Przez Armenię autostopem do Iranu

Dzień wcześniej z Gruzji wróciła Ewelina, która wraz ze mną pojechała w dalszą trasę.
Do granicy pomiędzy tymi krajami jest 375km, ale większość trasy przebiega przez góry, a najwyższa przełęcz jaką trzeba pokonać wznosi się na ponad 2500 metrów, czyli wyżej niż polskie Rysy.
My postanowiliśmy oczywiście pojechać na stopa – jako, że Armenia jest jednym z najlepszych krajów na świecie jeśli chodzi o ten rodzaj podróżowania.
Można również na granicę (Erywań – Meghri) dostać się marszutką, która raz dziennie odjeżdża o godzinie 10 z dworca Kilikia (8h, 7000 dram ~55zł) albo autobusami prosto do Teheranu (1150km) – także wyjeżdżają o 10 rano; podróż trwa około 24 godziny i kosztuje około 150zł.
Dotarcie do granicy zajęło nam około 10 godzin. Zatrzymaliśmy ponad 15 samochodów, ale nigdy nie czekając dłużej niż 5-10 minut. W pewnym momencie jadąc przez góry … odpadło nam koło – dokładnie widziałem jak turla się w przepaść. Kierowca zatrzymał się, spojrzał i stwierdził, że niestety w tym samochodzie to się czasami zdarza, a później otworzył bagażnik, wyjął nowe koło i zamontował. Po 10 minutach jechaliśmy dalej.

I5

I6
Mając wizy przekroczenie granicy zajęło tylko kilka minut (co ważne: można przejść na piechotę). Było bardzo mało ludzi, a więc nie czekaliśmy w żadnej kolejce. Należało wypełnić tylko krótki formularz zawierający podstawowe pytania i znajdowaliśmy się już na terenie Islamskiej Republiki Iranu.
Następnie wymieniliśmy trochę pieniędzy i planowaliśmy dostać się do oddalonego o 150 km Tabrizu – nie było tam prawie żadnych samochód, aby łapać stopa (ponadto była już noc). Taksówka kosztowała 30 dolarów, ale gdy próbowaliśmy trochę obniżyć tą cenę podeszła do nas chwilę wcześniej poznana Iranka – Nahid i zaproponowała, że mogą podwieźć nas 60 km do Jolfy, aby tam wraz z nimi zatrzymać się w hotelu. Zgodziliśmy się, chociaż nie mieliśmy bladego pojęcia gdzie to jest.
W irańskich hotelach w jednym pokoju nie mogą legalnie spać osoby, które nie są ze sobą spokrewnione albo nie są małżeństwem. Na szczęście to prawo nie dotyczy turystów i dostaliśmy własny pokój . (24zł/osoba wraz ze śniadaniem). Natomiast nasi nowi znajomi – para z dzieckiem, a także Nahid – siostra mężatki, musieli udać się na policję, aby udowodnić, że są spokrewnieni.
05.05
Następnego dnia, chwilę przed 9, obudziła nas siostra Nahid, aby dołączyć do nich na śniadanie, po którym wymieniliśmy się kontaktami, pożegnaliśmy i ustaliliśmy spotkać się w Teheranie. Następnie zaczęliśmy łapać stopa do Tabrizu. Po chwili zatrzymał się młody Irańczyk – Azin. Niestety nie mówił prawie wcale po angielsku, co nie zmieniło faktu, że spędziliśmy z nim cały dzień 
Najpierw zaprosił nas do swojego domu na herbatę – po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć jak mieszkają Irańczycy. Oczywiście największą różnicą w porównaniu do naszych mieszkań jest brak krzeseł i stołów – wszyscy siadają razem na dywanie i tak spożywają posiłki, piją herbatę. Domem zajmuje się tylko kobieta. Później pojechaliśmy do oddalonego o 130 km Tabrizu. Droga minęła w milczeniu, gdyż porozumiewaliśmy się przede wszystkim za pomocą rąk, a w tym czasie nasz kierowca musiał prowadzić samochód.
Gdy już byliśmy na miejscu Azin zaczął wozić nas po mieście pokazując różne miejsca. Były to meczety, ale również jakiś kościół. Zabrał nas także na obiad, później odwiedziliśmy duży park. Około 16 powiedział, że pojedziemy odwiedzić jego kolegę – Alirezę. Mieliśmy nadzieję, że chociaż on będzie mówił po angielsku – ale niestety się zawiedliśmy. Dalej już wspólnie odwiedzaliśmy następne ,,atrakcje” Tabrizu. W pamięci utkwiło mi jak za każdym razem, gdy zobaczyli gdzieś zdjęcie Ajatollaha Chomeiniego, których jest mnóstwo w całym Iranie, powtarzali tylko ,,fuck” ,,idiot” i tym podobne słowa oraz pokazywali środkowy palec. Tak właśnie zaczął upadać w moich oczach pierwszy stereotyp o Iranie jako bardzo wierzącym kraju.
I7

I8

I9

I10

I11
Na koniec dnia wróciliśmy jeszcze do mieszkania Alirezy, gdzie czekała na nas kolacja przygotowana przez jego mamę, a następnie o 23 zawieźli nas na autobus do Teheranu.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *