Autostopem po Tajwanie – wizyta w Hualien

W dniach 1-6 kwietnia na uczelni nie odbywały się żadne zajęcia. W tym czasie Tajwańczycy udają się w swoje rodzinne strony, aby odwiedzić groby przodków, posprzątać je i spotkać się z rodziną.

Dla mnie i moich znajomych był to dobry czas, aby wybrać się na wycieczkę do położonego na wschodnim wybrzeżu Hualien, uważanego za jedno z najładniejszych miejsc na Tajwanie.

Oczywiście jak to ostatnio bywa w trakcie moich wyjazdów organizacja była na najniższym poziomie, brak jakiegokolwiek planu i do końca nie było wiadomo kto i jak będzie jechał.

Początkowo mieliśmy jechać na stopa – 3 grupy po 2 osoby, gdzie ja miałem jechać z Ritą. Dzień przed wyjazdem wszystko się pozmieniało : Milos i Anna pojechali skuterem, ja z Vanessą na stopa, a Rita i David dołączyli później.

Do przejechania mieliśmy ponad 200 km przez góry – najwyższa przełęcz na 3200 metrów. Postanowiliśmy też, że noc spędzimy na trasie.

Najtrudniejsza część w autostopowaniu na Tajwanie to dostanie się na autostradę korzystając z komunikacji miejskiej – w Taichung jest ona za darmo, ale przejazd zajmuje wieki, a ponadto wszystko jest po chińsku, więc bez pomocy google albo kogoś kto umie czytać po chińsku jest to prawie niemożliwe.

Na szczęście była ze mną Vanessa, która jest Tajwanką. O godzinie 11 spotkaliśmy się na przystanku i stamtąd autobusem ruszyliśmy w stronę autostrady do miasta Puli. Wsiedliśmy oczywiście do złego autubusu i zamiast na autostradzie wylądowaliśmy 5 kilometrów dalej, ciągle w Taichung xD

Stwierdziliśmy, że nie czekamy na następny autobus tylko zaczynamy łapać stopa w mieście – co było świetnym pomysłem.

IMG_3748

IMG_3752

Po chwili podszedł do nas chłopak, który zaproponował nam, że zawiezie nas na autostradę na skuterze 😀

IMG_3757

Po 20 minutach mega niewygodnej jazdy dotarliśmy na miejsce. Przez całą drogę nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Kierowca ciągle szeptał coś do ucha Vanessie i wyglądało to jakby ciągle ją przytulał. W trakcie oczywiście trzeba było zrobić kilka selfie – nie można zapominać, że jesteśmy w Azji i tutaj po prostu tak trzeba. Na koniec chłopak zaprosił nas jeszcze na obiad (Vanessa odmówiła), a także poprosił o numer telefonu mojej znajomej.

IMG_3768 IMG_3769 IMG_3773

Droga do Puli zaczyna się kilka kilometrów obok Taichung, ale widoki już są całkiem inne:

IMG_3776 IMG_3777 IMG_3785

 

Zrobiliśmy kilka zdjęć,a po 5 minutach zatrzymał się samochód, który zabrał nas już bezpośrednio do Puli. Był to kierowca małego pick-upa, który przez całą drogę żuł betel – bardzo popularna używka w krajach azjatyckich.

Następny samochód zatrzymał się sam… Szliśmy przez miasteczko w kierunki drogi prowadzącej przez góry, a kierowca zobaczył, że mamy plecaki i zapytał czy nie chcemy się z nim zabrać. Jechał dokładnie do miejsca, w ktorym zamierzaliśmy zostać na noc – Nantouhsien. Jest to wioska położona na wysokości 2000 metrów. Znajduje się tam … najwyżej położony na Tajwanie 7/11 xD

Dotarliśmy tam przed zachodem słońca. Tajwańczyk był pracownikiem jednej z restauracji i zaprosił nas jeszcze na  obiad.

IMG_3804

IMG_3834

 

Tego dnia była też bardzo ładna pogoda, więc po zjedzeniu kolacji mogliśmy obserwować zachód Słońca.

IMG_3823

Resztę wieczoru spędziliśmy spacerując po wiosce, a później szukaliśmy miejsca do spania – kartony i  dach nad głową w razie gdyby padało.

IMG_3842 IMG_3851

W akademiku mam bardzo niewygodne, betonowe łóżko, więc dla mnie nie było większej różnicy i po chwili zasnąłem budząc się dopiero o 5 rano, gdy zadzwonił budzik. Vanesie natomiast było zimno i niewygodnie.

Wszystkie sklepy typu 7/11 otwarte są 24 godziny na dobę i znajdują się praktycznie w każdej miejscowości , więc tam udaliśmy się na zakup śniadania, a potem usiedliśmy przy jednym z tarasów widokowych i jedząc podziwialiśmy wschód słońca.

IMG_3858 IMG_3860 IMG_3872 IMG_3873

O 1 w nocy z Taichung wyjechali na skuterze nasi znajomi– Anna i Milos. Mieliśmy się z nimi spotkać tuż przed wschodem słońca, ale po drodze przebiła się im opona i utknęli w połowie drogi czekając poranka, aby wymienić oponę – oni dla odmiany spali w family mart;d

Po wschodzie słońca postanowiliśmy wziąć jeszcze 2-godzinną drzemkę na jednym ze wzgórz i dalej pojechać już w stronę Hualien.

11081744_10206390461184242_2121237070_n IMG_3877

Zatrzymanie następnego samochodu zajęło nam prawie 10 minut! Był to najdłuższy czas jaki czekałem na transport podczas całego wyjazdu. Wjechaliśmy w najwyższe góry, z wieloma krętymi drogami, a także przekroczyliśmy przełęcz na 3200 metrach. Tam spotkaliśmy się z naszymi znajomymi, którzy rano wymienili oponę i kontynuowali jazdę.

IMG_3879 IMG_3897 IMG_3898 IMG_3913 IMG_3918

Po krótkim postoju znowu wróciliśmy na drogę i po kilku minutach mieliśmy transport do Hualien. Zatrzymał się nam młody chłopak, który mówił po angielsku, więc w końcu i ja mogłem trochę porozmawiać, a nie tylko czekać na tłumaczenie Vanessy.

Ogólnie droga przez góry jest bardzo malownicza i stanowi atrakcję samą w sobie. Znajduje się na niej kilka punktów widokowych i wiele restauracji.

IMG_3922

IMG_3925 IMG_3927 IMG_3928 IMG_3931 IMG_3944

Około 15 dotarliśmy wszyscy do Hualien, gdzie czekał na nas znajomy Vanessy – Matt, u którego mieliśmy przez następne 3 dni mieszkać.

IMG_3950

Wszyscy byli bardzo zmęczeni po podróży, więc tego dnia razem zjedliśmy tylko kolację i poszliśmy spać.

11014925_1064851616863984_1572538086176789833_n

3-4.04

Następne 2 dni spędziliśmy w okolicach Hualien. Dołączyła do nas jeszcze grupa Tajwańczyków – znajomych Matta. Nie mówili oni po angielsku, więc wspólny wyjazd był dość dziwny.

Czas spędzaliśmy głównie odpoczywając – najpierw wybraliśmy się nad rzekę, później to co Tajwańczycy lubią najbardziej, czyli siedzenie w restauracji i jedzenie, a po południu wizyta na plaży w Hualien i znowu wizyta w restauracji i kolacja – mało ruchu, dużo spędzonego czasu w samochodzie i jedzenia- typowy dzień tajwańskiego turysty.

IMG_3955

widok z domu Matt’a

IMG_4011

plaża w Hualien

IMG_3965 IMG_3974 IMG_3987 IMG_3994 IMG_4013 IMG_4016 IMG_4020 IMG_4023 IMG_4026 IMG_4028

Drugiego dnia Matt wraz ze swoim znajomymi udał się na południe Tajwanu, a nam zostawił mieszkanie i samochód. Dołączyła do nas amerykanka Rita i włoszka Vale, a dzień wcześniej także Francuz David. Było nas siedmioro, więc oprócz samochodu 2 osoby musiały jeździć skuterem – z czego bardzo się ucieszyłem i od razu zgłosiłem na ochotnika wraz z Ritą.

IMG_4033

IMG_4035

Rano znowu pojechaliśmy nad rzekę – tym razem jej inny odcinek i w końcu po południu ku mojemu wielkiemu zadowoleniu wyszliśmy na krótki spacer w góry 😛 Była to zdecydowanie najciekawsza część pobytu w Hualien – piękne pola ryżowe, plantacje palmy betelowej i piękne widoki na góry Tajwańskie.

IMG_4057 IMG_4036 IMG_4083

IMG_4060 IMG_4068 IMG_4069 IMG_4098 IMG_4104 IMG_4108 IMG_4110 IMG_4113 IMG_4121 IMG_4124 IMG_4129 IMG_4130

Wieczorem kolacja i piwo na plaży.

IMG_4145 IMG_4156

05.04

Obudziliśmy się dość wcześnie rano. Posprzątaliśmy mieszkanie i rozdzieliliśmy. Ja z Ritą chcieliśmy jeszcze przejechać na południe Tajwanu do Taitung, a reszta wracała do Taichung.

Jazda autostopem na Tajwanie jest niesamowicie łatwa, więc gdy wyszliśmy na główną drogę po chwili zatrzymał się pierwszy samochód. Kierowca był niesamowicie zadowolony, że wziął autostopowiczów. Słyszał o tym z telewizji i strasznie mu się podobało, że poznał ludzi, którzy tak podróżują. Zrobił sobie z nami kilka zdjęć, a także napisał kolejny karton z nazwą miasta, do którego powinniśmy się udać w drodze do Taitung. Niestety przejechaliśmy z nim tylko 20 km, gdyż była to już końcówka jego trasy.

IMG_4171 IMG_4174 IMG_4172

Następny samochód to bardzo sympatyczne starsze małżeństwo. Zatrzymali się, ponieważ chcieli zapytać, czy wiemy gdzie znajduje się najbliższa… toaleta. Rita zapytała ich czy jadą na południe i możemy się z nimi zabrać na co oczywiścię się zgodzili, a po 5 minutach jazdy zaprosili nas na obiad. Zamówili wielką porcję zupy dla każdego i 60 pierogów, które jedliśmy jeszcze przez następny dzień. Początkowo mieli nas podwieźć tylko do najbliższego miasta, ale że powiedziliśmy, że dalej chcemy przejechać 20 km przez góry do wybrzeża to stwierdzili, że może nam się nie udać złapać następnego samochodu, więc nas tam po prostu zawiozą, pomimo tego, że tam nie jadą.

Mimo naszych zapewnień, że na pewno bez problemu sobie poradzimy dalej nalegali i koniecznie chcieli nas zawieźć na wybrzeże co też zrobili.

IMG_4179 IMG_4180 IMG_4181

Nad morzem spędziliśmy około godziny, przeszliśmy się po kamienistej plaży i stamtąd już bezpośrednie złapaliśmy samochód do Taitung. Oczywiście w czasie poniżej 5 minut.

IMG_4183 IMG_4190 IMG_4198

W Taitung udaliśmy się na nocny bazar, a resztę wieczoru spędziliśmy oglądając… wschód księżyca i siedząc na plaży.

Na nocleg wybraliśmy drewnianą platformę w parku nad morzem, przynieśliśmy kartony z Family Mart i poszliśmy spać.

IMG_4229 IMG_4240  IMG_4241 IMG_4246

06.04

Obudziliśmy się po 5 rano mając nadzieję zobaczyć piękny wschód Słońca nad morzem. Niestety zaczęło kropić i było pochmurnie. Planem dnia był powrót do Taichung przez góry drogą numer 20, aby wydostać się z miasta postanowiliśmy pojechać pociągiem, ale okazało się, że do stacji kolejowej jest aż 7 km. Wyszliśmy na główną drogę w centrum miasta – nie było tam żadnego ruchu i naprawdę myślałem, że ciężko bedzie pokonać te 7 km, ale oczywiście Tajwańczycy znowu mnie zaskoczyli. Gdy w końcu po 10 minutach przejeżdżał pierwszy samochód, machnęliśmy ręką, aby się zatrzymał. Zapytaliśmy czy jedzie w okolice dworca – nie jechał, ale powiedział, że chętnie nas tam zawiezie… Stamtąd 20 minut pociągiem i o 7 rano byliśmy już w Guanshan na początku trasy przez góry.

IMG_4256 IMG_4254

Niestety tam dowiedzieliśmy się, że droga jest obecnie nieprzejezdna, ponieważ w ostatnim czasie było trzęsienie ziemi i trwają pracę remontowe. Niezbyt zadowoleni musieliśmy wybrać dużo dłuższą trasę przez południowy kraniec Tajwanu.IMG_4259

Wróciliśmy na drogę w stronę południa kraju. Pierwszy samochód zabrał nas od razu na obrzeża oddalonego o 50 kilometrów Taitung, a stamtąd nie czekając dłużej niż 5 minut i zatrzymaliśmy samochód jadący bezpośrednio do Taichung (400km)!

Podróżowaliśmy wraz z chłopakiem, który przedstawił się jako Tiger i jego rodzicami, którzy wracali z odwiedzin swojej rodziny. Zapytali nas czy mamy ochotę wstąpić, aby wziąć kąpiel w gorących źródłach – oczywiście się zgodziliśmy.

Nie były to jednak naturalne gorące źródła, a specjalnie przygotowany wanny, do których była doprowadzana woda z podziemi. Każdy miał swoją prywatną kabinę.

IMG_4262

Po kąpieli obowiązkowa sesja zdjęciowa.

IMG_4266

Następnie zaproszenie na kolejny podczas tego wyjazdu obiad – tym razem wszystko przygotowane przez mamę Tigera. Próbowanie lokalnych owoców, o których nigdy wcześniej nie słyszałem, czyli głożyny pospolitej i flaszowca (tak to się nazywa według wikipedii).

IMG_4272 IMG_4275

Kilka dni po powrocie nasz nowy znajomy postanowił wykorzystać mój wizerunek na swoim profilu na facebooku i stworzył taką reklamę owocu, który sprzedaję jego rodzina:

11008423_911468485540007_1343841135445923233_n

Hahahahaha

Cała podróż powrotna zajęła około 7 godzin. Tajwańczycy zawieźli nad pod sam akademik i tam już mocno zmęczeni podróżą pożegnaliśmy się.

Pokonana trasa w ciągu 4 dni jazdy na stopa:trasa:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Anka napisał(a):

    Wahhhhhhhhhh! Super 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *