Osz , czyli miasto-bazar

09.08.14

W Biszkeku wylądowaliśmy chwilę przed 7 rano. Zjedliśmy śniadanie, wymieniliśmy trochę pieniędzy i kupiliśmy kirgiską kartę SIM (jest kilka miejsc na lotnisku gdzie można to zrobić; jeden dzień bez limitowego Internetu kosztuje 15 som, czyli trochę mniej niż 1zł; 1 PLN to 17som). Następnie poszliśmy odprawić się na krajowej trasie do Osz; lot odbył się bez opóźnień i o 11 wylądowaliśmy na południu kraju.
Już sam odbiór bagażu na lotnisku wygląda bardzo ciekawie. Pod samolot podjeżdża samochód typu pick-up, gdzie obsługa przekłada je z pokładu maszyny, następnie odjeżdża kilkadziesiąt metrów, a tam czekają już pasażerowie, którzy rzucają się na auto i próbują jak najszybciej odebrać swoją własność.

K1

Z lotniska do centrum można dotrzeć autobusem (20 som) albo taksówką. My byliśmy tak zmęczeni po 3 lotach, że przystaliśmy na ofertę jednego z taksówkarzy (150som), nawet nie szukaliśmy przystanku. Poprosiliśmy, aby zawiózł nas pod jakiś niedrogi hotel. Niestety nie miał za bardzo pojęcia, co nam polecić, więc wylądowaliśmy pod jakimś budynkiem, który od dawna był już zamknięty. Zaczęliśmy szukać czegoś idąc w stronę centrum i po kilkudziesięciu minutach znaleźliśmy ,,Mejmankana” – tak nazywa się hotel po kirgisku, niedaleko centrum. Panowały tam dość spartańskie warunki, ale za to był tani – 300 som za noc. Później musieliśmy jeszcze dopłacić po 50 som za prysznic.

Osz jest ponad 300-tysięcznym miastem zamieszkiwanym wspólnie przez Kirigizów i Uzbeków i drugim po Biszkeku największym miastem w kraju. W historii często dochodziło w mieście do konfliktów pomiędzy oboma ludami, a w ostatnim, który miał miejsce w 2010 roku, zginęło prawie 500 osób.
W mieście nie ma żadnego przemysłu, za to większość mieszkańców zajmuje się handlem, co czyni miasto jednym wielkim bazarem; wszędzie znajdują się stoiska, gdzie można kupić praktycznie wszystko. Główny dochód zapewniają mu wpływy z handlu narkotykami. Osz znajduje się na głównej trasie przemytu heroiny z Azji do Europy. Ludzie trudniący się przemytem zarabiają na tym grube pieniądze, a później wydają je w mieście, przez co ma ono jakiś dopływ gotówki.
Po znalezieniu hotelu postanowiliśmy poszukać jakiegoś miejsca, aby coś zjeść . Byliśmy tak głodni, że po prostu weszliśmy do pierwszego miejsca z brzegu. Nie było tam menu, a prowadząca lokal pani po prostu wymieniła co może nam przygotować.
Zamówiliśmy tradycyjne kirgiskie dania, czyli manty (duże pierogi z baraniną i cebulą) i plov (baranina, ryż cebula). Ogólnie w całym kraju króluje baranina i jest ona w prawie każdej potrawie.
K2

K3
Dalej przedzierając się przez bazary kupiłem sobie typową kirgiską czapkę (oczywiście po kilku dniach ją zgubiłem); zdecydowałem się na model najbardziej nowoczesny (2).
K3a
Gdy skończyły się stragany doszliśmy do bardzo ciekawej uliczki, na której mieszkańcy miasta spędzali swój wolny czas grając w karty, szachy, tenisa stołowego, śpiewając karaoke, czy po prostu siedząc na ławce i jedząc lody. Sami też usiedliśmy na ławce i po prostu obserwowaliśmy przechodzących ludzi.
K4 K5 K6
Następnie dotarliśmy do parku, gdzie stoi stary diabelski młyn i … poradziecki samolot.
K7
Idąc dalej zaczepiło nas dwóch pijanych mężczyzn, którzy bardzo chcieli nas poznać. Przeprosili, że chyba troszkę za dużo wypili i wypytywali nas skąd jesteśmy, po co przyjechaliśmy, co pijemy w naszym kraju i czy może nie chcielibyśmy się z nimi napić 😉 Bardzo chcieli też mieć pamiątkowe zdjęcia.
K8
Kolejnym miejscem był plac z fontannami. Znajdowała się tam lodziarnia na świeżym powietrzu, w której kupiliśmy lody i usiedliśmy przy jednym ze stolików. Naprzeciwko nas rozmawiały 3 kobiety i obserwowały stolik obok, przy którym w milczeniu siedzieli chłopak i dziewczyna – byli na kontrolowanej randce. Młody Kirgiz przyniósł swojej wybrance kwiaty. Później kupił colę i rozlał ją do szklanek 3 kobiet i młodej Kirgizki. 3 panie (obstawiamy, że były to ich mamy) cały czas głośno dyskutowały i miło spędzały czas. Natomiast para zakochanych była bardzo onieśmielona tą sytuacją i nie odzywała się do siebie, patrząc ciągle w przeciwnym kierunku i czekając końca. Wyglądało to bardzo zabawnie 😉
K9
Gdzieś w Internecie przeczytałem o pomniku, który znajduje sie niedaleko monumentu Lenina, który odwiedzają wszystkie pary biorące ślub, a tego dnia była sobota. Nie jest to daleko od centrum, więc poszliśmy tam na piechotę. Dotarliśmy do dużego placu. Po jednej stronie jest pomnik Lenina, a po drugiej budynek administracji miasta; obok zaś pomnik, przy którym było około 10 par młodych i wielu gości. Wszyscy nowożeńcy przyjechali przedłużanymi, ekskluzywnymi Hammerami – chyba taka tradycja … ;).
K10 K11
Widząc wielu ludzi zgromadzonych przy pomniku ciekawi podeszliśmy przyjrzeć się gościom i młodym parom. Szybko podeszło do nas wiele osób zadając standardowe pytania skąd jesteśmy itd. My pytaliśmy dlaczego akurat wszyscy gromadzą się w dniu ślubu w tym miejscu. Na co odpowiedzią było, że jest to po prostu tradycja, aby oddać cześć żołnierzom poległym w walce za ojczyznę. Zostaliśmy zaproszeni także do nauki tradycyjnego tańca. W pewnym momencie ktoś puścił muzykę, a większość młodych ludzi zaczęła tańczyć, a my wraz z nimi – z czego wielu miejscowych miało duży ubaw ;).
K11A K12 K13 K14
Po wizycie przy pomniku wszyscy weselnicy udają się do restauracji i tam wspólnie świętują, ale nie trwa to tak długo jak u nas – impreza kończy się zazwyczaj przed północą. My także zostaliśmy zaproszeni na jedną z nich, ale byliśmy bardzo zmęczeni i postanowiliśmy odmówić, czego trochę teraz żałuję. Wracając w stronę miasta poznaliśmy jeszcze dwóch sympatycznych starszych Kirgizów.

K15

Na koniec dnia weszliśmy jeszcze na Sułajman Too. Jest go góra blisko centrum miasta, otoczona od kilkuset lat czcią; na jej zboczach znajdują się liczne miejsca kultu i petroglify, czyli wyryte w skale rysunki. Z góry widać całe miasto i okolicę.
K16

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *