Trabzon – wiza do Iranu w jedeń dzień.

  • indeks

Zaczęło się jak zazwyczaj z problemami. W sumie zawsze chciałem, aby mój lot został opóźniony, odwołany albo żeby mój bagaż zaginął – aby dostać odszkodowanie i mieć następny wyjazd za darmo. 😀 Tym razem wolałem tego jednak uniknąć. Zależało mi na czasie, miałem tylko jedną szansę na dostanie wizy w Trabzonie, a ponadto byłem bardzo mocno przeziębiony.

Po wylądowaniu chciałem pójść przejściem dla pasażerów tranzytowych, natomiast skierowano mnie do hali przylotów, aby tam odprawić się na następny lot. Zajęło to dość sporo czasu, bo trzeba było jeszcze wykupić wizę.

W końcu doszedłem do stanowiska odprawy, gdzie dowiaduję się, że mój lot jest odwołany – pomimo, że na rozkładzie lotów wyświetla się ,,go to gate”. Wskazuję na tablicę odlotów i tę informację, na co odpowiadają, że to pomyłka. Dalej wysłali mnie do ,,Ticket sales”. Tam powtarzam to samo – każą czekać i dodają, że polecę jutro rano, a na dzisiejszą noc dostanę hotel (nawet nie sprawdzali mojej rezerwacji).

Po około 15 minutach czekania – komunikat, że samolot do Trabzonu jest gotowy do odlotu, a więc idę jeszcze raz do stanowiska odprawy. Tym razem trafiam na jakiegoś bardziej kompetentnego pracownika, który wykonuje jeden telefon i … okazuje się, że ten lot jednak jest i nim polecę! Planowy odlot o 20.30, kartę pokładową dostaję o 20.15 i biegiem do odprawy – miałem dużo szczęścia, bo nie było żadnej kolejki przy kontroli bezpieczeństwa. O 20.30 już siedziałem w samolocie. Obłożenie lotu było 100% – pewnie dlatego chcieli mnie zostawić w Stambule – linie lotnicze zawsze w puli sprzedaży mają kilka biletów więcej niż jest miejsc na pokładzie i czasami zdarza się, że ktoś nie może przez to polecieć. Gdy tylko samolot oderwał się od ziemi zacząłem zastanawiać się czy mój bagaż nadany jeszcze w Bukareszcie również leci ze mną …

A tak na marginesie głupia dygresja – islam ma naprawdę jedną fajną zaletę (przynajmniej w Turcji). Wszystkie brzydkie i stare kobiety chodzą pookrywane długimi chustami, a te młode i ładne nie 😀

Po wyjściu z samolotu podążam za wszystkimi ludźmi na piechotę w stronę terminala. Zwracam również uwagę na autobus lotniskowy, którym pojechały 3 osoby i … zastanawiam się czemu nie chce im się tych 100 metrów pokonać na własnych nogach… Wchodzę do środka i razem ze wszystkimi czekam na bagaż. Mija 10 minut, 20… Już tylko pusta taśma obraca się dookoła – a więc to czego się obawiałem, nie ma mojego plecaka.

Pytam jednego pracownika, drugiego, ale nikt nie mówi po angielsku. W końcu, któryś z nich złapał mnie za ramię i zaprowadził do jakiegoś biura. Z niego odesłali mnie do następnego biura. Tam babka poprosiła, abym chwilę zaczekał, a ona zaraz wróci. Kazała mi podążać za nią. Opuściliśmy terminal i doszliśmy do głównej drogi, przed którą skręciliśmy w lewo; później następne 300 metrów i… okazało się, że znajduje się tam następny terminal – międzynarodowy 😀 Ochrona wpuściła mnie do strefy bagażu, a tam na taśmie mój plecak i jeszcze jedna osoba, która tak samo jak ja wyszła do terminala krajowego! Zmęczony, ale zadowolony opuściłem lotnisko i zacząłem łapać stopa do centrum miasta, obserwując jeszcze Turka kłócącego się z policją. Po kilku minutach zatrzymał się jakiś samochód, później krótki spacer i w końcu około północy dotarłem do wcześniej zarezerwowanego hotelu i po chwili spałem jak dziecko.

29.03. Obudziłem się chwilę po 8. W cenie pokoju miałem śniadanie, więc zszedłem na dół, ale niestety pan recepcjonista jeszcze spał na środku holu, a gdy próbowałem go obudzić tylko popatrzył się na mnie z politowaniem i przekręcił się na drugi bok – a więc śniadanie musiałem kupić na mieście.

Następnie wyruszyłem do irańskiego konsulatu, aby dostać upragnioną wizę,

Wizę do Iranu można dostać na kilka sposobów, ale tylko w Trabzonie ten proces zajmuje pół dnia! Nie potrzeba żadnego zaproszenia, nie zadają wielu pytań. Należy tylko złożyć wniosek, zapłacić 75 euro i o godzinie 16.30 otrzymujemy wizę – proste, pod warunkiem, że jesteśmy w Trabzonie, do którego nie tak łatwo i tanio można się dostać.

Inne opcje dostania wizy:

Wszystkie informacje w tym poście aktualne były w marcu 2013 roku, a więc wiele mogło się do teraz zmienić.

– ambasada w Warszawie (30- dniowa) – jest to czasochłonne, nie ma pewności jej otrzymania, mimo wniesionej opłaty. Aby się o nią ubiegać potrzebny jest voucher turystyczny od jakiejś agencji w Iranie (wiele z nich ogłasza się w Internecie) – otrzymanie takiego dokumentu może zająć kilka dni albo równie dobrze kilka tygodni. Koszt vouchera to około 30 euro + 50 euro za wizę – warto zacząć ubiegać się o nią przynajmniej 2 miesiące przed wyjazdem.

– wiza na lotnisku (na 14 dni) – kosztuje 50 euro; zdarzają się przypadki, że wizy się nie otrzymuje (linia lotnicza musi nas wtedy zabrać z powrotem do miejsca skąd przylecieliśmy albo innego ustalonego przez nas miejsca). Sam proces jej otrzymania wygląda bardzo różnie – Iza, która dołączyła do mnie w Teheranie nie miała żadnych problemów – trwało to 5 minut i miała pieczątkę w paszporcie. Niestety w sieci można znaleźć wiele opisów, kiedy to ludzie musieli spędzić kilka godzin na lotnisku dyskutując z celnikami i tłumacząc cel wyjazdu. Często też proszą o pokazanie rezerwacji w hotelu itd. Zazwyczaj kończy się to pomyślnie, ale wielu turystów się tego obawia. Osobiście jeśli przylatywałbym do Iranu samolotem na pewno wybrałbym tą opcję. Na miejscu łatwo można przedłużyć wizę o następne 2 tygodnie.

– wiza w Batumi, Gruzja – osobiście nie znam nikogo kto wyrabiał tam wizę, ale byłem w konsulacie (wracając z Omanu) i pytałem o możliwość jej otrzymania. Czas oczekiwania to 2-3 dni, nie potrzeba zaproszenia, a koszt to 60 euro. Konsul na początku mówił, że powinienem wyrobić ją we własnym kraju, ale gdy dodałem, że nie będę w kraju przez najbliższe miesiące nie robił problemów i powiedział, abym wypełnił wniosek. Niestety następnego dnia z Gruzji wyjeżdżałem i nie skorzystałem z tej okazji. Prosiłem o wyrobienie jej w jeden dzień, ale nie było to możliwe. W każdym razie chcąc odwiedzić Iran, ale przy okazji też Kaukaz można polecieć wizzair’em do Kutaisi (zdecydowanie najtańsza opcja dostania się w tamten region) i dalej już przejechać 140 km do Batumi. Tam wyrobić wizę i ruszyć dalej – a w razie problemów zawsze jest możliwość pojechania do oddalonego o 200 km Trabzonu i wyrobienia wizy w jeden dzień.

Otrzymanie wizy było łatwe i przyjemne. Wypełniłem wniosek, zostawiłem jedno zdjęcie, poszedłem zapłacić do banku 75 euro (przy odbiorze paszportu należy okazać potwierdzenie) i o 16.30 odebrałem paszport z wizą (jako, że zależało mi na czasie poszedłem około 14 zapytać czy może jest już gotowa, ale niestety była to nieudana próba). W trakcie kilku godzin czekania wymeldowałem się z hotelu i przespacerowałem się po mieście, które na jeden dzień jest całkiem ciekawe – nie ma turystów, można obserwować codzienne życie Turków.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *