okolicach godziny 13.

Pora opuszczać księzycowe Wadi Rum. Wychodzę na drogę i dwoma samochodami pokonuję 28 km do głównej drogi z południa na północ kraju. Często się zdarza, że kierowca oczekuje zapłaty, ale tym razem jest inaczej. Młody chłopak wyjmuje cały plik pieniędzy i chcę mi dać kila banknotów. Grzecznie dziękuję i żegnamy się. Chłopak dodaje mnie do znajomych na fesjbuku i jeszcze wieczorem pisze wiadomości czy aby na pewno nic nie potrzebuję, że chętnie mi pomoże jeśli to możliwe. W przydrożnej stacji paliw jem dobrą kanapkę kebab, podjeżdżam 15 km, a następnie zatrzymuję najdłuższy tego dnia transport. Do Petry jest już tylko 75 km, ale przy zjeździe mężczyzna mówi, że przy następnym będzie lepsza droga. W sumie jest jeszcze wcześnie, więc czemu nie, niech będzie następna. W kolejnym miejscu sytuacja się powtarza, aż dojeżdżamy do 3 zjazdu, wysiadam z samochodu, a Jordańczyk prosi o dołożenie się do paliwa dodając, że tak wiele kilometrów z nim przejechałem ! Do zjazdu w stronę Petry było tylko 30 km od miejsca, gdzie mnie zabrał, a przejechaliśmy 110! 😀 Cała trasa Wadi Rum – Petra to 105 km, a przejechałem już 140, a pozostaje jeszcze 50 i zaczyna się ściemniać, ale droga jest nowa, w doskonałym stanie –  to trzeba przyznać kierowcy!

DCIM100MEDIA

wielbłądy na drodze

DCIM100MEDIA

Przez 10 minut nic nie przejeżdża, ale później pojawiają się 2 samochody i jeden z nich podwozi mnie prosto do Wadi Musa, miejscowości, z której wyrusza się do Petry. Dwóch mężczyzn jedzie z Ammanu do znajomego, aby pomóc mu w przeprowadzce.

Na miejscu szukam hostelu, najtańszy to Qaser al-bint. za 6 JD. W czteroosobowym pokoju jestem sam, a w holu poznaję Polaka – Marcina (http://kompas.travel.pl/). Postanawiamy, że jutro razem pójdziemy do Petry.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *