Autostopem z Trabzonu do Erywania

Chwilę po załatwieniu wszystkiego przyszła pora na przedostanie się do Gruzji. Na piechotę doszedłem do polecanego na hitchwiki miejsca do łapania stopa, co zajęło mi około 40 minut. Po następnych 20 minutach zatrzymał się samochód i podwiózł mnie 40 km do małego miasta Of. Tam niestety nie udało się złapać nic przez ponad godzinę. Było już dość późno i ciemno, więc musiałem pojechać na granicę autobusem. Stojąc w kolejce rozmawiałem z młodą Gruzinką, podałem swój paszport, dostałem pieczątkę, a następnie odszedłem 5 metrów i czekałem na nią, ale niestety już się z nią nie spotkałem, gdyż została aresztowana za zbyt długi pobyt na terenie Turcji …. :/

Z granicy do Batumi za 5 lari podwiózł mnie wracający już do domu kierowca, który przez całą drogę opowiadał mi jak bardzo uwielbia Polaków 😉 W popularnym kurorcie zatrzymałem się u 3 studentów z mojej uczelni, którzy przebywali tam na wymianie studenckiej – było już kilka minut po drugiej w nocy (różnica czasu między Turcją i Gruzją to 2 godziny), ale spędziłem jeszcze sporo czasu z jednym z nich- Adamem, wymieniając spostrzeżenia o życiu na Kaukazie.
30.03
Pobudka o 9 rano i wiara w przejechania całej drogi do Erywania na stopa (640 km). Oczywiście po opuszczeniu mieszkania pierwszą rzeczą musiało być chaczapuri – w końcu jak inaczej można zacząć pobyt w Gruzji ;). Po kilku minutach spaceru zacząłem łapać stopa – zajęło to jakieś 20 minut, ale od razu do Kutaisi (140km) – świetnie. Kierowca jak to Gruzin oczywiście jechał bardzo szybko, a więc jeszcze lepiej. Niestety jego miejscem docelowym były obrzeża miasta od strony Batumi, a więc musiałem przejść kilka km, aby dotrzeć do miasta. Nie wiedziałem za bardzo jak przez nie przejść, więc próbowałem zatrzymać coś w centrum – udało się to dopiero po 45 minutach, ale również tylko kilka km do głównej drogi prowadzącej do Tbilisi. Tam czekałem 15 minut i zatrzymał się samochód – 220 km do Tbilisi! Za kierownicą siedział młody Gruzin, a do tego mówił po angielsku, co nie zdarza się często.
Pierwszą rzeczą jaką usłyszałem, gdy ruszyliśmy było to, że nie posiada on prawa jazdy, bo stracił je kilka tygodni temu, gdy będąc kompletnie pijanym prowadził samochód i uderzył w drzewo; dodał, że cudem jest, że przeżył ten wypadek, a kilka miesięcy wcześniej miał jeszcze jeden … Dał mi również swój telefon, abym obejrzał zdjęcia zniszczonych aut i zapytał czy lubię adrenalinę.Następnie opowiadał o swoich problemach z pamięcią – że nie pamięta części swojego życia i ma problemy z koncentracją. Podczas wyprzedzania przerywaliśmy rozmowę, aby mógł się lepiej skoncentrować na drodze (za każdym razem powtarzał pod nosem ,,go go go go go”). Wcześniej posiadał sporo szybszy samochód (ale zniszczył go doszczętnie) i w tym już nie czuł się … tak komfortowo, bo był dla niego za wolny.
W połowie drogi stwierdził, że zacznie uczyć mnie podstaw gruzińskiego. Po tym jak byłem w już w stanie powiedzieć dzień dobry, dziękuję i do widzenia przyszła kolej na … ,,je**ć twoją matkę”. Niesamowicie podobało mu się gdy to wymawiałem. Nagrał to na telefon i dodał, że będzie to teraz jego dzwonek… Mówił, że jest to najbardziej obraźliwe zdanie, które można powiedzieć komuś w Gruzji.
Podróż płynęła bardzo szybko, ale będąc już blisko Tbilisi zatrzymała nas policja. Funkcjonariusz podszedł do samochodu, nic nie rozumiałem, ale wyglądało to dokładnie tak jak opowiedział to późniejBeka (imię kierowcy). Zatrzymali nas za zbyt szybką jazdę. Policjant poprosił go o prawo jazdy, którego nie posiada. Dał mu za to dowód osobisty, przedstawił się i powiedział kim jest jego ojciec – szef gruzińskiej policji. Nie było dalszej kontroli, ani żadnego mandatu – panowie przeprosili go za zatrzymanie i życzyli udanej dalszej drogi!
Pod samym Tbilisi Beka powiedział, że on nie jedzie do miasta, ale już zadzwonił po swoich znajomych, którzy mnie tam zawiozą. Podał mi swój numer telefonu i powiedział, że jeśli kiedykolwiek miałbym jakieś problemy w stolicy Gruzji to żebym mówił, że go znam, wtedy nikt nie będzie robił mi nieprzyjemności, a jak coś to dzwonić do niego i on wszystko załatwi. Pożegnaliśmy się, a jego przyjaciele odstawili mnie do centrum miasta.
Było już dość późno, więc mój plan dotarcia do Erywania na stopa legł w gruzach. W Tbilisi przebywało następnych dwóch studentów z mojej uczelni (Hubert i Kuba), tak więc miałem gdzie się zatrzymać. W tym czasie zatrzymała się u nich 3 couchsurferów z Polski – Erasmusów w Turcji. Wszyscy razem spędziliśmy wieczór, a później wyruszyliśmy na miasto.

31.03
Tego dnia była Niedziela Wielkanocna i wcześniej zakładałem, że będę już w Erywaniu. Jednak się to nie udało i musiałem spędzić ten dzień w trasie. Wyjechałem pod Tbilisi marszrutką, tam dość szybko złapałem stopa do granicy, którą przeszedłem na piechotę, a po chwili siedziałem już w samochodzie jadącym do Erywania. Cieszyłem się, że będę szybko na miejscu, ale tak się nie stało. Kierowca miał bardzo specyficzny styl jazdy – jechał 20-30 na godzinę, rozglądał się na około jakby czegoś szukał, aby nagle zasuwać 140 na godzinę, a potem znowu 20-30. Wybrał też najdłuższą możliwą trasę, którą nigdy wcześniej nie jechałem. Po drodze zatrzymaliśmy się na obiad, później na kawę i zakupy w sklepie. Ponadto zatrzymując się na trasie nabył komplet opon samochodowych, reklamówkę ryb, jakichś ziół, miód … , a podróż zamiast 4 godzin zajęła 8. W każdym razie nie nudziłem się, bo byłem już tak zmęczony, że sporą część przespałem, a poza tym kierowca jako rozmówca był bardzo miły i opowiadał sporo o Armenii i swoim życiu.
Wieczorem udało mi się spotkać z moimi znajomymi, a następnie zatrzymałem się u Narka – jednego z nich. Pierwszy raz miałem przyjemność mieszkać u Ormiańskiej rodziny i muszę przyznać, że nie pamiętam kiedy ktoś mnie tak ugościł – niesamowici ludzie. Spędziłem tam 2 noce. Musiałem też bardzo się skoncentrować, aby po rosyjsku odpowiadać na pytania jakie zadawali.
I4
01.04-03.04
Poniedziałek spędziłem z Mariam i Lendrushem – spacerując po centrum Erywania i ciesząc się z powrotu do Armenii (byłem tam tak wiele razy, ale za każdym razem sprawia mi to wielką radość; to miasto ma coś w sobie, mimo że wcale do najpiękniejszych nie należy, za to posiada świetny klimat i atmosferę).
We wtorek dołączył do mnie Adam z Batumi i przez 2 dni kręciliśmy się po Erywaniu i spotykaliśmy ze znajomymi.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *