W drodze do Kirgistanu – Lwów

Od dłuższego czasu marzyłem, aby wybrać się do Centralnej Azji. Obok krajów afrykańskich jest to dla mnie najbardziej interesujący obszar świata – piękne góry, nieduża liczba turystów, postsowiecki klimat, inna kultura, niskie ceny i ludzie, dla których pieniądze to, przynajmniej jeszcze, nie wszystko – czego chcieć więcej. Na pierwszy wyjazd wybrałem w sumie najłatwiejszą opcję czyli Kirgistan i zdecydowanie się nie zawiodłem. Ale po kolei.

Do Azji Centralnej najłatwiej dostać się tureckimi liniami Pegasus (z przesiadką w Stambule), które z naszego regionu latają z Lwowa, Wiednia i większych niemieckich miast albo liniami lotniczymi Ukrainy z Kijowa. Linie te oferują dobre ceny na co dzień. Nie trzeba czekać na promocję – oczywiście jeśli się na taką trafi bilety będą jeszcze tańsze, ale że chciałem lecieć w sierpniu to uznałem ceny biletów za rozsądne.
Jako, że mieszkam niedaleko granicy z Ukrainą podróżowanie z tego kraju jest dla mnie bardzo dogodne. Wraz ze mną w podróż wybrać się miały dwie koleżanki – Ewelina i Iza. Kupiłem takie bilety (dziewczyny inny, wcześniejszy powrót):
08.08.14 Lwów – Stambuł Pegasus
08.08.14 Stambuł – Biszkek 712zł Pegasus
09.08.14 Biszkek – Osz 88zł Pegasus
27.08.14 Ałmaty – Kijów 710 zł UIA

Do Lwowa oczywiście wybrałem się na stopa. Już kilka razy pokonywałem tę trasę i zdecydowanie jest to dla mnie najszybszy sposób dotarcia na Ukrainę. Warto wziąć pod uwagę fakt, że przekroczyć granicę dużo łatwiej jest z polskiej strony, ponieważ prawie każdy samochód chętnie nas zabierze, natomiast wracając z Ukrainy sytuacja całkowicie się zmienia. Kierowcy nie chcą ryzykować, że jesteśmy przemytnikami i próbujemy właśnie przeszmuglować kilka kartonów papierosów albo alkoholu, więc znalezienie transportu jest dość skomplikowane i często trzeba trochę czasu spędzić pytając i prosząc o zabranie. Wyjeżdżając z Ukrainy najlepiej udać się na przejście graniczne w Medyce (jedyne przejście, które można przekroczyć na piechotę), nawet jak trzeba nadrobić przez to trochę kilometrów i dopiero będąc już po stronie polskiej kontynuować jazdę autostopem. Unikamy też dzięki temu ewentualnej kolejki na granicy.

LWÓW
07.08 Do Lwowa dotarłem dość późno przez kolejki na granicy. Wcześniej przez Internet zarezerwowałem hostel (12zł), ale jak to często spotyka mnie na Ukrainie, gdy docieram na miejsce drzwi są zamknięte, a na nich numer z prośbą o kontakt (rozmowa z polskiej karty kosztuje więcej niż sam nocleg). Tym razem było tak samo i musiałem znaleźć sobie inny (jest ich mnóstwo w centrum Lwowa, więc nie ma najmniejszego problemu).
08.08
Rano do Lwowa dotarła Ewelina, która jechała autobusem z Warszawy. Iza z powodów osobistych niestety musiała na kilka dni przed wyjazdem z niego zrezygnować. Wylot zaplanowany był na 16.50, więc mieliśmy jeszcze kilka godzin, aby pospacerować po mieście. Dzień zaczęliśmy od śniadania w ,,Lvivski Placky’’ (Rynok 13), gdzie serwują przepyszne strudle – gdy tylko jestem w Lwowie jest to pierwsze miejsce, do którego idę coś zjeść ;). Po śniadaniu weszliśmy na wieżę Ratusza, skąd jest ładny widok na całe miasto; pospacerowaliśmy brukowanymi uliczkami, zajrzeliśmy do dwóch kościołów. Na koniec zjedliśmy obiad w ,,Puzatej Chacie’’, którą też bardzo polecam i udaliśmy się na lotnisko.
Lot był opóźniony o ponad 2 godziny, czyli tyle samo jak długość naszej przesiadki w Stambule. Gdy wystartowaliśmy zastanawiałem się czy polecimy tego samego dnia czy będziemy musieli czekać na następny lot kolejnego dnia. Na szczęście lot do Biszkeku był również opóźniony o ponad 2 godziny, więc nie było żadnych problemów.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *