Portugalia – początek podrózowania.

  • P1
  • P2
  • P3
  • P4
  • P5
  • P6
  • P8
  • p9
  • P11
  • P12
  • P13
  • P14
  • P15
  • P16
  • P17
  • P18
  • P19
  • P20
  • P21
  • P1
  • P2
  • P1
  • P2
  • P3
  • P5
  • P6
  • P4
  • P16
  • P8
  • p9
  • P11
  • P12
  • P13
  • P14
  • P15
  • P17
  • P18
  • P19
  • P20
  • P21
  • P20
  • P21
  • P17
  • P18
  • P19

Wrzesień 2010 – początek

Wszystko zaczęło się w wakacje po pierwszym roku studiów. Pewnej nocy dostałem maila od swojej koleżanki z akademika, która dużo podróżowała i już wcześniej dwa razy proponowała mi wyjazd na Sycylie i jeszcze w jakieś miejsce, którego już nie pamiętam, a ja oczywiście nie byłem zainteresowany. Ogólnie nie planowałem żadnych podróży. Dotychczas tylko odwiedzałem w Anglii rodzinę. Grałem w piłkę i nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne.

W mailu była propozycja wyjazdu w październiku za około 200 zł do Portugalii – tydzień w Algarve, lot na dzień do Porto i 2 dni w Mediolanie. Zapewne moja odpowiedź też byłaby negatywna, ale ,,uwięziony’ byłem wtedy w domu z kontuzją kostki i chyba bardzo się nudziłem, bo odpisałem, że pojadę wraz z jeszcze jedną koleżanką.

O Algarve oczywiście nie słyszałem nic, Mediolan i Porto kojarzyły mi się tylko z klubami piłkarskimi, cena biletów lotniczych wydawała mi się jakaś oszukana, a słowa couchsurfing, z którego mieliśmy korzystać w trakcie wyjazdu mój poziom angielskiego jeszcze nie był nawet w stanie przetłumaczyć.

Tamta wycieczka była jedyną, której ja nie przygotowywałem, nie planowałem i tak naprawdę nie miałem pojęcia gdzie jadę, co będę robił itd. (teraz jest to moje marzenie, aby ktoś zabrał mnie w miejsce o którym nic nie wiem, a najlepiej nawet nie słyszałem o nim).

18.10.10r.

Dzień przed wyjazdem zaczęły się problemy… (sztucznie stworzone). Przy odprawie podaliśmy błędną datę urodzenia i tak wydrukowaliśmy moją kartę pokładową, a gdy to zobaczyliśmy była panika czy w ogóle uda mi się polecieć. Następnego dnia wylatywaliśmy do Bergamo w godzinach wieczornych z Poznania, tak więc, aby wyjaśnić całą sytuację ja już rano wyruszyłem z Warszawy, aby dowiedzieć się czy w ogóle polecę (sic! Teraz jest z tego kupa śmiechu, ale nam sytuacja wydawała się poważna xD). Na lotnisku zmienili dane w 10 sekund i powiedzieli, że to nie problem (jak wiadomo dane jakie wpisuje się przy odprawie w low-costach oprócz imienia i nazwiska nie mają żadnego znaczenia).

Po południu spotkałem się z Kamilą i Gośką (dla niej również był to pierwszy tego typu wyjazd, a więc we dwoje byliśmy totalnie nie ogarnięci, ale było nam przez to raźniej) i już razem polecieliśmy do Bergamo. Wylądowaliśmy około godziny 23 i od razu spotkaliśmy się Włochem, stewardem naszego lotu (!), z którym Kamila umówiła się przez couchsurfing. Kolega, którego imienia nie pamiętam zawiózł nas do centrum Bergamo i oprowadził po nim.

P1

P2

Na lotnisko wróciliśmy około 3 w nocy i ukazał się nam taki widok:

P3

Nie było nawet miejsca, aby usiąść pod ścianą, dlatego zeszliśmy na niższe piętro i próbowaliśmy spać koło Kaplicy – było strasznie zimno i nikt z nas nawet nie usnął na chwilę…

20.10.10r.

Następnego dnia o godzinie 12.30 wylądowaliśmy w stolicy regionu Algarve w Portugalii – Faro. Z lotniska odebrał na Paulo – Portugalczyk poznany przez Kamilę na CS, około 40 lat mieszkający z żoną w małej miejscowości pod Faro. Zawiózł nas do swojego, bardzo ładnego, parterowego domu, zostawił klucze i powiedział, abyśmy się ugościli sami, ponieważ on musi wracać do pracy i będzie dopiero wieczorem.

Wraz z Gośką nie mogliśmy w to w ogóle uwierzyć – jak człowiek widzący po raz pierwszy w swoim życiu trójkę nieznajomych ludzi może zostawić im cały dom do dyspozycji i jeszcze odebrać ich z lotniska.

Pierwszego dnia zwiedzaliśmy tylko wioskę, w której się zatrzymaliśmy, a także pojechaliśmy do Faro. Było około 25 stopni (w Polsce zimno), a Faro najładniejszym miastem na Ziemi. Największe wrażenie robiły na nas palmy, które do tej pory widzieliśmy tylko w ogrodzie botanicznym xD

Wieczór spędziliśmy rozmawiając z naszym hostem. W moim przypadku słuchając i próbując rozumieć.

P5 P6 P4

21.10

Wczesnym rankiem wzięliśmy taxi i wyruszyliśmy na lotnisko skąd za 5 euro polecieliśmy Ryanair’em do Porto odwiedzić Martę, które przebywała tam na Erasmusie.

Po mieście oprowadzała nas nasza znajoma, a było to już dość dawno, więc nie pamiętam dokładnie nazw miejsc, dlatego tylko wrzucę kilka fotek:

P16 P8 p9 P11 P12 P13 P14 P15

22-26.10

Po dniu spędzonym w Porto z powrotem wróciliśmy do Faro, skąd od razu udaliśmy się do Lagos – miejsca, które zdecydowanie podobało mi się najbardziej w trakcie całego wyjazdu.

Pomimo, że był to koniec października codziennie kąpaliśmy się w morzu, chodziliśmy po klifach i szukaliśmy małych plaż nimi otoczonych. Piękna była również stara część tego niewielkiego miasta (założonego w I w. p.n.e.).

P20 P21 P17 P18 P19

W Lagos spędziliśmy 2 dni, a następnie byliśmy w Portimao, a także na stopa pojechaliśmy na Przylądek Świętego Wincentego (Cabo de São Vicente), czyli miejsca najbardziej wysuniętego na południowy-zachód Europy. Znajdują się tam twierdza Beliche i latarnia morska zbudowane na wysokich klifach. Niestety nie mam żadnych zdjęć stamtąd – w drodze powrotnej na lotnisko już w Mediolanie zostawiliśmy aparat w autobusie …

Ostatni wieczór spędziliśmy w Faro, a następnego dnia polecieliśmy do Bergamo, a dalej autobusem do Mediolanu.

27-28.10

Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy była oczywiście gotycka marmurowa katedra Duomo, czyli jeden z najbardziej znanych budowli w Europie, o którym oczywiście nigdy wcześniej nie słyszałem; natomiast dla mnie głównym celem było zobaczenie stadionu San Siro, który niestety ma już lata świetności za sobą, ale i tak robi wrażenie. Niestety tego dnia nie był rozgrywany żaden mecz.

Noc spędziliśmy u następnego hosta znalezionego przez Kamilę – Dario.

Jak wspomniałem wcześniej był to dla mnie pierwszy wyjazd. Wszystko wydawało się inne, różne od tego w Polsce. Nic nie wiedziałem o miejscach, które odwiedzam, podążałem tylko grzecznie za Kamilą. Wszystkie noce spędziliśmy śpiąc u znajomych albo na couchu, który był dla mnie przerażający i na tamtą chwilę nie chciałem mieć z nim więcej nic wspólnego – byłem oczywiście zły na siebie, że nigdy nie przykładałem się do nauki angielskiego przez co miałem ogromne problemy z komunikacją.

Nie sądziłem też, że za tak małą kwotę można wszystko zorganizować i wcale na tym szczególnie nie oszczędzając – 220 zł za 6 przelotów i wydane tylko 140 euro na miejscu (btw. jedyny wyjazd z jakiego zostały mi jakieś fundusze!)

Po powrocie do Polski tak jak i większość osób po pierwszym wyjeździe od razu zacząłem planować następne, ale też w końcu uczyć się angielskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *