Drugi raz w Maroko: Fez

  • MM1
  • MM2
  • MM3
  • MM4
    Riad, w którym mieszkaliśmy
  • MM5
    Paulina i Kuba w oknie naszego pokoju
  • MM5B
  • MM6
  • MM7
  • MM8
  • MM9
  • MM10
  • MM11
  • MM12
  • MM13
  • MM14
    Monika, Paulina i Kuba w trakcie prezentacji dywanów
  • MM15
  • MM16
  • MM17
  • MM18
  • MM19
    Plac Baghdadi; w tle brama Bab-asz-Szurfa
  • MM20
  • MM21
  • MM22
  • MM23
  • MM24
  • MM25
  • MM26
  • MM27
  • MM28

Jak wspomniałem w poprzednim wpisie, po pierwszej wizycie w Maroko czułem duży niedosyt i wiedziałem, że nie odwiedziłem najciekawszych miejsc, dlatego też w następnym miesiącu postanowiłem tam wrócić, ale już z całkowicie innym planem. Moim priorytetem było pojechanie na pustynię. Wraz ze mną wybrali się moi znajomi ze studiów: Kuba, Paulina i Monika.

Takie zakupiliśmy bilety:

26.03.11 Poznań – Bergamo WizzAir (6.35) 50zł

26.03.11 Bergamo – Fez Ryanair (10.20) 85 zł

02.04.11 Marrakesz – Bergamo Ryanair (9.00) 55 zł

02.04.11 Bergamo – Poznań Ryanair (18.45) 25 zł

Pociąg z Warszawy do Poznania, pół nocy na lotnisku, szybka przesiadka w Bergamo i jesteśmy na miejscu.

MM1

Bardzo lubię latać przez Bergamo, ponieważ prawie zawsze bardzo dobrze widoczne są Alpy.  Można podziwiać takie widoki z samolotu:

MM2 MM3

Fez był jedynym miejscem w trakcie drugiego wyjazdu, które odwiedziłem wcześniej, tak więc znałem już trochę to miasto. Znaleźliśmy fajny riad w medynie Fes-el-Bali i udaliśmy się w stronę dworca, aby kupić bilet na przejazd do Merzougi na następną noc.

Riad, w którym mieszkaliśmy

Riad, w którym mieszkaliśmy

Paulina i Kuba w oknie naszego pokoju

Paulina i Kuba w oknie naszego pokoju

W mieście są 2 dworce autobusowe: jeden, z którego w większości korzystają lokalni mieszkańcy, zlokalizowany jest przy murach medyny i drugi, z którego autobusy państwowe: ONCF i CTM, polecane turystom, ale przy tym sporo droższe, znajdujące się gdzieś w nowszej części miasta.

MM5B

Zanim weszliśmy do budynku dworca od razu podszedł do nas mężczyzna, który sprzedawał bilety autobusowe, proponował wycieczki i handlował ogólnie wszystkim czym się dało. Zaczął pytać dokąd jedziemy. Naszym planem był przejazd do Merzougi przy Ergu Chabbi nocnym autobusem (około 9-10 godzin jazdy), spędzenie dnia na pustyni, a następnego dnia na noc transfer na wybrzeże do Agadiru lub Essauiry.

Oczywiście nie był to dla niego problem i powiedział, że wszystko dla nas zorganizuje, więc zaczęły się negocjacje. Ceną początkową było 200 euro, na które oczywiście się nie zgodziliśmy. Po kilkunastu minutach cena końcowa wynosiła 75 euro, a my szczęśliwi, przecież tak dużo udało się na utargować, zgodziliśmy się.

Marokańczyk przygotował dla nas ręcznie wypisaną umowę jako dowód transakcji, powiedział, że mamy autobus następnego dnia o 21 i poprosił o zapłatę już teraz. Nie za bardzo nam się to podobało, wolelibyśmy zapłacić później, ale nie było to możliwe. Po naradzie stwierdziliśmy, że zaryzykujemy i zapłaciliśmy za wyjazd. Było to trochę nierozsądne, ale na szczęście mężczyzna nie okazał się oszukańcem, a na koniec nawet nas wyściskał.

MM6

Po zakupieniu biletów udaliśmy się na wzgórze, aby podziwiać panoramę miasta.

MM7

Następnie przez bramę Bab Bu Dżalud wróciliśmy do medyny.

MM9 MM10

Podczas spaceru po zawiłych uliczkach Fes-al-Bali zostaliśmy ,,zaproszeni”, aby zobaczyć jak wykonywane są chusty i szale. Wszystko robione jest ręcznie i wymaga naprawdę dużo pracy. Oczywiście po oprowadzeniu nas po zakładzie Marokańczycy mocno zachęcali do zakupienia czegoś, co też uczyniliśmy. Było warto, bo chusty bardzo przydały się na pustyni.

MM11 MM12 MM13

Po wizytach w tkalniach przechwycili nas Marokańczycy sprzedający dywany. Pomimo tego, że od razu stwierdziliśmy, że nic nie kupimy bardzo nalegali, abyśmy chociaż obejrzeli dywany i napili się z nimi herbaty, a że picia tego napoju w Maroko nie powinno się odmawiać, zgodziliśmy się. Panowie szybko przynieśli ogromną ilość różnych wielkości dywanów i zaczęli swój pokaz.

Monika, Paulina i Kuba w trakcie prezentacji dywanów

Monika, Paulina i Kuba w trakcie prezentacji dywanów

MM15

Po wypiciu herbaty i obejrzeniu wszystkich możliwych rodzajów dywanów opuściliśmy sklep -€“ nie wspominam o tym jak bardzo rozczarowani byli sprzedawcy, że nic nie udało im się sprzedać.

Dalej udaliśmy się do garbarni, chyba nawet tej samej, w której byłem podczas pierwszego wyjazdu, miesiąc temu.  Tym razem jednak weszliśmy przez inny sklep. Naprawdę trzeba docenić pracę jak muszą wykonać pracujący tam ludzie.

MM16 MM17 MM18

Następnego dnia większość czasu spędziliśmy spacerując uliczkami medyny, próbując różnego rodzaju jedzenia, pijąc sok pomarańczowy na placu Baghdadi, by dojść do ogrodów Bou Jeloud.

Plac Baghdadi; w tle brama Bab-asz-Szurfa

Plac Baghdadi; w tle brama Bab-asz-Szurfa

MM20 MM21 MM22 MM23 MM24

Siedząc w ogrodach podeszło do nas marokańskie małżeństwo. Zaczęli wypytywać jak podoba nam się w Maroko, skąd jesteśmy itd. Po kilkunastu minutach rozmowy zaprosili nas do siebie na herbatę.

Po niedługim spacerze byliśmy na miejscu. Ciekawiło nas jak żyją miejscowi.  Ich mieszkanie było bardzo małe, zaniedbane i panował w nim spory bałagan. Ugoszczono nas herbatą, później graliśmy w karty. W pewnym momencie para zawołała i przedstawiła nam córkę i syna, a także dodała, że dziewczynka uczy się robić tatuaże henną, ale już jest w tym całkiem dobra i jeśli chcemy to może nam je wykonać. Tym razem również nie odmówiliśmy.

MM25 MM26 MM27 MM28

Po około 2 godzinach postanowiliśmy, że pora pożegnać się z sympatyczną rodziną i powoli kierować się w stronę dworca, z którego będziemy odjeżdżać do Merzougi. W tym momencie pojawiły się komplikacje. Ojciec dziewczynki zasugerował, abyśmy zostawili jakieś pieniądze jego córce za wykonane tatuaże. Wyjęliśmy 50 dirhamów (około 20zł),ale nie był on tym usatysfakcjonowany, zaczął być niemiły i podnosił głos, wręcz prawie krzyczał, że powinniśmy zostawić przynajmniej 200 dirhamów. Dodaliśmy następne 50 to stwierdził, że w tym momencie obrażamy jego rodzinę i on tego nie weźmie. W końcu zostawiliśmy 200 dirhamów i szybko, w nie najlepszych nastrojach opuściliśmy mieszkanie. Niestety ta sytuacja chyba była tak zaplanowana od początku, a nam wydawało się, że spotkaliśmy bardzo sympatycznych ludzi, którzy byli ciekawi poznania kilku turystów z Europy…

Około godziny 20 dotarliśmy na dworzec, a tam czekał na nas mężczyzna, u którego kupiliśmy bilety do Merzougi. Zaprowadził nas do autobusu i powiedział, abyśmy pilnowali się jego kolegi, ponieważ po kilku godzinach jazdy będziemy musieli przesiąść się do innego autobusu.

Tak jak pisałem w poprzednim poście Fez, a szczególnie jego medyna Fes-al-Bali, to naprawdę bardzo ciekawe miejsce i warto spędzić tam przynajmniej dwa dni, gubiąc się i odnajdując w krętych i wąskich uliczkach starego miasta. Koniecznie trzeba odwiedzić także farbiarnię i posłuchać opowieści przewodnika o pracy w tym miejscu, sposobach wyrabiania tych wszystkich skórzanych rzeczy, a jeśli interesuje Was zakup pamiątek to wybór jest ogromny. Należy tylko dobrze się targować, a na pewno kupicie coś wartościowego w bardzo dobrej cenie.  Na koniec dnia usiąść w jednej z wielu kawiarni (np. przy bramie Bab-bu-Dżalud), wypić herbatę i zjeść ciastko, obserwując codzienne życie Marokańczyków.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *