Jerozolima i Hebron

Wysiadam w centrum, zaraz obok Mahaneh Yehuda Market, który odwiedzam jako pierwszy.

IMG_9982 IMG_9988 IMG_9984 IMG_9994 IMG_9995

Na ulicach nie ma zbyt wielu ludzi. Wraz ze zbliżaniem się do murów starego miasta jest coraz więcej żołnierzy z karabinami, którzy patrolują teren, aczkolwiek wyobrażałem sobie, że jest ich jeszcze więcej. Dochodzą do murów starego miasta, podzielonego na 4 dzielnice: chrześcijańską, żydowską, muzułmańską i ormiańską.

IMG_9997

IMG_0003

 

 

IMG_0002 IMG_0009 IMG_0011

Przez ,,nową bramę” wchodzę do tej pierwszej. Dziwi mnie całkowity brak żołnierzy, za to wszędzie widać tłumy ludzi przeróżnych narodowości. Wchodzę do Bazyliki Grobu Pańskiego. Ciężko jest się przecisnąć, taki tłum. Kolejka do grobu pańskiego wydaję się nie mieć końca, a większość oczekujących to … hindusi;). Szybko poddaję się i wychodzę. Pogoda ulega pogorszeniu, zaczyna padać i do samego wieczora już nie przestaje. Błądzę uliczkami dzielnicy chrześcijańskiej.

DCIM100MEDIA

IMG_0017 IMG_0023 IMG_0027

Następnie znajduje się na trasie drogi krzyżowej. Całe grupy ludzi przeciskają się pomiędzy sobą, ustawiają w kolejki, aby zrobić zdjęcie/selfie przy stacji. Inni niosą krzyż, zatrzymując się na każdej z nich. Ogólnie trochę to wszystko wygląda … komicznie. Chyba wielu ludziom włącza się syndrom jerozolimski.

IMG_0050 IMG_0051 IMG_0053 IMG_0056

Wchodzę do jeszcze 2 -3 kościołów, w tym jednego prawosławnego, a następnie zmierzam do miejsca, które wywołuje najwięcej emocji wśród żydów i muzułmanów – wzgórze świątynne i Ściana Płaczu na pograniczu dwóch dzielnic. Obok znajduje się wielki meczet Al-aksa, na którego teren mają wstęp tylko muzułmanie. Zbliżając się w okolicę Ściany Płaczu widać sporo żołnierzy, aby wejść na jej teren konieczne jest przejście przez kontrolę podobną jak na lotnisku.

IMG_0060 IMG_0064

Ludzi jest niewiele, może to przez złą pogodę albo przez napiętą sytuację panującą w Ziemi Świętej. Teren podzielony jest na dwie części – męską i damską. Do ściany może podejść każdy, ale na głowę założyć trzeba ,,jarmułkę”, symbolizującą nasze uniżenie przed Bogiem, pokazującą, że ktoś jest ponad nami. Obserwuję ludzi i ich zachowania, żołnierzy patrolujących teren, robię zdjęcia i wchodzę na taras widokowy.IMG_0067 IMG_0071 IMG_0080 IMG_0081 IMG_0086 IMG_0098 IMG_0108

Przechodzę przez dzielnicę żydowską do muzułmańskiej, aby zjeść obiad. Przy bramie damasceńskiej znajduję tanie falafele, ogólnie tutaj jest najtaniej w całym mieście.

Jpeg

IMG_0114

DCIM100MEDIA

Brama Damasceńska

Na koniec dnia opuszczam mury miasta i zmierzam do mieszkania Shakhar, gdzie docieram chwilę po 17. Dziewczyny jeszcze nie ma, otwiera mi jej współlokatorka – Carolina, po pół godziny są już obie. Cały wieczór spędzamy rozmawiając o sytuacji w Izraelu, o tym, że większość ludzi bardzo chciałaby ją wyjaśnić, ale przez rządy obu narodów i części wierzących o radykalnych poglądach może to nigdy nie nastąpić. Nikt normalny przecież nie chce wojny tylko normalnego życia. Dziewczyny opowiadają o wojsku, tam się poznały, a 3 tygodnie temu wprowadziły się do Jerozolimy i zaczęły studia –  Carolina sztukę, a Shahar kulturę Bliskiego Wschodu – uczy się języka arabskiego. Obie trenują … hula hoop, więc przechodzę krótki trening, próbuję narodowego alkoholu – ohydnej anyżowej wódki i jem chipsy bamba ;d Obie dziewczyny są mega sympatyczne.

26.10.15

Carolina i Shakar wcześnie rozpoczynają zajęcia, więc razem z nimi o 8 rano wychodzę z mieszkania – kierunek Autonomia Palestyńska.

Po drodze ponownie odwiedzam bazylikę groty pańskiej i tym razem już ustawiam się w niezbyt długiej kolejce, aby wejść do komnaty. Później ,,natrafiam” na miejsce Ostatniej Wieczerzy i grób Dawida, opuszczam mury starego miasta i od razu na przystanku szybko łapię stopa do checkpointu na wjeździe do Betlejem. (7km).

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

Na granicy pustki, nie ma nikogo. Bez żadnej kontroli przechodzę na drugą stronę muru. Podchodzi do mnie jeden ze znudzonych  taksówkarzy i proponuje objazd po turystycznych miejscach, nie jest nawet zbyt nachalny, dobrze mówi po angielsku. Opowiada, że obecna sytuacja jest dla nich bardzo niekorzystna, indywidualni turyści straszeni przez Izraelczyków i media przestali odwiedzać Autonomię Palestyńską, a cały ruch turystyczny odbywa się zorganizowanymi autobusami z Jerozolimy ( koszt 7 km wyprawy – 80 szekli, za taką cenę można mieć prywatną taksówkę z miejscowym przewodnikiem nie tylko po Betlejem!). Tak w ogóle to jestem dopiero pierwszą osobą, która przekroczyła punkt kontrolny, a jest już prawie 11. Rozmawiam jeszcze chwilę z innym taksówkarzem i idę wzdłuż muru odgradzającego Palestynę i Izrael. Znajdują się na nim opisane historie Palestyńczyków, mnóstwo murali.

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

DCIM100MEDIA

Dochodzę do Betlejem – pierwsze wrażenie jest pozytywne. Na ulicach sporo ludzi, turyści przejeżdżający w autobusach, wiele sklepów, restauracji. Spodziewałem się także wielkiej różnicy, że będzie bardzo biednie, ale tak wcale nie jest. Na ulicach nie ma żadnych żołnierzy. Jem obiad i lody – w końcu jest dużo taniej niż w Izraelu.

Po przejściu całego Betlejem zaczynam łapać stopa w kierunku Hebronu. Na drodze pełno samochodów, więcej niż w Jerozolimie. Po chwili zatrzymuje się mężczyzna, który mieszka w obozie dla uchodźców wspomaganym przez ONZ. Tam właśnie z nim jadę, jest to w połowie drogi do Hebronu, zjeżdżamy też na 10 minut na lokalny bazar zrobić jakieś zakupy dla mieszkańców obozu. Pijemy kawę i wracamy na drogę. Mężczyzna bardzo narzeka na warunki w jakich muszą mieszkać i krytykuje wszystko co robi Izrael. Rozpacza, że wczoraj, bez powodu, zabita została 17- letnia dziewczyna w Hebronie. Wjeżdżamy na wspólną drogę dla Izraelczyków i Palestyńczyków. Wcześniej myślałem, że nie ma pomiędzy nimi żadnych powiązań, jest mur oddzielający i trzymają się od siebie daleko…

Wysiadam przy obozie, który wygląda jak duże blokowiska –nie są to namioty tak jak w tych tymczasowych w Europie dla uchodźców. W tym samym momencie podjeżdża dzielona taksówka, która jedzie do Hebronu. Aby nie tracić czasu za 4,5 zabieram się do stolicy Palestyny i siedziby Hamasu.

DCIM100MEDIA

Wysiadam w centrum najludniejszego miasta Autonomii Palestyńskiej. Przez duży bazar idę w stronę starego miasta, często słyszę ,,How are you?”od zagadujących mnie ludzi.

DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

Gdy dochodzę do celu, nie przepuszczają mnie żołnierze izraelscy, wygląda jakby przygotowywali się do jakiejś akcji. Zazwyczaj siedzą, rozmawiają ze sobą, bawią telefonami, a teraz wielu z nich klęczy i celuje w tą samą stronę, któryś z nich szybkim ruchem pokazuje, abym wybrał  inną drogę.

Sytuacja w Hebronie jest bardzo specyficzna, jest to miejsce święte dla islamu i judaizmu. Leży na terenie A.P., ale miasto zamieszkuj w jego samym centrum 500 izraelskich osadników (tak nazywa się Izraelczyków mieszkających na terenach A.P.) których bezpieczeństwa strzeże 2000 żołnierzy!!! Cała część izraelska otoczona jest murami, drutami i wieżami obserwacyjnymi. Prawie codziennie dochodzi tam do jakichś incydentów.

Cały problem ciekawie opisała jedna z blogerek – polecam:

http://pozornie-zalezna.blog.pl/2015/02/11/hebron-mikrokosmos-palestyny/

Skręcam w boczną uliczkę, tam zagaduje do mnie mężczyzna – Abed i zaprasza do domu na herbatę. (ten sam, którego dom odwiedzają ludzie na zorganizowanych wycieczkach po Hebronie!)

Wchodzę do środka, jego mieszkanie znajduje się przy samym osiedlu żydowskim, które oddziela tylko gruby mur. Wcześniej w pokoju były okna, ale teraz są zabudowane.

Przedstawia swoich 4 synów, a jego druga żona przynosi herbatę. Abed wspomina pierwszą żonę, dodając, że została zastrzelona, gdy wyszła na dach, aby coś zrobić przy znajdującym się tam zbiorniku z wodą. Wspomina też Yasira Arafata,w którym Palestyńczycy widzieli szansę na pokój.

DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

Na koniec mężczyzna proponuje, abym zakupił jakieś wykonane przez jego żonę wyroby. Gdy odpowiadam, że niestety, ale nie jestem zainteresowany, jego entuzjazm gaśnie, chyba jego głównym celem jest jednak sprzedaż pamiątek… Po upływie pół godziny wracam na ulicę, słychać głośny wybuch. Palestyńczyk mówi, że pewnie dzieciaki rzucały w stronę żołnierzy kamieniami, a ci aby ich wystraszyć odpalili bomby dźwiękowe…

Mężczyzna wskazuje na zadaszenie nad cała ulicą przy granicy z częścią izraelską – ponoć osadnicy rzucają śmieci i kamienie w przechodniów, dlatego musieli wybudować taką formę zabezpieczenia….

DCIM100MEDIA

Zostawiam Palestyńczyka i okrężną drogą udaję się pod grobowiec Abrahama. Żołnierze oznajmiają, że muszę zaczekać godzinę, aby wejść do środka, bo trwa czas modlitwy dla muzułmanów.

DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA

W tym momencie podchodzi do mnie młody chłopak, mówi że jest nauczycielem angielskiego i pracuje dla organizacji, której celem jest przedstawianie sytuacji w Hebronie obcokrajowcom. Zabiera mnie do zniszczonych przez Izraelczyków części miasta, pokazuje wielką bliznę na plecach po wbiciu przez żołnierza noża, kolejne zadaszone ulice i kamienie na nich.

Przechodzimy przez uliczki zalane szlamem – tunele pod miastem są zapchane, a Izraelczycy nie wyrażając zgody na wejście do nich, obawiając się podłożenia bomby czy czegoś w tym stylu.

Jpeg

Zaczynamy kierować się z powrotem w stronę grobowca. Nagle na ulicach robi się nerwowy ruch, ludzie zaczynają krzyczeć do siebie, nasłuchiwać radia, z którego słychać wzburzonego spikera. Mój towarzysz tłumaczy, że pod grobowcem właśnie zabito chłopaka i wspomina, że wczoraj zastrzelono 17-letnią dziewczynę. Pyta czy pamiętam jak witał się z jakimś chłopakiem, gdy mnie spotkał – był to jego kuzyn. Chłopak obawia się, że to on może być ofiarą, próbuje do niego dzwonić, ale nie odbiera. Biegniemy w stronę grobowca, ale brama na jego teren jest zamknięta, nie ma wejścia …

Jpeg

Chłopak uspakaja się, narzeka i mówi, że sam widzisz jak musimy tutaj żyć…

Zaczyna się mocna ulewa, pod parasolką idziemy na dworzec dla dzielonych taksówek i stamtąd odjeżdżam do Ramallah …

Najkrótsza droga do tego miasta wiedzie przez Jerozolimę, ale Palestyńczycy nie mogą tam wjechać, więc jedziemy inna trasą przez góry, pomimo tego, że kierowca busika prowadzi bardzo szybko to podróż trwa 2 godziny.

W Ramallah spotykam się z Sarą, Niemką, która pracuję dla jednej z organizacji NGO. Zajmuje się pisaniem artykułów i prowadzeniem bloga, a także pracuje z miejscową ludnością. Spcareujemy po mieście, które jest siedzibą wielu międzynarodowych organizacji. Tutaj głównie mieszkają przedstawiciele ONZ. Do miasta nie ma mają wstępu Izraelczycy. Nie ma żołnierzy, a miasto tętni życiem, często nazywane jest ,,bańką mydlaną’’, gdyż większość mieszkańców nie musi przejmować się obecnością żołnierzy i całym konfliktem. Dziewczyna opowiada swoje doświadczenia z pobytu w A.P. i pragnienie pokazania światu zakłamanego obrazu sytuacji na Bliskim Wschodzie, jaki przedstawiają według niej media.

Czas mija zbyt szybko i muszę wracać do Jerozolimy, umówiłem się wieczorem z Shahar i Caroliną. Dzieloną taksówką (3,5) dojeżdżam do Kalandii, bez problemów przechodzę checkpoint i pomimo ciemności łapię stopa do Jerozolimy. Spóźniam się ponad pół godziny, Shakar już nie ma. Nagrała mi wiadomość, gdzie mogę ją znaleźć, ale za nic nie mogę zrozumieć nazwy ulicy, próbuję różnych wersji i nic. Na szczęście zaraz odpisuje na wiadomość o wytłumaczeniu dokładnie miejsca i dostaję adres, kilka chwil i jestem na miejscu.

Spotykamy się z jej koleżankami, które z lekką pogardą wypowiadają się o moim wyjeździe do Palestyny, a później przez godzinę z Shakar … segregujemy kapsle na haloweenową imprezę. Na koniec jeszcze kilka pożegnalnych selfie.

DCIM100MEDIA Jpeg DCIM100MEDIA

27.10.15

Żegnam się dziewczynami i idę szukać kogoś kto mógłby naprawić mój aparat, niestety polecony mężczyzna stwierdza, że trzeba wymienić obiektyw – 690 szekli, za tyle to prawie kupię nowy, więc do końca wyjazdu będę musiał robić zdjęcia kamerą ;/ Odchodzę i kieruję się w stronę dzielnicy ortodoksyjnych Żydów – Mea Shearim.

Ta część miasta niczym nie przypomina innych ulic w Jerozolimie. Co chwilę przenikają panowie z długimi brodami i pejsami, albo panie w długich spódnicach i beretach, panuje cisza (oprócz części, w których znajdują się szkoły). Mieszkańcy Mae Shearim odrzucają nowoczesność, prowadzą skromne i religijne życie. Wchodzę w kilka bocznych uliczek, klimat jak na filmach o drugiej wojnie światowej. Specjalnie przed wyjściem założyłem długie spodnie, aby nie przeszkadzać miejscowym, którzy nie lubią turystów, do tego stopnia, że ponoć czasami, gdy Ci nie zachowują się tak jak by oni tego oczekiwali to potrafią głośno ich zwyzywać albo obrzucić kamieniami. Zresztą wywiesili nawet prośbę skierowaną do odwiedzających.

Jpeg

Jpeg Jpeg Jpeg DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIA DCIM100MEDIAIMG_0146

Po Mea Shearim ponownie wracam na Stare Miasto, przechodzę przez Lion’s Gate, a dalej zwiedzam Bazylikę Konania.  W tym czasie rozpoczyna się kolejna wielka ulewa. Pomimo swojej nowej, ekstra parasolki prawie cały jestem mokry. Czekam w bazylice przyglądając się całej wycieczce Azjatów.

Następnie wchodzę na górę Oliwną, aby zobaczyć piękny widok na stare miasto . Niestety, znowu ulewa, tym razem na szczęście dużo krótsza. Przechodzę na drugą stronę góry, do dzielnicy arabskiej, skąd rozpościera się nie mniej ciekawy widok – na mur oddzielający A.P., część Izraelską, pustynię Judzką i zabudowy po obu stronach.

Jpeg

Stromą uliczką schodzę w dół mijając setki muzułmańskich dzieci wracających ze szkoły. Następnie w punkcie kontrolnym opowiadam panu z karabinem, że idę łapać stopa nad Morze Martwe, na co ten serdecznie klepie mnie po plecach i życzy powodzenia.

Jpeg

Jpeg

część izraelska

Jpeg

część palestyńska za murem

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *