Samolotem dookoła świata – północna Tajlandia (cz.1)

Dobrze pamiętam jak kilka lat temu na jednej z popularnych stron o podróżach jej admin odbył podróż dookoła świata w 40 dni  pisząc z niej relację na żywo. Czekałem na każdą część z niecierpliwością i wydawało mi się to bardzo niezwykłe i naprawdę trudne do zrealizowania.  Wydawało…

Wakacje 2013.

Po powrocie do Polski, po niesamowitym dla mnie roku spędzonym na dwóch zagranicznych wymianach studenckich, nie miałem najmniejszej ochoty kontynuować studiów na mojej uczelni w Warszawie. Chciałem dalej podróżować i poznawać  ludzi, więc postanowiłem, że wezmę urlop dziekański i wyjadę na wolontariat EVS do Rosji…

Szybko znalazłem organizację wysyłającą i goszczącą, następnie razem napisaliśmy projekt. Niestety następny termin składania dokumentów był wyznaczony na 1 października, a później następne 2-3 miesiące czekania na decyzję czy projekt dostanie dofinansowanie z UE. W tym czasie pojechałem na tydzień do Rosji, pracowałem we Francji przy zbiorze winogron, a także odwiedziłem po raz kolejny Maroko.

Od połowy listopada zacząłem pracować w Anglii w hotelu sieci MacDonald, aby zaoszczędzić trochę pieniędzy na wspomniany wolontariat, który jeśli wszytko byłoby ok miał rozpocząć się w lutym.

Tak się jednak nie stało, miałem sporo pecha i nie dofinansowano mojego projektu – akurat kończył się budżet unijny 2007-2013 i nie było już wystarczająco funduszy na nowe projekty…. Nudząc się w pracy zacząłem planować co będę zamiast tego robił – tzn. gdzie wyruszę 😀

Pierwszy raz w życiu mogłem wybrać tak naprawdę każde miejsce na świecie i jakkolwiek dziwnie to nie brzmi był to duży problem ;d Poza Maroko i kilku krajach na bliskim wschodzie nie byłem na innym kontynencie niż Europa, więc pole do wyboru było ogromne.

Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia stwierdziłem, że skoro nie wiem na co się zdecydować to zorganizuje sobie podróż … dookoła świata, a dzięki temu zobaczę, które regiony mi się najbardziej podobają. Podjęcie decyzji ułatwiły tanie linie lotnicze Norwegian, które właśnie otwierały nowe połączenia ze Skandynawii do Bangkoku i Stanów Zjednoczonych.

W połowie grudnia zapytałem swoją szefową czy mogę pracować w hotelu do połowy kwietnia – wcześniej planowałem zostać do końca stycznia i wieczorem tego samego dnia (dzień pierwszej wypłaty xd) zacząłem rezerwować loty i układać plan podróży.

Ostateczny plan wyglądał tak:

07.05.14 Modlin – Sztokholm (NYO) – 75 zł Ryanair

08.05 Sztokholm (ARN) – Bangkok – 774 zł Norwegian

10.05 Bangkok – Yangon (Birma) – 150 zł Air Asia

19.05 Mandalaj (Birma) – Bangkok – 155 zł Air Asia

27.05 Krabi (Tajlandia) – Kuala Lumpur 96 zł Air Asia

29.05 Kuala Lumpur – Singapur – 53 zł Air Asia

31.05 Singapur – Denpasar (Bali) – 176 zł Air Asia

06.06 Denpasar Bali – Darwin (Australia) – 300 zł Jet Star

10.06 Darwin – Brisbane (Aus) -188 zł Jet Star

13.05 Gold Coast – Sydney – 135 zł Tiger Air

16.05 Sydney – Honolulu (USA) – 976 zł Jet Star

18.05 Honolulu – San Francisco

San Francisco – Los Angeles

Los Angeles – San Diego > 828 zł United

30.06 Oakland – Oslo  – 1065 zł Norwegian

01.07 Oslo – Warszawa Okęcie 262 zł Norwegian

całość –  5233 zł

Początkowo miało wyjść prawie 1000 zł mniej, a powrót do Europy chciałem zorganizować z Barbadosu, ale z pierwszej wypłaty udało mi się kupić tylko bilety do Honolulu, a do tego stwierdziłem, że jednak warto zaczekać z dalszymi rezerwacjami, aż dostanę wizę do USA – niestety bilety w tym czasie znacząco podrożały.

Miejsca, które najbardziej chciałem odwiedzić w tej podróży to Bagan w Birmie, wulkan Kawah Ijen na Jawie, a także Wielki Kanion w Stanach Zjednoczonych. Reszta miała być już improwizacją.

Na pierwsze 2 tygodnie przygody dołączyła  do mnie 3 znajomych: Wojtek, Iza i Agnieszka.

Pakowanie:

Jako, że leciałem tylko z bagażem podręcznym, a często też musiałem z nim dużo chodzić, najważniejsze było spakowanie jak najmniej rzeczy. Bagaż ważył  7,5 kg + kompaktowy aparat, telefon, portfel i saszetka na dokumenty:

– 4 koszulki

– 2 pary spodenek

– jedne długie spodnie z odpinanymi nogawkami

– cienki polar

– lekki śpiwór

– lekka kurtka przeciwdeszczowa

– sandały + adidasy

– ładowarki do aparatu i telefonu

– 1l bottle bubble – butelka z filtrem węglowym

– pasta i szczoteczka do zębów

 

07.05

Spotkaliśmy się wszyscy na lotnisku w Modlinie. Po krótkim locie dotarliśmy do oddalonego o 100 km od Sztokholmu lotniska Skavsta. Bilety do centrum Sztokolmu są drogie, więc postanowiliśmy, że pojedziemy na stopa. Można próbować zatrzymywać/pytać samochody już przed lotniskiem albo przejeść 7 km do dużej stacji paliw znajdującej się bezpośrednio przy autostradzie prowadzącej do stolicy Szwecji.

Zdecydowaliśmy się na drugą opcję. Trasa przebiega przez okoliczne wioski, więc mieliśmy miły spacer. Po dotarciu na stację i zjedzeniu obiadu (kanapki z domu) zapytaliśmy pierwszego kierowcę, który wyszedł z budynku czy zabierze nas do Sztokholmu – i ku naszemu zaskoczeniu zgodził się wziąć od razu całą czwórkę! Dla Izy i Agnieszki był to pierwszy autostop w życiu! Do tego był taki miły, że jeszcze zawiózł nas pod adres, w którym mieliśmy nocować.

Hostel nazywał się Acco i był samoobsługowy, tzn. że dostaliśmy mailem kod do drzwi i numery łóżek, na których mamy spać. Aby go zarezerwować skorzystałem z promocji Airbnb – kod promocyjny na 100 USD, a więc wyszło około 20 zł za 4 osoby.

Pogoda w Sztokholmie nam nie dopisała, było bardzo wietrznie i padało. Udaliśmy się tylko na 2-3 godzinny spacer po starym mieście i wróciliśmy do hostelu.

A2 A1

08.05.14

Rano znowu pokręciliśmy się po centrum miasta i udaliśmy się, tym razem już autobusem, na główne lotnisko – Sztokholm Arlanda.

O 15 startował nasz samolot do Bangkoku. Był to mój pierwszy długodystansowy lot, a do tego na pokładzie nowiutkiego Dreamlinera (Boeing 787). Pomimo, że Norwegian to tania linia lotnicza na pokładzie znajduje się pokładowy system rozrywki, a więc można oglądać filmy, słuchać muzyki – co podczas 10- godzinej podróży  jest naprawdę przydatne. Podczas lotu, co nie zdarza się często, miałem problemy ze spaniem, więc większość czasu po prostu oglądałem filmy.

A3

A4

Dreamliner w barwach Norwegiana

podejście do lądowania w Bangkoku

podejście do lądowania w Bangkoku

Wnętrze samolotu

09.05.14

Samolot wylądował w Bangkoku o godzinie 8 rano czasu miejscowego ( 7h różnicy). Po odprawie i otrzymaniu 30-dniowej wizy opuściliśmy terminal. Mimo, że było wcześnie to uderzyła nas fala mega gorącego powietrza, że aż ciężko było oddychać. Szybko znaleźliśmy taksówkę i za 400 Bahtów (10BHT- 1 zł) pojechaliśmy do ambasady Birmy, aby złożyć wniosek o wizę i tego samego dnia po południu ją odebrać- następnego dnia mieliśmy lot do Rangonu, a wizy nie można było dostać na lotnisku (w dniu pisania postu jest możliwość wyrobienia jej online).

Niestety po dotarciu na miejsce czekała nas duża niespodzianka – ambasada była zamkmnięta! Okazało się, że 9 maja jest jakieś święto w Birmie :/ Próbowaliśmy dzwonić/ wejść jakoś do środka i prosić o możliwość wyrobienia wizy, ale nam się to nie udało. Lubię jak podróż zaczyna się od ,,trzęsienia ziemi” i nieprzewidzianych wydarzeń, ale tym razem mogłoby tego nie być.

Po około godzinie spędzonej przed zamkniętymi drzwiami budynku i rozmowie z jedną Holenderką, która miała ten sam problem, poddaliśmy się i pojechaliśmy TukTukiem na ulicę Khao San, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg na dwie noce w hotelu (tym razem za darmo – do tej pory wspominana na wielu forach fantastyczna promocja AirFast tickets).

Khao San jest jedną z najbardziej znanych ulic wśród Backpackerów. Przez ostatnie dwadzieścia kilka lat stała się centrum turystycznym Bangkoku z licznymi tanimi noclegami, ulicznymi sprzedawcami, biurami turystycznymi, a także wieloma dyskotekami – jednym zdaniem wielka imprezownia, gdzie więcej jest turystów niż lokalnej ludności.

Planem na resztę dnia było poszwędanie się po Bangkoku, a także obmyślenie dalszej trasy podróży (z tego nic nie wyszło – dziewczyny chciały jechać do Birmy za wszelką ceną, szczególnie, że Agnieszka była już wcześniej w Tajlandii, a ja z Wojtkiem się wahaliśmy).

A7 A8 A9 A10 A12 A13

Wieczór spędziliśmy na Khao San. Początkowo miał być tylko spacer, który najpierw przekształcił się w jedno piwo, dalej wiaderka z drinkami sprzedawanymi na ulicy, dyskotekę, ping pong show, jazdę tuktukiem po mieście i całonocne imprezowanie.

Khao San wieczorem

Khao San wieczorem

Następnego dnia po południu, gdy w końcu udało nam się wstać  (mi i Wojtkowi, Iza z Agnieszką skończyły imprezowanie dużo wcześniej) musieliśmy podjąć decyzję, co robimy– skończyło się na tym, że postanowiliśmy się rozdzielić. Dziewczyny pojechały na jakąś wyspę na weekend z planem powrotu do Bangkoku, wyrobieniem wizy do Birmy i zarezerwowaniem nowych lotów, a ja z Wojtkiem wyruszyliśmy do Chiang Mai na północy Tajlandii.

Resztę dnia spędziliśmy na powolnym zwiedzaniu miasta. Wieczorem poszliśmy na pokaz Muai Thai, ale nie doczytaliśmy uważnie i było to coś w stylu przedstawienia w teatrze, opowiadające o historii tego sportu. W każdym razie było dość ciekawe.

A15 A16 A17 A18 A19 A20 A21 A22 a23 A24

Chiang Mai

11 maja po południu pierwszy raz skorzystałem z najlepszej według wielu rankingów taniej linii lotniczej świata – Air Asia. Z Bangkoku wraz  z Wojtkiem polecieliśmy do Chiang Mai.

Tego samego dnia wypożyczyliśmy skutery, z którymi nie mieliśmy nigdy do czynienia. Pierwszym pytaniem było „więc jak się tym jeździ?” 😀 Na szczęście jest to bardzo proste i nie było większych problemów. Największym utrudnieniem był ruch lewostronny.

W Chiang Mai odwiedziliśmy ZOO, aby zrobić selfie z żyrafą i pandą…

c2

20140215_081139 20140215_083456 20140215_083518

IMG_0361 IMG_0364 IMG_0365 IMG_0388 IMG_0454 IMG_0464 IMG_0475 IMG_0477

 

.. świątynię Doi Sutep, zlokalizowaną na wzgórzu z pięknymi ogrodami i świetnym widokiem na całą okolicę, wypełnioną turystami i mnichami.

20140215_113201 20140215_121233 20140215_121439 20140215_122133

c4 c5

 

Później udaliśmy się już na prawdziwe Muai Thai. Zobaczyliśmy kilka całkiem ciekawych walk, głównie w wykonaniu juniorów.

IMG_0545 IMG_0558

 

Z Chiang Mai dojechaliśmy do Pai – małego miasteczka ponad 100 km na północ, otoczonego górami i dżunglą z licznymi wodospadami, gorącymi źródłami. Jest to również bardzo  popularne miejsce wśród turystów, więc czasami wydaje się, że jest ich więcej niż lokalnych mieszkańców.

W maju przypada pora sucha, więc temperatury w dzień nie spadają poniżej 35 stopni, dlatego inna opcja niż poruszanie się na skuterze nie była nawet brana pod uwagę. Przyjemny wiaterek w trakcie jazdy był wielką przyjemnością i ulgą.

Nie mieliśmy konkretnego planu, więc po prostu zatrzymywaliśmy się w losowo wybranych miejscach, które nam się spodobały. Nie planowałem wizyty w północnej Tajlandii przed wyjazdem, więc praktycznie nic o niej nie wiedziałem.

c8 IMG_0574IMG_0635

Jeżdżąc tak trafiliśmy do jaskini, przez którą przepływała rzeka. Za opłatą popływaliśmy po niej na łódce…

Drugi dzień w Pai wyglądał dość podobnie -pola ryżowe, uprawy liczi, małe wodospady, kilka znajdujących się w miasteczku świątyń.

Z Pai ponownie wróciliśmy do Chiang Mai.

Tym razem odjechaliśmy kawałek dalej od centrum miasta.

Najpierw odwiedziliśmy jedną z największych atrakcji turystycznych, czyli ,,Tiger Temple”, w którym za dość sporo opłatą można pogłaskać tygrysa i zrobić sobie z nim sweet focie. Aby to wszystko było możliwe zwierzęta nafaszerowane są jakimiś prochami, przez co wyglądają jak naćpane i ledwo słaniają się na nogach. Niezbyt interesujący widok. Z lekkim zdegustowaniem popatrzyliśmy na to wszystko i opuściliśmy sanktuarium, nie wchodząc  nawet do środka.

IMG_0928

IMG_0930 IMG_0932

Następnie trafiliśmy dla odmiany do sanktuarium węży, które podobało się nam zdecydowanie bardziej. Akurat nie było innych turystów, więc całe przedstawienie zorganizowane było tylko dla nas. Mogliśmy zobaczyć jak węże są tresowane, a także ich dotknąć.

c15 c16 IMG_0963

Stamtąd udaliśmy się do Baanchang Elephant Park. Zapytaliśmy, czy możemy wejść na teren parku. Na szczęście nie było z tym problemu i mogliśmy podziwiać słonie, a było ich kilkadziesiąt. Zwierzętami zajmowali się turyści, którzy wykupili kilkudniowy pobyt w parku, aby właśnie opiekować się i lepiej poznać te olbrzymy. Przez większość czasu obserwowaliśmy jak słonie biorą kąpiel i ogólnie jak się zachowują.

e1 IMG_1172 e2 IMG_1114 e3 e4

Zapytaliśmy o możliwość godzinnej przejażdżki i po dokonaniu niewielkiej opłaty (300 baht za osobę) i nakarmieniu słonia bananami, aby zdobył nasze zaufanie, mogliśmy obserwować okolicę z wysokości ich grzbietu.  Bardzo nas zaskoczyło, że zwierzęta mają włosy, i to całkiem dużo!

e5 e6 e7 e8 IMG_1155 IMG_1209

Wieczorem tego same dnia doszliśmy na znajdujące się niedaleko lotnisko, aby przenieść się na południową część kraju i polecieć na wyspę Phuket. Pierwszy przeszedłem przez bramki kontrolne, gdy nagle ochrona zaczęła mnie wołać z powrotem. Na moim bilecie tego nie dostrzegli, ale kontrolując Wojtka okazało się, że nasz lot jest dopiero za 24 godziny !!! Najpierw bardzo się zdziwiliśmy, później nie mogliśmy przestać śmiać się z naszej bezmyślności xD Dobrze, że nie przyszliśmy dzień za późno.

Ponownie wróciliśmy do Chiang Mai, tym razem już nie wyjeżdżaliśmy poza miasto. Skorzystaliśmy z tajskich masaży, poszliśmy na lokalne piwo, pokręciliśmy się po mieście i następnego dnia w nocy już bez żadnych problemów wylądowaliśmy na Phuket.

IMG_1323

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *