W drodzę do Iranu – z Klużu do Bukaresztu.

  • I1
    Budynek parlamentu w Bukareszcie
  • I2
  • I3
  • I4
  • I5
  • I6
  • I7
  • I8
  • I9
  • I10
  • I11
  • I12
  • I17
    Meczet Agha Bozorg
  • I18
  • I13
  • I14
    nasz host - Pegah
  • I15
  • I15a
    Tabliczka w metrze ostrzegająca kobiety, aby uważały na swoje czadory
  • I16
    Samochód Mohammeda z polską flagą
  • I19
  • I20
    Abbasian House
  • I21
  • I22
    Bazar w Kaszan
  • I23
  • I24
    Herbaciarnia
  • I25
    W domu u Mohammeda
  • I26
    W drodze do Abyaneh
  • I27
    Nasza taksówka. Numery rejestracyjne zapisane cyframi wschodnioarabskimi – stosowanymi w krajach islamskich, w których niearabski język urzędowy zapisywany jest za pomocą pisma arabskiego.(Iran, Pakistan, część Indii). Nauczenie się ich na początku wyjazdu jest bardzo przydatne
  • I28
    Szkoła w Abyaneh
  • I29
  • I30
  • I31
  • I32
  • I33
  • I34
  • I35
  • I36
    widok na wioskę
  • I37
    Abbas - nasz kierowca
  • I38
    ruiny twierdzy
  • I39
  • I40
  • I41
  • I42

26.03.13
Od samego początku planowałem pokonanie trasy z Cluju do Bukaresztu na stopa. Niestety, gdy obudziłem się rano w dniu wyjazdu zastała mnie wielka śnieżyca (przez ostatni miesiąc, od kiedy byłem w Rumunii, śniegu nie widziałem…). Byłem też dość mocno przeziębiony dlatego trzeba było zmienić plan – zamiast autostopem pojechałem pociągiem – cudowne 10 godzin na 495- kilometrowej trasie za 85 lei. Większość drogi w przedziale byłem sam, pociąg był naprawdę wygodny, ale nie zmienia to faktu, że wynudziłem się niesamowicie.
Po dotarciu na miejsce czekała na mnie Lorena, couchsurferka – sympatyczna Hiszpanka przebywająca w Bukareszcie na Erasmusie, u której spędziłem dni przed wylotem do Trabzonu.

Następnego dnia pobudka o 10 i na miasto. Bukareszt wydaję się całkiem ciekawym miastem, ale przez pogodę (ciągle padający śnieg) ciężko było dłużej pospacerować. Odwiedziłem wielki budynek parlamentu, a o 14 spotkałem się z Loreną i jej bratem. Po krótkim spacerze poszliśmy do ,,średniowiecznej” karczmy. Dołączyło do nas … 8 Hiszpanów w ogóle nie mówiących po angielsku i Francuzka Sandra, dzięki niej były to naprawdę miłe 2,5 godziny. Rozmawialiśmy dużo o Rumunii, porównywaliśmy jak żyje się w Cluju i Bukareszcie. Po skończeniu poszliśmy do parku – dla 3 Hiszpanów, którzy przyjechali wtedy odwiedzić swoich studiujących tam kolegów, był to pierwszy raz w życiu, gdy widzieli śnieg! Cieszyli się jak dzieci, rzucali śnieżkami, ,,robili orła”.

Budynek parlamentu w Bukareszcie

Budynek parlamentu w Bukareszcie

I2 I3

Wieczorem wyruszyliśmy na imprezę. Najpierw do baru, gdzie za 15 lei do 00.30 można pić za darmo piwo, czyli nic nowego dla polskich studentów  Imprezowanie po hiszpańsku oznaczało na tym etapie tylko picie piwa i rozmawianie ze znajomymi – nikt nie myślał nawet o tańczeniu. Około 1 zmieniliśmy klub na ,,Tonka”, gdzie odbywało się ,,silent party” – każdy na wejściu dostawał własne słuchawki i miał 3 rodzaje muzyki do wyboru – wymarzona impreza jak nikogo się nie zna oprócz jednej Hiszpanki i bandy jej kolegów 😀 Do mieszkania wróciliśmy po 6 rano…
Pobudka o 13, pożegnanie się z Loreną i pora na szukanie odpowiedniego przystanku, z którego odjeżdża autobus na lotnisko, który oczywiście odjechał na moich oczach i musiałem czekać następne 40 minut. W międzyczasie jeszcze ubrudziłem kurtkę dżemem jedząc pączka – ale dziewczyny obok miały ubaw 😀 Na lotnisku szybka odprawa i ruszam do Turcji – lot do Stambułu, 2-godzina przesiadka i dalej do Trabzonu!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *