Druga wizyta w Maroko: Erg Chebbi

  • A1
  • A2
  • A3
  • A4
  • A5
  • A6
  • A7
  • A8
  • A9
  • A10
  • A11
  • A12
  • A13
  • A14
  • A15
  • A16
  • A17
  • A18
  • A19
  • A20
  • A21
  • A22
  • A23
  • A24
  • A25
  • A26
  • A27
  • A28
  • A29
  • A30
  • A31
  • A32
  • A33
  • A34
  • DSC_0146

ERG CHEBBI

Z Fezu wyjechaliśmy równo o 21. W autobusie, oprócz nas, było nie więcej niż 10 osób, tak więc mieliśmy dużo miejsca dla siebie. Niestety w trakcie jazdy zrobiło się bardzo zimno. Ubraliśmy się w kurtki, a nawet uszczelnialiśmy okna gazetami…

Kierowca zatrzymywał się mniej więcej co godzinę w przydrożnych miejscowościach. Około 4 dojechaliśmy do Ar-Raszidija. Osoba, która miała się nami zaopiekować kazała wyjść z autobusu i zaprowadziła do innego, odjeżdżającego do Merzougi. Po następnych dwóch godzinach jazdy byliśmy już na miejscu. Wysiedliśmy z autobusu i pomimo bardzo wczesnej godziny było tam już sporo osób oferujących noclegi/ wycieczki na pustynię, a na nas czekał kierowca. Wsiedliśmy szybko do samochodu i ruszyliśmy w stronę wydm.

Erg Chebbi nie jest jeszcze częścią Sahary, ale ponieważ znajdują się tam bardzo wysokie wydmy, nawet do 150 metrów wysokości, bardzo łatwo do niego dotrzeć. Jest najpopularniejszym miejscem na świecie, które odwiedzają turyści, aby poczuć klimat pustyni. Większość zdjęć znajdujących się w Internecie przedstawia pustynię pochodzącą właśnie z tego miejsca. Jego długość to 28 km, w najszerszym miejscu ma natomiast 7 km. Wokół niego znajdują się oberże i guesthousy przygotowane dla odwiedzających. To stamtąd wieczorem wyruszają karawany wielbłądów z turystami do namiotów zlokalizowanych wewnątrz Ergu.

Do większości budynków doprowadzony jest prąd i woda, a zbudowane są one ze słomy i gliny. Otoczone są zazwyczaj murem, a przy wjeździe znajdują się 2 wieżyczki.

A1 A2

Do naszej kwatery dotarliśmy około 7 rano. Było już naprawdę baardzo gorąco. Wyjazd na nocleg na Ergu był zaplanowany o 18, tak więc mieliśmy prawie cały dzień na odpoczynek, ale przede wszystkim na chodzenie po wydmach. Lepiej wybrać się na nie jak najwcześniej, bo później robi się jeszcze cieplej.

Po zjedzeniu śniadania wyruszyliśmy w stronę wydm, które są naprawdę ogromne, nie myślałem, że będą aż tak wysokie, robią wrażenie.

A3 A4 A5

Wejście na szczyt wydmy wymaga trochę kondycji i zajmuje przynajmniej pół godziny. Czasami trzeba wchodzić na czworakach, aby nie zsuwać się w dół. Dziewczyny próbowały 3 razy wejść na górę i tylko raz udało się to Paulinie.

Natomiast największą frajdę sprawiało nam skakanie, turlanie się i przewracanie w piasku.

A6 A7

Gdy wygłupialiśmy się na wydmach przyszedł do nas Marokańczyk i pokazał nam następny sposób na fajną zabawę – jedna osoba trzyma drugą, siedzącą na piasku i ciągnie ją zbiegając jak najszybciej w dół. Jedynym minusem jest ogromna ilość piasku w majtkach… ale i tak waaarto.

(W guesthousie można było też wypożyczyć deskę snowboardową i zjeżdżać na niej)

A8

Jego celem oczywiście okazało się sprzedanie nam czegoś – tym razem pamiątek w postaci różnego rodzaju kamieni, które miały służyć jako mydelniczki.

A9

Wróciliśmy po kilku godzinach, zmęczeni i spragnieni wody, której oczywiście zapomnieliśmy wziąć ze sobą. Było strasznie gorąco, więc resztę dnia staraliśmy się nie wychodzić na słońce. W tym samym momencie przebywało z nami jeszcze kilka innych osób, w tym trójka Polaków, Hiszpan i para z Wielkiej Brytanii. Czas przed wyjazdem spędziliśmy rozmawiając, grając w karty i odmawiając zakupu następnych pamiątek.

A10

W sąsiedztwie budynków znajdował się tak jakby ogród, w którym rosły palmy, a miejscowi uprawiali jakieś roślinki itd – trochę zieleni na pustyni. Wszystko było cały czas mocno nawadniane.

A11 A12 A13 A14 A15

W końcu około 18 przyszedł czas na wyjazd na Erg i spędzenie tam nocy. Spakowaliśmy ciepłe rzeczy na noc, wsiedliśmy na wielbłądy i wyruszyliśmy w półtoragodzinną podróż na grzbietach tych sympatycznych zwierząt. Niestety siedzenie na nich nie należy do najwygodniejszych i po upływie pół godziny większość z nas chciała już zejść.

A16 A17 A18 A20 A21

Do obozowiska, w którym mieliśmy spać dotarliśmy kilkadziesiąt minut przed zachodem Słońca.

Mieliśmy jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby wejść na jedną z wyższych wydm i obserwować zachód Słońca, który jednak nie był widoczny przez zbyt zachmurzone niebo…

Mieliśmy za to znowu dużo frajdy bawiąc się i zjeżdżając z wydm.

A22 A23 A24

Po zejściu na dół czekała nas już kolacja –miętowa herbata i tażin (gotowany kurczak z warzywami w specjalnym glinianym naczyniu), który wszyscy jedliśmy rękami z jednego wielkiego talerza.

Następnie nasi przewodnicy rozpalili ognisko, grali na bębnach i opowiadali różne historie.

A25

Następnego dnia wstaliśmy wcześnie, aby ponownie wejść na wydmę i obserwować wschód słońca.

A26 A27

Po obejrzanym wschodzie słońca wszyscy byli gotowi już do powrotu, tak więc wsiedliśmy na wielbłądy i opuściliśmy obozowisko. W guesthousie zjedliśmy śniadanie i czekaliśmy na samochód, który miał nas zawieźć do Rissani, skąd mieliśmy pojechać do Agadiru . Pierwszym transportem pojechali wszyscy nasi współtowarzysze karawany na erg. Po nas miał przyjechać następny kierowca o godzinie 11. Czas mijał, a w międzyczasie dojechało kilku Marokańczyków, którzy przyjechali odpoczywać w trakcie swojego urlopu.

Bardzo spodobały im się nasze koleżanki, a więc bardzo mocno zaczęli je podrywać. Urządzili nam prywatny pokaz gry na bębnach, rozpalili sziszę, śpiewali i ogólnie mocno się wygłupiali.

Dziewczyny otrzymały propozycję wyjścia za nich za mąż, odbyły się nawet jakieś dziwne, przedślubne rytuały. Dziewczynom założyli chusty, później przywiązali je do siebie (coś na wzór ceremonii ślubu u nas w kościele), całowali je po rękach itd. Zabawa była świetna, a ja z Kubą dosłownie płakaliśmy ze śmiechu.

A28 A29 A30 A31 A32

W pewnym momencie jeden Marokańczyk zapytał nas co w Polsce mamy dobrego i tradycyjnego do jedzenia. Odpowiedzieliśmy, że kotlet schabowy. Wtedy poszedł do Pauliny i chcąc prawić jej komplementy zaczął powtarzać: ,,you are the best kotlet schabowy in the world” 😀

Ponieważ nasz kierowca się nie pojawiał, a była już prawie 14, zaczęliśmy się trochę denerwować, czy w ogóle ktoś po nas przyjedzie czy będziemy musieli z nimi jeszcze zostać, albo że pojedziemy dopiero jak któraś z dziewczyn zgodzi się wyjść za mąż i zostać na stałe w Maroko.

Na szczęście (albo i nie) nasz kierowca przyjechał zaraz po 14 i zawiózł nas do Rissani. Dał bilety na autobus do… Marrakeszu i stwierdził, że niestety nie ma bezpośredniego połączenia nad ocean, więc sami będziemy musieli kupić je na dworcu, gdy dojedziemy. Dostaliśmy nawet po 50 dirhamów, aby je kupić, oczywiście dopiero gdy się o to upomnieliśmy.

W Rissani umówiliśmy się jeszcze z jednym couchsurferem tam mieszkającym – Hichamem. Oprowadził nas po mieście i targu, a później zaproponował, aby zrobić u niego obiad. Kupiliśmy pomidory i jajka, aby zrobić omlet. Niestety, gdy już wszystko przygotowaliśmy okazało się, że jajka są już ugotowane na twardo…

A33 A34

Ciekawie wyglądały kobiety noszące zakupione towary w workach na głowie.

DSC_0146

Hicham odprowadził nas na dworzec i chwilę po 18 wyruszyliśmy w stronę Marrakeszu.

Trochę o kosztach i organizacji wyjazdu na pustynię:

W Maroko są dwa najbardziej popularne miejsca, gdzie można udać się, aby podziwiać pustynny krajobraz – Erg Chabbi w okolicach Merzuogi i region koło Zagory.

Do tego pierwszego dojazd jest troszkę łatwiejszy, a także wydmy są znacznie większe.

Praktycznie w każdym zakątku Maroko znaleźć można agencje turystyczne, które zajmują się zorganizowaniem takiego wyjazdu – kupią bilety na autobus i powiadomią znajomego, który odbierze nas na dworcu i zawiezie do jednego z pensjonatów położonych pod ergiem. Weźmie przy tym oczywiście prowizję, a jej wysokość uzależniona jest tylko od naszych umiejętności negocjacyjnych.

Osobiście bardzo nie polecam rezerwowania takiej wycieczki (nauka na własnych błędach). Lepiej na własną rękę dotrzeć do Rissani/Merzougi lub Zagory. Bez względu na to o której godzinie dojedziemy i czy przyjedziemy wypożyczonym samochodem czy autobusem znajdzie się jakiś miejscowy, który zorganizuje nam dojazd i nocleg na pustyni. Najlepiej zapytać kogokolwiek na ulicy albo odwiedzić jedno z licznych biur podróży już na miejscu.

Odnośnie ceny – standardowa wycieczka, czyli wyjazd wieczorem na erg, nocleg w obozowisku i powrót następnego dnia rano (wliczone w tym kolacja i śniadanie), kupiona u właściciela pensjonatu kosztuje 250-300 dirhamów (około 100 zł), natomiast sam nocleg w pensjonacie 50-100 dirhamów od osoby. Ceny przejazdu autobusem z Fezu do Merzougi zaczynają się od 120 dirhamów (45zł) i podobnie powrót np. do Marrakeszu. Tak więc można wszystko zorganizować za około 200 zł, a więc w trakcie tego wyjazdu przepłaciliśmy około 100 zł…

Jeśli podróżujemy budżetowo warto zabrać ze sobą jedzenie i wodę, ponieważ ceny w pensjonatach za obiad czy napoje są dwukrotnie wyższe niż standardowe.

Każdy z naszych współtowarzyszy płacił inną cenę za wjazd na wydmy. My po 75 euro za całość z dojazdem, 3 polaków 250 dirhamów, ale z własnym transportem, a za to Hiszpan 330 euro za dzień !

Nasz przewodnik opowiadał nam, że rekord to 1000 dolarów za dobę, które zapłacił jeden Amerykanin.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. jakob napisał(a):

    Jeżeli chodzi o pustynię to podstawową różnicą jest jej wygląd. Pustynia w Zagorze jest dosyć płaska i jej kolor jest wpadający w czerń. Co do Merzougi to mam nieco większe doświadczenie ponieważ podczas mojego 3 miesięcznego pobytu w Maroku (jeszcze tutaj jestem) odwiedziłem pustynie 3 razy. W sumie spędziłem tutaj ok. 2 tygodnie. Można śmiało powiedzieć że pustynia w Merzoudze jest piękna. Wysokie wydmy i złoty kolor piasku robią wrażenie. Polecam wyjście najwyższą wydmę na pustyni i obejrzenie zachodu słońca. Robi wrażenie. Ponadto i chyba najważniejsze, ludzie w Merzoudze , w sumie to oni byli głównym powodem moich powrotów tutaj. Przyjaźni i pomocni,ale trzeba mieć też odpowiednie nastawienie do nich,poświęcić trochę czasu , pogadać, co z tego że chcą ci coś sprzedać, z tego żyją, jak niczego nie kupisz to nic nie powiedzą. Jeżeli chodzi o noc na pustyni w to tutaj już trzeba trochę uważać bo można się naciąć i zamiast nocy kupić 2 godzinny spacer na wielbłądzie albo noc na pustyni gdzie drogę powrotną spędzasz w samochodzie etc. Za każdym razem zatrzymywałem się w jednym i tym samym miejscu ( merzougaonline.com ) u Mohameda i doszedłem do wniosku że czas spędzony z nim i w tym miejscu jest najlepszym doświadczeniem jakiem miałem podczas pobytu w Maroku, a jest ich wiele.

    Co do podróżowania po Maroku, to jeżeli liczycie się z pieniędzmi (tak jak ja) to najtaniej jest podróżować autobusem (można autostopem, ale różnie bywa).
    Jeżeli wybieracie się w 4-5 osób to jedyną właściwą opcją jest wynajęcie samochodu (może wyjść taniej niż podróżowanie autobusami). Co do samego przemieszczania się to tylko i wyłącznie w dzień bo stracicie wiele pięknych widoków. Osobiście polecam drogi: Fes-Merzouga, Marrakech-Warzazat, Fes-Marrakech.

    Nie jestem typem człowieka który korzysta z biur podróży i po pobycie tutaj nigdy takiej wycieczki nie wykupie. Jeżeli potrzebujecie przewodnika lub chcecie wykupić wycieczkę po kraju to tylko bezpośrednio. Z tego co wiem to np. Mohamed -człowiek u którego się zatrzymałem organizuje takie wyprawy po Maroku (zresztą praktycznie każdy w Merzoudze się tym zajmuje). Prawda jest taka że jeżeli kupujecie wycieczkę w biurze podróży to takie biuro czy organizator wycieczki w Maroku i tak zleci to osobie która się tym zajmuje a różnica jest taka że zapłacicie więcej a Waszym organizatorem i przewodnikiem i tak będzie Mohamed 🙂 Chodzi o to że ostatecznie traficie do osoby która przyjmuje zlecenia od biur podróży. Wyjątkiem jest sytuacja kiedy nie znacie angielskiego, francuskiego lub hiszpańskiego (tak tak , większość Marokańczyków zna te języki) i potrzebujecie przwodnika/tłumacza.

    Podsumowując ,najlepiej skontaktować się bezpośrednio z konkretnym przewodnikiem i ustalić szczegóły „wycieczki”. Jeżeli np. macie jakąś ofertę z biura podróży to wystarcz powiedzieć czego oczekujecie a oni podadzą wam cenę. W odróżnieniu od biura trzeba samemu kupić bilet lotniczy i to wszystko.

    Kończę moje dobre rady bo mógłbym pisać w nieskończoność 🙂

    Maroko jest niesamowitym krajem, z piękną naturą i wspaniałymi ludźmi (jasne że trzeba uważać żeby nie zostać okradzionym etc, ale w każdym kraju trzeba na to uważać i nie jest to wyjątek).
    Pozytywne nastawienie , trochę ciekawości, chęci poznania ludzi a nie będziecie chcieli stąd wyjechać 🙂

  2. Hosting napisał(a):

    Podroze do Maroka bywaja zaskakujaca niespodzianka- dla jendych kraj, do ktorego mozna wracac chocby i tysiac razy i za kazdym razem znajdzie sie cos innego- dla drugich- wprost przeciwnie no coz. Maroko jest ekscytujaca mieszanka jezykow, kultur, religii, tradycji starozytnych i wrazliwosci wspolczesnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *