Oman – Salala (Iza)

Oman to kraj położony na Płw. Arabskim o powierzchni bardzo podobnej do Polski. Zamieszkiwany jedynie przez 3 mln ludzi. Kraj mało znany, zagadkowy. W ostatnich latach mocno rozwijający się dzięki znajdującej się tam ropie naftowej. Dlaczego zdecydowaliśmy się tam pojechać? Oczywiście z polecania mojego brata, który był zachwycony pobytem w tym kraju. Po czasie tam spędzonym, my również byliśmy. Ludzie są naprawdę bardzo mili, a krajobrazy piękne. Na wycieczkę wyruszyliśmy we czworo, wraz z Kasią, Marcinem i Dominikiem.

Skorzystaliśmy z tanich linii lotniczych Wizzair i kupiliśmy takie bilety:
Warszawa- Budapeszt – 154zł
Budapeszt- Dubaj – 238 zł
Dubaj- Bukareszt – 256 zł
Bukareszt- Malmo – 52 zł
Malmo- Gdańsk – 41 zł
Tak więc podróż wyniosła nas 741zł.

W Budapeszcie i Dubaju spędziliśmy po 2 dni. W Dubaju, korzystając z Oman National Transport (ontcoman.com) kupiliśmy bilety na autobus do Maskatu na 14.10. (100 AED w obie strony).

14.10.2014 Z Dubaju do Salala.
Z samego rana, o godzinie 6.30 opuściliśmy Dubaj, aby udać się do do Maskatu. Wizę, bez problemu (wystarczy jedynie wypełnić krótki wniosek i zapłacić) nabyliśmy na granicy (6 OMR). Musieliśmy wcześniej wymienić pieniądze-  na granicy był bank. Była to wiza na 10 dni- dla nas w sam raz. Podróż wraz z 3 kontrolami paszportowymi, sprawdzaniem bagażu i kupieniem wizy zajęła ok. 6 h.

Byliśmy jedynymi Europejczykami w autobusie- widać było, że miejscowi bardzo zwracali na nas uwagę. Na szczęście autobus okazał się wygodny i klimatyzowany- mogliśmy spokojnie spać.

Po dojechaniu do Maskatu udaliśmy się na dworzec kupić bilety na dalszą podróż- przejazd przez całą pustynię na południe kraju do Salalah. Byli tam oczywiście tylko sami panowie (ubrani w swoje białe narodowe szaty), którzy byli dla nas bardzo mili. Bilety kosztowały 12 OMR w obie strony! (2100 km za jakieś 110 zł – ta cena mnie zszokowała:))

 

Autobus mieliśmy o 19.30, więc czas, który pozostał nam do odjazdu spędziliśmy na leniuchowaniu. Przeszliśmy się po okolicy, zjedliśmy i wróciliśmy do centrum miasta w celu znalezienia kantoru. Było bardzo gorąco, miasto było opustoszałe. Chłopaki byli zmęczeni, więc razem z Kaśką próbowałyśmy znaleźć kantor. Okazało się to niełatwym zadaniem. Chodziłyśmy po okolicy, jednak bez rezultatu. Nagle jadący samochód zatrzymał się i zaoferował nam pomoc. Zapytałyśmy więc gdzie jest najbliższy kantor, na co w odpowiedzi usłyszałyśmy, że w pobliżu nie ma żadnego. Pan za to nalegał żebyśmy wsiadły do jego auta, a on nas zawiesie do kantoru, który podobno był oddalony o parę kilometrów. Oczywiście odmówiłyśmy i poszłyśmy dalej. Samochód nadal za nami jechał, zatrzymując się co chwilę i proponując podwózkę. Gdy po raz kolejny stanowczo odmówiłyśmy, mężczyzna powiedział, że kantor jest tuż obok i pokazał nam gdzie się znajduje. Wymieniłyśmy pieniądze, a wychodząc okazało się, że nasz kierowca stoi pod budynkiem i na nas czeka tłumacząc się, że jesteśmy takie piękne i nie może od nas oderwać wzroku oraz, że samo patrzenie na nas sprawia mu przyjemność. Podziękowałyśmy i poszłyśmy na dworzec do chłopaków. Po drodze ponownie zaczepił nas ten sam Omańczyk. Dał sobie spokój dopiero wtedy, gdy zobaczył, że mamy towarzystwo. Postanowiłyśmy z Kaśką, że więcej same już nigdzie nie idziemy 🙂 Poszliśmy, już wszyscy razem, do kafejki internetowej (Internet chodził bardzo wolno i dużo czasu zajęło zanim załadowała się jakakolwiek strona)i do sklepu, gdzie czekaliśmy na odjazd naszego autobusu. Było to idealne schronienie przed panującym upałem. Na kasach w sklepie siedziały jedynie kobiety, zaś pracownikami na sklepie byli jedynie mężczyźni. Wzbudzaliśmy zainteresowanie miejscowych- wszyscy bacznie nas obserwowali, a niektórzy zagadywali.

Odjechaliśmy punktualnie o 19.30. Znowu byliśmy jedynymi turystami. W autobusie po pewnym czasie zrobiło się bardzo zimno- klimatyzacja wskazywała 16 stopni. Ubraliśmy się we wszystkie ,,grube” ubrania jakie tylko mieliśmy, jednak nadal telepaliśmy się z zimna. Cała podróż miała trwać 10h. Uszczelniliśmy wszystkie otwory, z których leciało zimne powietrze i poszliśmy spać. Po drodze mieliśmy kilka krótkich przystanków i jeden dłuższy, podczas którego Omańczycy szli na modlitwę.

Podróż minęła dość szybko i nie była zbyt męcząca- mieliśmy dla siebie dużo miejsca na tyle autobusu.
Około godziny 5 byliśmy w Salala (drugie co do wielkości miasto w kraju).

Południe Omanu ma do zaoferowania zupełnie inny krajobraz niż pozostała część kraju, a nawet całego Płw. Arabskiego. Po przekroczeniu góry Kara na północy Salala jałowa pustynia przechodzi w malownicze góry, za którymi rozciąga się soczyście zielona kraina. Panuje tu zupełnie inny klimat, występuje pora sucha i deszczowa.
A1

A2

Dział z kocami w miejscowym sklepie

 

15.10.2014 Czas na Salala!
Dopiero zaczynało robić się jasno. Co chwilę podchodził do nas jakiś taksówkarz pytając dokąd nas zawieźć. Nie wiedzieliśmy co możemy ze sobą zrobić tak wcześnie, tak więc siedzieliśmy na murku czekając na trochę późniejszą godzinę. Następnie udaliśmy się na wybrzeże, obserwując po drodze miasto. Przeszliśmy również przez jakąś boczną dzielnicę miasta (Google maps pokazało nam, że będzie to najkrótsza droga). Było to przejście jak po wybiegu 😀 –duże grupy Omańczyków patrzyły na nas jak na przybyszów z innej planety. Było to bardzo dziwne uczucie.

Salala ogólnie jest bardzo zadbane- co chwilę można spotkać mężczyzn dbających o trawniki, kwiaty. Mijaliśmy po drodze uprawy bananowców i kokosów. Na plaży odpoczęliśmy i zjedliśmy śniadanie. Po raz pierwszy zobaczyliśmy kraby, które przypominały ogromne pająki 😀 Zadziwiła nas ich szybkość- gdy tylko usłyszały/ zobaczyły minimalny ruch- natychmiast chowały się pod piasek.

Udaliśmy się w poszukiwaniu noclegu oraz samochodu do wynajęcia. Z hotelem nie było problemu, jednak znalezienie wypożyczalni okazało się większym wyzwaniem. Ceny hoteli nie należą do najniższych (nie pamiętam dokładnie ile zapłaciliśmy), jednak ich zaletą jest klimatyzacja i dostęp do wi-fi. Odpoczęliśmy, skorzystaliśmy z neta i udaliśmy się na poszukiwanie samochodu do wynajęcia.

Sprawdziliśmy w Internecie, gdzie są najbliższe wypożyczalnie i udaliśmy się do nich. W kilku miejscach, tam gdzie wskazała nam mapa, w ogóle ich nie było. Jedyna wypożyczalnia, którą znaleźliśmy, okazała się zamknięta. Gdy chodziliśmy coraz bardziej zrezygnowani po okolicy, zatrzymała się taksówka, której kierowcą okazał się chłopak, który podróżował z nami z Maskatu (niestety nie pamiętam jego imienia). Powiedział, że od razu nas poznał, bo rzadko się zdarza żeby ktoś o tej godzinie chodził po mieście. Był bardzo uprzejmy i zaproponował nam, że zawiezie nas do kilku wypożyczalni. Okazało się, że większość z nich była zamknięta, a w dwóch z nich nie było samochodów z napędem na cztery koło- a takie nas interesowały. Odwiózł więc nas pod hotel. Podziękowaliśmy za jego pomoc- dał nam jeszcze swój nr telefonu w razie gdybyśmy mieli jakiekolwiek problemy. Zjedliśmy obiad i wróciliśmy do wypożyczalni, która była wcześniej zamknięta. Był tam samochód, który nam odpowiadał (zapłaciliśmy za niego trochę ponad 20 OMR/doba). Pojechaliśmy się do Lulu (popularne hipermarkety w Omanie) na zakupy. Okazało się, że można kupić tam naprawdę wszystko. Było taniej niż u nas, a do tego było tego wszystkiego jeszcze więcej. Dopiero tutaj można spotkać kobiety- na mieście przez cały dzień nie spotkaliśmy ani jednej. Większość z nich ubrana była od stóp do głów.

Po powrocie do hotelu czekała na nas niespodzianka- Marcin na suficie zauważył jakiegoś gekona (przynajmniej coś podobnego). Oczywiście razem z Kaśką szybko uciekłyśmy z pokoju i wróciłyśmy dopiero, gdy skończyło się polowanie na naszego ,,przyjaciela”. Zmęczeni po całonocnej podróży i poszukiwaniach, szybko zasnęliśmy.

B1

Meczet w Salala

B2

B3

Hipermarkety w Omanie

B4

,,Przyjaciel” w hotelu 🙂

16.10.2014 Wadi Darbat, Khor Rori, Mirbat.

Wypoczęci i wyspani gotowi byliśmy wyruszyć w drogę. Naszym celem na ten dzień było zobaczenie Wadi Darbat, Khor Rori, Mirbatu, miejsca bez grawitacji oraz wszystkiego, co wyda nam się ciekawe po drodze 😉 Droga do Wadi Darbat prowadziła przez najbardziej zielone tereny w Omanie. Zobaczyć też można chodzące po drodze wielbłądy, kozy i krowy. Trzeba być cierpliwym i poczekać aż przejdą.
 

 C1 C2 C3 C4 C5 C6

Wadi Darbat to jedna z najpiękniejszych dolin w Omanie. W prawdzie najpiękniej jest tam w porze monsunowej, jednak w październiku również może zadziwić ogrom zieleni. W wodzie pływało bardzo dużo małych rybek. Po raz pierwszy zobaczyliśmy też innych turystów.

D1  D2D3 D4 D5 D6 D7

 

Kolejnym przystankiem było Khor Rori- jedyne miejsce w Omanie, gdzie zapłaciliśmy za wjazd. Było warto- miejsce jest naprawdę piękne. Można tutaj spotkać wędrujące ptaki. Tutaj woda morska spotyka się z wodą lądową. Chronione jest przez UNESCO. Idealne miejsce na odpoczynek i opalanie- nigdzie nie było cienia. Warto zabrać ze sobą olejki do opalania i okulary przeciwsłoneczne.

E0 E1 E2 E3 E4 E5

Postanowiliśmy zatrzymać się na jakiejś plaży, aby się poopalać i ochłodzić. Nie było nigdzie żadnych znaków prowadzących do plaż, dlatego zjechaliśmy w jakąś szutrową drogę i tak dojechaliśmy do morza. Woda była tak cieplutka, że aż nie chciało się z niej wychodzić. Jedynym minusem jest to, że jest ona bardzo słona- należy uważać na oczy, bo mogą potem długo piec. Plaża była cała pokryta ,,kupkami” piachu, gdzie chowały się kraby.

F1 F2 F3

F4

Jadąc dalej, do Mirbatu, chcieliśmy odnaleźć ,,antigravity point”- miejsce, gdzie samochód jedzie sam pomimo wyłączonego silnika (nie ma tam też żadnej górki, droga jest płaska)! Myśleliśmy, że będzie je trudno znaleźć, jednak okazało się to dość proste. Pomogło nam charakterystyczne drzewo:) Było to niezwykłe doświadczenie- samochód faktycznie sam jechał! Tak nas to wciągnęło, że chyba z 5 razy sprawdzaliśmy:).

Charakterystyczne drzewu przy antigravity point.

Charakterystyczne drzewo przy antigravity point.

W drodze do Mirbatu zaczęło zachodzić słońce- zatrzymaliśmy się więc przy przydrożnych wydmach. Na piasku zobaczyliśmy ślad po jaszczurce a także znaleźliśmy jakiegoś skorupiaka.

I2

Ślad po jaszczurce

I3

Ślad po jakichś robakach 🙂

I5

Zaciekawienie znalezionym skorupiakiem:)

I1 I4 I7

Jako, że gdy dojechaliśmy do Mirbatu było już prawie ciemno, zobaczyliśmy jedynie Mirbat Castle i udaliśmy się w drogę powrotną do Salala. Po omańskich drogach jeździ się naprawdę bardzo dobrze- do tego w nocy praktycznie wszystkie z nich są oświetlone (niezależnie czy przejeżdża się przez jakąś miejscowość, czy przez pola).

J1 J2

Mirbat Castle

Mirbat Castle

W Salala wstąpiliśmy jeszcze do centrum handlowego, które wieczorem tętniło życiem. Oprócz Lulu, można tu również spotkać supermarkety Carrefur. Popularne są też McDonaldy, którego chłopaki oczywiście nie mogli ominąć:)

Ku naszemu zdziwieniu w centrum były prawie same kobiety z dziećmi. Zadziwiło mnie w jakim sposób spożywają one posiłki- wkładają jedzenie pod chustę, która zakrywa im twarz i dopiero wtedy konsumują pożywienie i piją. Wyglądało to dość zabawnie.

Warto jest również ubrać się odpowiednio w takie publiczne miejsca- inaczej cały czas można czuć na sobie wzrok omańskiej ludności. Na niektórych budynkach (tj. w tym centrum handlowym) przyczepione są tablice z prośbą o odpowiedni ubiór i zachowanie.

K1

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *