Druga wizyta w Maroko: Marakesz

  • A29
    Marrakesz widziany z samolotu
  • A28
    Ostatnie zdjęcie w Maroko
  • A27
  • A26
  • A25
    stoisko z chustami
  • A24
  • A23
  • A22
  • A21
    Kuba ze sprzedawcą po udanej trasakcji
  • A20
  • A19
  • A18
    minaret Kotubija
  • A17
    Stoisko ze świeżymi sokami z pomarańczy
  • A16
    Jedna z większych uliczek odchodzących od Dżami al-Fana
  • A15
    Minaret Kotubija widziany z placu
  • A14
    Plac Dżami al-Fana

Najbardziej znanym miejscem w mieście, od którego wywodzi się nazwa całego kraju to Dżami al-Fana, czyli duży plac w samym centrum medyny. W ciągu dnia nie dzieje się zbyt wiele, jeżdżą po nim nawet samochody i skutery, można też kupić świeżo wyciskane soki z pomarańczy i grejpfrutów; natomiast wieczorem pojawiają się tłumy ludzi, ogromna ilość stoisk z jedzeniem, śpiewacy, zaklinacze węży, treserzy małp, tancerze gnawa, opowiadacze legend itp.

Wokół placu znajdują się suki (targowiska), na których można kupić praktycznie wszystko. Tak samo jak w Fezie bardzo ciężko się w nich nie zgubić. W uliczkach odchodzących od placu znajduje się też wiele riadów i hoteli. Jest bardzo blisko do placu, a zarazem tanio – zdecydowanie najlepsza lokalizacja, aby zatrzymać się w Marrakeszu, co oczywiście zrobiliśmy.

Niedaleko Dżami al-Fana znajduję się meczet Kutubija z największym minaretem w całym kraju. Jest bardzo dobrze widoczny z wielu miejsc w mieście. Niestety jeśli nie jest się muzułmaninem nie można wejść do środka.

W Marrakeszu jest też wiele innych ciekawych miejsc i zabytków takich jak: Grobowce Sadytów, Pałac Al-Badi, Palais de la Bahia, a także ogrody Majorelle, Agdal i największy Menara,

My skupiliśmy się tylko na placu i sukach – były to nasze ostatnie dni w Maroko, więc trzeba było wydać pozostałe pieniądze. Poza tym na placu dzieje się tyle ciekawych rzeczy, że trzeba poświęcić kilkanaście godzin, aby wszystkiemu się przyjrzeć i popróbować potraw przygotowywanych przez liczne jadłodajnie.

Plac Dżami al-Fana

Plac Dżami al-Fana

Minaret Kotubija widziany z placu

Minaret Kotubija widziany z placu

Jedna z większych uliczek odchodzących od Dżami al-Fana

Jedna z większych uliczek odchodzących od Dżami al-Fana

Stoisko ze świeżymi sokami z pomarańczy

Stoisko ze świeżymi sokami z pomarańczy

minaret Kotubija

minaret Kotubija

Soki warto kupować ciągle u tego samego sprzedawcy. Mają oni dobrą pamięć i doceniają klientów, którzy wracają, oferując często drugą szklankę gratis.

Widząc turystów Marokańczycy próbują zaangażować ich do różnego rodzaju przedstawień, namówić na zrobienie zdjęcia z małpą czy wężem, albo do wzięcia udziału w jakimś konkursie.

Na mnie dosłownie jeden z nich wrzucił małpę, a dlatego, że Kuba robił mi zdjęcia domagał się po tym zapłaty. Łatwo więc można stracić trochę pieniędzy, ale też na pewno warto. Maroko jest biednym krajem, więc każdy próbuje w jakiś sposób zarobić.

A19 A20

Jak nienawidzę zakupów tak po Marokańskich sukach naprawdę lubię chodzić. Co chwila zaczepiają nas sprzedawcy, zapraszają do degustacji jedzenia, słodyczy (chyba moja ulubiona część xD). Duży procent sprzedawanych tam towarów jest oczywiście ,,made in China”, ale na pewno można znaleźć coś oryginalnego i tradycyjnego – np. perfumy w kostce, olejek arganowy, wyroby z drewna, zioła i przyprawy, dywany, chusty i szale.

W przewodnikach często jest napisane, że warto wziąć jakieś rzeczy z Polski i próbować się wymieniać, ale w naszym przypadku to nie zadziałało. Jedynie Kuba, który chciał nabyć koszulkę z napisem Morocco dostał ofertę zamienienia jej na koszulkę, którą właśnie miał na sobie – chętnie się na to zgodził.

Kuba ze sprzedawcą po udanej trasakcji

Kuba ze sprzedawcą po udanej transakcji

A22 A23 A24

stoisko z chustami

stoisko z chustami

A26 A27

Dwa ostatnie dni w Marrakeszu minęły bardzo szybko, tak jak i cały wyjazd. Wylot mieliśmy rano, więc taxi dojechaliśmy na lotnisko (warto pamiętać, że lecąc Ryanairem tylko z bagażem podręcznym i tak należy udać się do odprawy bagażowej, aby podbić kartę pokładową) i stamtąd polecieliśmy do Bergamo, a następnie do Poznania.

Ostatnie zdjęcie w Maroko

Ostatnie zdjęcie w Maroko

Marrakesz widziany z samolotu

Marrakesz widziany z samolotu

Ten wyjazd był zdecydowanie jednym z najciekawszych w moim życiu, a szczególnie pierwsza wizyta na pustyni, która robi mega wrażenie. Po Fezie i Marrakeszu mógłbym chodzić godzinami, obserwować życie mieszkańców, objadając się ulicznym jedzeniem i pijąc kilka szklanek soku pomarańczowego dziennie, a na koniec odpocząć trochę plażując na wybrzeżu.

Wg mnie jeśli ma się tylko około tygodnia na podróż po Maroko jest to świetny plan (ew. można zamienić wybrzeże na góry Atlas).

Co do ludzi – jak już wspomniałem jest to biedny kraj z milionami turystów przyjeżdżających każdego roku, dlatego też na każdym kroku miejscowi próbują ich naciągnąć zawyżając znacznie ceny i wykorzystując przy tym tysiące innych trików, dlatego można je zwiedzić bardzo tanio, albo też wydać dużo kasy. Nie warto rezerwować niczego wcześniej – znalezienie noclegów jest niesamowicie proste, a ceny tych najtańszych, które są naprawdę ok, nie przekraczają 20-25 zł. Zazwyczaj, gdy tylko wysiądziemy na dworcu ktoś podchodzi i oferuje nocleg. Moim sprawdzonym sposobem jest mówienie, że szukamy czegoś do 20 zł na osobę (50dirhamów) i jeśli może nam coś takiego zaoferować to chętnie to obejrzymy i wtedy zdecydujemy. Po chwili jesteśmy prowadzeni do jakiegoś riadu czy też czyjegoś domu i jeśli nam odpowiada to zostajemy, jeśli nie, mówimy żeby zaprowadził nas do innego – zawsze działało.

Ceny przejazdów po kraju też są mniejsze niż w Polsce, przewoźników jest ogromna ilość, wystarczy tylko wybrać się na dworzec i kupić bilet, nigdy nie ma problemów z dostępnością.

Jeśli chodzi o ceny jedzenia to obiad (kuskus, tażin) można zjeść od 25 dirhamów (10 zł), do tego wypić sok pomarańczowy za 4 dh. Ceny w sklepach niższe albo podobne jak w Polsce.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *