Powrót do Azji – chińskie Guangzhou

Sierpień 2014 – dostałem potwierdzenie, że zostałem przyjęty na wymianę studencką w ramach programu PAX w Taichung na Tajwanie. Mogłem nawet zdecydować, czy chcę jechać na cały rok, czy tylko na jeden semestr. Oczywiście wolałbym pojechać na cały rok, miałem jednak już dużo innych planów i jak zawsze same pustki na koncie, więc zdecydowałem się na jeden semestr – letni.

Do Warszawy wróciłem 10 października po winobraniu w Szwajcarii. Spłaciłem wszystkie długi i po dwóch latach pojawiłem się na swojej kochanej uczelni. Jako, że stypendium na Tajwanie jest bardzo niskie, w planach miałem sporo pracować – nic z tego jednak nie wyszło. Okazało się, że muszę poddać się małemu zabiegowi i spędzić kilka dni w szpitalu – datę miałem wyznaczoną na 2 listopada. Niestety nie obyło się bez komplikacji. Zamiast po 2 tygodniach wrócić do Warszawy na studia, wróciłem do szpitala na 2 dni. Później trochę czasu spędziłem jeszcze w domu.

W międzyczasie zdałem sobie sprawę, że nawet nie mam za co polecieć na Tajwan, a co dopiero tam żyć. Z pomocą znowu przyszła praca w hotelu, w Anglii. 4 grudnia zgłosiłem się do szpitala na kontrolę- pani doktor miała zdecydować czy wszystko jest ok i czy mogę lecieć do pracy. Na szczęście wszystko było w porządku i 5 grudnia siedziałem już w samolocie do Londynu, zaś 6 zacząłem pracę w restauracji. 30 dni – 300 godzin i 6 stycznia powrót do Polski. Jeden tydzień na wytłumaczenie moim profesorem dlaczego cały semestr mnie praktycznie nie było i poproszenie o możliwość wcześniejszego zaliczenia przedmiotów, a drugi na zaliczenie wszystkich egzaminów – sesja rozpoczynała się na początku lutego.

Na szczęście wszystko się udało i 22 stycznia mogłem już wylecieć do Guangzhou w Chinach.

Dlaczego do Chin? Bilety były po prostu dużo tańsze, a żeby było śmieszniej, kupując je nie wiedziałem, kiedy zaczynają się zajęcia. Następnego dnia po ich opłaceniu koordynator programu odpisał, że 26 … lutego. Tak więc miałem cały wolny miesiąc – i na pewno się z tego powodu nie smuciłem:)

Będzie to już moja 3, po Armenii i Rumunii, wymiana studencka na studiach magisterskich – i jak tu nie kochać swojej uczelni?:)

22.01.15

Jeszcze rano kończyłem pakować wszystkie swoje rzeczy – całe 25 kg bagażu. Po dwóch godzinach jazdy byłem na warszawskim Okęciu. O 14.55 był wylot do Stambułu liniami Turkish Airlines. Tam 6,5 godzinna przesiadka, a następnie ponad 10 godzinny lot do Guangzhou.

Byłem już wcześniej kilka razy na głównym lotnisku im. Ataturka i bardzo je lubię- można za darmo próbować przeróżnych smaków bardzo popularnych tureckich słodyczy (turkish delight – po polsku ,,rachatłukum”?!). Nie ma tam darmowego wi-fi, więc musiałem prosić panią sprzedającą żelki Haribo, aby mi udostępniła hasło. Nie chciała się zgodzić, ale gdy już odchodziłem z bardzo smutną miną zawołała mnie i jednak podała hasło:D

Gdy już się najadłem stwierdziłem, że pora iść spać. Lotnisko jest mega zatłoczone, ale udało mi się znaleźć wolny gate z wieloma wolnymi siedzeniami. Do spania na lotniskach jestem już tak przyzwyczajony, że często lepiej mi się śpi niż w hotelach, tak więc szybko usnąłem.

Po 3 godzinach coś nagle mnie obudziło. Zaspany podniosłem się z fotela, a wokół mnie siedziała cała wycieczka Algierczyków ubranych na biało – chwilę mi zajęło, aby uświadomić sobie, gdzie jestem, i że to nie sen.

55 minut po północy, punktualnie, wystartował mój samolot. Jak miło jest w końcu lecieć jakimiś porządnymi liniami, a nie tylko tymi niskobudżetowymi – na pokładzie był nawet szef kuchni, który podawał posiłki! Większość lotu oczywiście przespałem, a gdy się obudziłem podawano właśnie ostatni posiłek.

Widok na jakieś miasto w Chinach

Widok na jakieś miasto w Chinach

Podejście do lądowania

Podejście do lądowania

Na międzynarodowym lotnisku Baiyun samolot wylądował 20 minut przed czasem. Kontrola paszportowa poszła bardzo sprawnie (około 20 minut) i już oficjalnie byłem na terenie Chińskiej Republiki Ludowej!

W Kantonie jest 8 linii metra, większość została oddana w ostatnich latach. Jedna z nich dojeżdża do lotniska, a podroż trwa 50 minut. W promocji cleartrip.com kilka tygodni wcześniej zarezerwowałem hotel (2 noce – 8zł). Miał on znajdować się przy stacji metra Chen Clan Academy – tak przynajmniej pokazało mi google maps, gdy będąc jeszcze w Polsce sprawdzałem lokalizacje. Niestety go tam nie było… Chodziłem dookoła i szukałem, ale nic to nie dało. Zacząłem pytać ludzi, ale jak wiadomo Chińczycy ze znajomości języka angielskiego nie słyną. Dopiero po jakichś 15 minutach znalazła się młoda para, która mogła mi pomóc. Zadzwonili do hotelu i okazało się, że znajduje się on 5 stacji dalej – super….

Stacja nazywała się Xilang i znajdowała się na końcu żółtej linii. Była już prawie 22. Wyszedłem na zewnątrz, gdzie był dworzec autobusowy. Znowu zacząłem pytać. Sprawdzić sam nie mogłem, bo nie miałem internetu, a ponadto w Chinach nie działają google maps – więc przez cały pobyt nie miałem nawigacji. Facebook, gmail, wyszukiwarka google też są zablokowane.

Gdy kolejna osoba nie potrafiła mi pomóc, zamierzałem się poddać i próbować szukać jakiegokolwiek innego noclegu, usłyszałem od jednej dziewczyny ,,follow me”. Po angielsku znała tylko kilka słów, ale ciągle pokazywała, abym szedł za nią. Po 5 minutach spaceru zapytałem, czy wie gdzie znajduje się ten hotel, którego szukam. Odpowiedź była przecząca, ale stwierdziłem, że chyba jednak nie zrozumiała pytania, bo dalej pokazywała, aby z nią iść. Szliśmy wzdłuż jakiejś większej ulicy i nagle ukazał się mój hotel – to była naprawdę wielka ulga:D

W hotelu już było troszkę łatwiej – recepcjonistka tłumaczyła wszystko przez translatora i pokazywała mi na telefonie.

Po zameldowaniu się przyszła pora na walkę z jet lagiem. Na chińskim zegarze 23, tyle że w Polsce dopiero 16… Pospacerowałem po ulicy, oglądałem telewizję i koło 2 udało mi się usnąć. Od 6 znowu nie mogłem spać… więc znowu oglądalem TV, pograłem w coś i nawet nie wiem kiedy obudziłem się o 15! Nienawidzę zmiany czasu… :/

C3

24.01.15

Na 18.30 umówiony byłem z jedną z couchsurferek – Yoko. Czas przed spotkaniem spędziłem obserwując Chińczyków w parku. Był tam ogrom ludzi. Wiele osób grało w coś podobnego do naszej zośki, tańczyli, śpiewali, ćwiczyli tai-chi, 3 z nich gapiła się w żywopłot – do tej pory nie wiem o co w tym chodzi. Wyglądało to bardzo sympatycznie – totalnie na luzie. Nie do pomyślenia u nas.

C4

Zajęcia tańców w parku

C7

???

C8

wspólne śpiewanie

C12

gapienie się w rośliny? następnego dnia w tym samym miejscu także stała 3 ludzi w takich samych pozycjach..

C13

Tai-chi w parku

C14

gra w chińską ,,zośkę”

C5 C6 C9 C10 C11 C14A

Poziom ludzi, którzy grali w zośkę był naprawdę niesamowity- dużą ich część stanowili starsi ludzi, w tym wiele kobiet.

Jedna z grup tańczyła do rosyjskiego hitu disco polo, którego słowa brzmiały : są dziewczyny rude, czarne i blondynki… – zaś ich taniec przypominał coś w stylu walca 😀

Z Yoko poszliśmy na kolację. Uczyła mnie chińskiej etykiety przy stole, czyli co można, a czego nie można robić z pałeczkami xD

Np.: – nie można ich pionowo wbijać w ryż – obraża to przodków…;

– nie powinno się wskazywać pałeczkami na kogoś – jest to niegrzeczne;

-wszystkie posiłki i stoją na środku stołu , z których każdy nakłada sobie na swój własny talerz, a więc należy zwracać uwagę przy np. nakładaniu sobie kurczaka czy na końcu naszych pałeczek nie zostało trochę ryżu, który przez przypadek możemy zostawić na wspólnym talerzu… Chyba, że specjalnie chcemy, aby nikt nam nie zabrał reszty to możemy zrobić to z premedytacją xD

Po kolacji poszliśmy na spacer – spotkaliśmy starego mężczyznę w stroju komunisty, który dla rozrywki pozował do zdjęć. Natomiast cztery starsze kobiety przebrane w jakieś dziwne stroje opowiadały ludziom historie i śpiewały, a wszystko tylko dla zabawy – nikt z nich nie oczekiwał zapłaty i nie zbierał pieniędzy.

C15

Na koniec dnia graliśmy w ,,Escape the room”. Dołączyliśmy do grupy chińczyków i podzieliliśmy się na 2 grupy. Gra polega na tym, że obie grupy zostają uwięzione w specjalnie przygotowanych pokojach i mają godzinę, aby się uwolnić rozwiązując różnego rodzaju zagadki, czy też odnajdując tajemne przejścia. Przed rozpoczęciem gry zapewniono mnie, że mówienie po chińsku nie jest konieczne, jednak nikt oprócz Yoko nie chciał ze mną rozmawiać po angielsku- tak więc za wiele nie rozumiałem, ani też tym bardziej nie pomogłem. W każdym razie śmiechu i zabawy przy tym było co nie miara – np. chodząc na czworakach po jakiś tunelach xD

Ja z Yoko

Ja z Yoko

25.01.15

Walka z jet lagiem wciąż trwała – udało mi jednak się wstać o 11. Wykwaterowałem się z hotelu i przeniosłem do mieszkania Karen- Chinki, która przez 4 dni zgodziła się mnie gościć u siebie.

Karen była bardzo cierpliwa, gdy zadawałem jej masę pytań o wszystko, co tylko się da. Na rozmowie minął nam prawie cały dzień. Dziewczyna wybierała się za kilka tygodni do Europy, więc mogłem się trochę odwdzięczyć i pomóc przy organizacji jej wyjazdu.

Wieczorem odwiedziłem biznesową dzielnicę Guangzhou. Miasto to zamieszkiwane jest głównie przez bogatych Chińczyków. Mieszka w nim około 13 milionów ludzi – jest trzecim największym, po Pekinie i Szanghaju, w kraju.

Opera w Guangzhou

Opera w Guangzhou

Canton Tower - 600 metrowa, druga na świecie najwyższa wieża

Canton Tower – 600 metrowa, druga na świecie najwyższa wieża

26.01.15

Celem dnia była wymiana pieniędzy i kupienie biletu do Guilin, co samo w sobie można uznać za przygodę. Bilety można kupić przez Internet płacąc kilkunastozłotową prowizję. Chciałem to jednak zrobić sam, gdyż wiele czytałem o tym, jak bardzo może to być skomplikowane, jak ogromne są dworce oraz co na nich się dzieje.

Okazało się, że w Chinach nie ma kantorów i pieniądze można wymieniać jedynie w bankach. Nie było to jednak możliwe w banku przy głównym dworcu, na który się udałem. Karen nazywała go ,,zoo”. Chaos tam panujący ciężko opisać – tysiące ludzi oczekujących na chodnikach, schodach i gdzie tylko się da na pociągi, bądź też stojących w gigantycznych kolejkach, aby kupić bilet. Jako, że nie udało mi się wymienić pieniędzy, poddałem się stwierdzając, że wrócę tam następnego dnia. Gdy opuszczałem dworzec , Karen napisała mi, że obecnie pociągi odjeżdżają do Guilin z nowego dworca południowego, co bardzo mnie ucieszyło- oznaczało to, że nie będę musiał już tam wracać. (Miesiąc temu otworzono nową szybką kolej i czas podróży do miasta oddalonego o 500 km zmniejszył się z 12 godzin do 2.45).

Moja rozmowa w biurze informacji turystycznej na dworcu:

,,Excuse me, do you know where I can exchange money?” – zapytałem .

,,Germany? Germany?” – taka dostałem odpowiedź

Z dworca pojechałem metrem do Chen Clan Academy. Jest to tradycyjna rezydencja rodziny Chan. Nie zrobiła ona na mnie zbyt wielkiego wrażenia, głównie dlatego, iż połowa komnat to … sklepy z pamiątkami. Ciekawe jest to, że na półkach, np. z magnesami na lodówkę, można było kupić pamiątki z napisami, takimi jak: Malediwy, Dubaj, Curacao itp – ważne, aby biznes się kręcił. W całej rezydencji najbardziej podobała mi się liczba ładnych Chinek na metr kwadratowy.

Wejście do rezydencji

Wejście do rezydencji

Stamtąd wróciłem do mieszkania Karen i razem poszliśmy na kolację do dzielnicy… afrykańskiej. W Guangzhou jest dużo ludzi z ,,Czarnego Lądu”, którzy przyjeżdżają robić tam interesy. Wyszukują różnego rodzaju towary w dobrych cenach i wysyłają je do swojego kraju, aby sprzedać z zyskiem.

27.01.15

W końcu udało mi się wymienić pieniądze – trwało to w banku około 1,5 godziny! Bilety na pociąg, ostatecznie przez Internet, kupiła mi Karen.

Większość dnia spędziłem z Holly (następna couchsurferka), która zabrała mnie na wyspę Shamian (metro Huangsha) – zdecydowanie najładniejsze miejsce jakie odwiedziłem w Guangzhou. Jest to stara część miasta. Warto się tam wybrać przede wszystkim wieczorem, gdy wszystko jest ładnie oświetlone.

Oczywiście wszystkie wymienione wyżej imiona nie są chińskimi imionami. Każda osoba wybiera sobie drugie imię, typowe dla krajów zachodu, którym posługuje się rozmawiając z obcokrajowcami.

Zdjęcia z parku na wyspie:

C20 C21 C22 C23 C24

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *