Iran – Qom i powrót do Teheranu

13.04 Qom i powrót do Teheranu
Wracając już w stronę Teheranu postanowiliśmy zahaczyć o jeszcze jedno miasto- Qom, w którym urodził się sam Chomeini; wraz z Maszadem są to dwa najbardziej święte miasta w Iranie. Miasto różni się znacząco od tych wcześniej przez nas odwiedzonych. Panują tu dużo bardziej konserwatywne poglądy, mieszkańcy bardziej przywiązują uwagę do religii. Prawie wszystkie kobiety ubrane są w czarne czadory, a na ulicach ciągle spotyka się ubranych w turbany duchownych. Irański kler jest bardzo dobrze wyedukowany. Spędzają wiele czasu czytając Koran, ale także uczą się wielu innych dziedzin, w tym także mówią dobrze po angielsku. Kilku z nich podchodziło do nas na ulicy i opowiadało o Islamie, a także jak inni Irańczycy pytali skąd jesteśmy i jak podoba się nam ich kraj.

W centrum miasta znajduje się wielkie sanktuarium Fatima-al-Massumeh, siostry jednego z poprzednich imamów. Uznawany jest za drugi najświętszy budynek w kraju. Wejść do niego może każdy. Są dwa oddzielne wejścia dla kobiet i mężczyzn. Kobiety muszą założyć na siebie czador, ale wypożyczają go tuż przed wejściem. Budynek jest ogromny, a w środku gromadzą się tysiące ludzi. Tego dnia na ulicach obserwowaliśmy wiele pielgrzymek, przemarszów Irańczyków – nie wiem jak to nazwać. Wielu z nich niosło różnego rodzaju flagi. Większość z nich kończyła się dopiero w środku ich świętego miejsca. Oprócz nas nie zauważyliśmy żadnych innych turystów.
Do Qom na pewno warto przyjechać, ale tak naprawdę tylko na kilka godzin, aby zobaczyć sanktuarium, a także całkiem inne oblicze Iranu – to dużo bardziej religijne.
Wieczorem wróciliśmy autobusem do Teheranu, gdzie ponownie gościła nas Pegah.
I95

I96

I97

I98

I99

I100

I101

I102
14.04 Wyjazd w góry koło Teheranu.
Pegah i Kam zaproponowali nam wyjazd kilkadziesiąt kilometrów w góry poza miasto. Niestety nie mam pojęcia jak to miejsce się nazywało, ale ponoć jest bardzo popularne wśród miejscowych. Pogoda od rana nie była doskonała, ale mimo tego wynajęliśmy taksówkę i wyruszyliśmy w drogę mając nadzieję, że będziemy mieli szczęście i zza chmur wyjdzie słońce.
Do przejścia mieliśmy 2-3 godzinny odcinek, ale po 30 minutach zaczęło bardzo mocno podać i trzeba było zawrócić. Cali mokrzy dobiegliśmy do jedynej w tamtym miejscu restauracji i jedząc obiad oraz susząc się przy elektrycznych piecykach spędziliśmy całe popołudnie.
I103

I104

I105

I106

I106B

Gdy musieliśmy już wracać pogoda rozpogodziła się, ale było już zbyt późno, dlatego zaczęliśmy łapać stopa w kierunku Teheranu i bez najmniejszego problemu się nam to udało. Dla Kam i Pegah był to pierwszy autostop w życiu.
I107

I108

I109
Wieczorem poszliśmy w okolicę dawnej amerykańskiej ambasady zobaczyć sławne murale. Nie są one jakoś szczególnie wyeksponowane, a poza nimi nic podobnego odnoszącego się do Stanów Zjednoczonych nie widziałem. Ludzie, których my poznaliśmy nie mają do tego kraju żadnych uprzedzeń, a nawet wręcz odwrotnie, lubią amerykanów. Jedna z osób stwierdziła nawet, że ich rząd posiada potajemne porozumienie z USA …
Na koniec dnia poszliśmy jeszcze do mieszkania Kama, który… kiedyś pracował za granicą jako barman i ze swojego pełnego barku alkoholi, których oczywiście w Iranie kupić oficjalnie nie można, przygotowywał nam różnego rodzaju drinki. Następnie wszyscy razem odprowadziliśmy Izę na taksówkę – był to dla niej ostatni dzień pobytu i musiała jechać na lotnisko.
I110

I111

I112

I113

I114

15.04 Teheran
Wraz z Pegah udaliśmy się na miejscowy bazar, aby kupić kilka pamiątek. Przy targowisku znajdowała się jedna z popularniejszych restauracji/jadłodajni – sam nie wiem jak to nazywać. W każdym razie zawsze trzeba czekać w kolejkach, aby wejść do środka, a znalezienie wolnego miejsca wręcz graniczy z cudem. Tam też po bardzo nielubianych przeze mnie zakupach poszliśmy na obiad.
I115

Batman xD

Batman xD

I117
Później dzieloną taksówką pojechaliśmydo miejsca gdzie można wjechać na taras widokowy znajdujący się na 312 metrach w Milad Tower. Teheran jest ogromny, ze szczytu wieży, mimo dobrej pogody, nie było widać gdzie kończy się miasto. Bardzo ładnie wyglądają otaczające miasto z północy ośnieżone szczyty gór.
I118

I119

I120

I121
Na wieczór zostaliśmy zaproszeni przez poznaną pierwszego dnia Nahid na rodzinny obiad do jednej z restauracji. Do późnych godzin rozmawialiśmy i poznawaliśmy członków rodziny dziewczyny.
I122
16.04
Był to mój ostatni dzień w Iranie. Ewelina wyjechała rano z powrotem do Armenii, a Pegah musiała iść do pracy. Pierwszą część dnia spędziłem spacerując po mieście. Próbowałem wejść na jeden z uniwersytetów, ale niestety nie zostałem wpuszczony. Po południu umówiłem się z dwiema młodymi Irankami – Behnoush i Parmidą – bardzo miłymi i otwartymi dziewczynami. Spacerując po parku rozmawialiśmy na wiele tematów, ale najbardziej interesowało je jak wyglądają u nas relacje damsko- męskie, jak i gdzie ludzie umawiają się, a także jak wyglądają polskie imprezy. Sam najbardziej zapamiętałem jak powiedziały, że w Iranie jeśli jestem obcokrajowcem to śmiało mogę podchodzić do każdej dziewczyny na ulicy i np. zaprosić ją na obiad albo randkę (oczywiście nie te ubrane w czarne czadory) i jeśli mówią po angielsku to 90% szans, że się zgodzą :). Pokazywały mi też zdjęcia ze swoich imprez , które zazwyczaj odbywają się poza miastem u kogoś w posiadłości. Stwierdziły, że imprezy nie różnią się od naszych, że wiele osób tańczy i pije alkohol. Ubierają się podobnie jak na zachodzie. Dostałem zaproszenie na jedną z takich imprez, ale niestety już nie mogłem skorzystać z niego, bo następnego dnia wracałem do Europy.
Ostatni wieczór spędziłem z Pegah i chwilę przed północą taksówką pojechałem na lotnisko.

Pomimo tego, że nie byłem ani nad zatoką Perską ani nad Morzem Kaspijskim, nie pojechałem też to Yazd, czego trochę żałuję, ani na pustynię, Iran niesamowicie mi się podobał i na pewno jeszcze do niego wrócę. Pokazuje to tylko jak wiele ciekawych miejsc jest tam do zobaczenia, a dwa tygodnie to dużo za mało czasu na tak duży kraj.
Zobaczyłem natomiast piękne perskie miasta – w szczególności na wyróżnienie zasługuje Isfahan. Poznałem wielu super ludzi i przekonałem się o wielkiej gościnności mieszkańców, którzy na każdym kroku gotowi są zrobić prawie wszystko, aby jak najlepiej ugościć przyjezdnych.
Zobaczyłem jak wygląda tradycyjna irańska wioska i poczułem klimat starożytnego Persepolis.
Cała moja wiedza przed wyjazdem i stereotypy, które słyszałem o Iranie zmieniły się o 180 stopni – większość rzeczy jest nieprawdą, a kraj zaskakuje na każdym kroku, ale o tym trzeba się przekonać samemu i każdemu naprawdę polecam odwiedzenie Iranu, dopóki nie jest jeszcze bardzo turystyczny i przez tą turystykę zniszczony ,co na pewno będzie zmieniać się z każdym rokiem.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *