Ala – Kul – jedno z najpiękniejszych górskich jezior świata

19.08.14 – Wtorek

Według prognozy pogody miał być to ostatni pochmurny dzień. Następnego dnia miało już być tylko ciepło i słonecznie, a że nie mogliśmy już dłużej czekać z wyjściem w stronę Ala- Kul  (Ewelina musiała być w czwartek wieczorem z powrotem w Biszkeku), więc z samego ranka opuściliśmy nasz pensjonat i wyszliśmy na drogę, aby zatrzymać jakiś samochód jadący do miejscowości Teploklyuchenka. To stamtąd zamierzaliśmy zacząć naszą wędrówkę w stronę jeziora.

Do jeziora można dotrzeć dwiema drogami – od wspomnianej Teplokluchenky, wzdłuż doliny Altyn Arashan albo od strony Karakol – doliną o tej samej nazwie.

My wybraliśmy tą pierwszą, ponieważ, wiedzieliśmy, że w połowie drogi znajduje się mała miejscowość Altyn Arashan z kilkoma pensjonatami dla podróżników, w której mogliśmy się zatrzymać, a także gorące źródła.

Większość ludzi rozkłada całą trasę na 3 dni. Zaczyna od jednej doliny, nocuje w Altyn Arashan albo na końcu dolin Karakol, drugiego dnia dociera nad Ała Kul i dalej  do jednego wymienionych punktów, w zależności od miejsca startu na drugi nocleg, aby 3 dnia wrócić do Karakol. My, jako że nie byliśmy dobrze przygotowani – przede wszystkim brak namiotu, ani jakichkolwiek map (trasa jest banalnie prosta w nawigacji, google maps wystarczą), postanowiliśmy, że pójdziemy i wrócimy tą samą drogą w ciągu 48 godzin.

Szybko dotarliśmy do Teplokluchenki i  zaczęliśmy podążać w stronę Altyn Arashan. Na szczęście nie padało, ale Słońca nie widzieliśmy już 5 dzień z rzędu. Zatrzymaliśmy się w kilku miejsach, aby zrobić zdjęcia i podziwiać przyrodę. W dość spokojnym tempie dotarcie do wioski zajęło nam około 5-6 godzin. Znajdowaliśmy się wtedy na wysokości  2450m. n.p.m.

W drodzę do Teploklyuchenki

W drodzę do Teploklyuchenki

Rzeka, wzdłuż której wiedzie droga do Altyn Arashan

Rzeka, wzdłuż której wiedzie droga do Altyn Arashan

A3

Obiad xD

Obiad…

Odpoczynek po obiedzie xD

Odpoczynek po obiedzie xD

Do Altyn Arashan mozna również dojechać terenowym samochodem. Raz na kilka godzin pasażerów zabiera stary, radziecki UAZ , ale nigdy nie wiadomo, kiedy odjedzie, więc oczekiwanie transport może zająć nawet kilka godzin. Jazdy po takiej drodze, a raczej jej brakiem musi być atrakcją samą w sobie.

Żółty UAZ z pasażerami

Żółty UAZ z pasażerami

Widok na Altyn Arashan

Widok na Altyn Arashan

A8

W wiosce jest tylko kilka domów. Praktycznie wszystkie z nich oferują noclegi. Wystarczy tylko pójść i zapytać, czy są wolne łóżka, co też zrobiliśmy. Nocleg kosztował 500 som, w tym można do woli korzystać z gorących źródeł. Gospodarz serwował też śniadania i kolacje (dodatkowa opłata 200 Som za dzień).

W jadalni poznaliśmy 3 chłopaków Niemca, Brytyjczyka i Francuza, którzy właśnie wrócili znad jeziora i mówili, że pokonanie trasy było bardzo ciężkie, a pogoda fatalna. Trochę nas to zaniepokoiło. Chwilę później na kolację przyszła rosyjska para, która od 4 dni czekała na poprawę pogody, aby konno pojechać nad Ala-Kul ( bardzo popularna opcja i niezbyt droga). Mieli oni bardzo dużego pecha, tym bardziej, że następnego dnia musieli już wyjeżdżać, a pogoda całkowicie się zmieniła.

Po kolacji skorzystaliśmy z gorących źródeł – to jedyna możliwość wzięcia prysznica, ale za to jaka przyjemna.

A9

20.08.14
Wstaliśmy o 6.30 i od razu ruszyliśmy w trasę. Nie mielismy pojęcia jak długo zajmie nam dotarcie do jeziora. Na szczęście  prognozy się sprawdziły w 100% i na niebie nie było żadnej chmury i świeciło ostre Słońce, co okazało się później naszym przekleństwem …

Przez kilka pierwszych kilometrów droga wiodła wzdłuż rzeki. Mogliśmy podziwiać takie widoki:

??????????????????????????????? A11 A12

Na wysokości około 3200m n.p.m. zalegał już śnieg, którego przy samym podejściu na przełęcz przy jeziorze było już po kostki. Moje wtedy jeszcze nowe buty, niestety nie zdały swojego testu i były całe przemoczone.

Zapomnieliśmy także wziąć okulary przeciwsłoneczne;  ja swoje jak zawsze zgubiłem po kilku dniach, a Ewelina zostawiła wraz z naszymi rzeczami w pensjonacie w Karakol.

A13

Poznana przeze mnie w Biszkeku trójka Polaków tydzień po nas wybrała się nad Ala – Kul i już nawet na przełęczy nie było śniegu.

A14 A15

Trasa nie było bardzo wymagająca, aż do ostatniego etapu, czyli przełęczy o bardzo dużym stopniu nachylenia, która naprawdę była ciężka. Mieliśmy trochę szczęścia, bo przed nami weszła rosyjska grupa turystów z Krasnojarska (wcześniej przez ponad 5 godzin marszu nie spotkaliśmy nawet jeden osoby), która udeptała dla nas prowizoryczne schodki, co trochę ją ułatwiło, ale i tak, gdy weszliśmy na przełęcz (3870m n.p.m.) byliśmy bardzo zmęczeni.

A16

Za to widok jaki ujrzeliśmy był niesamowity. Jezioro robiło kolosalne wrażenie i zdjęcie tego w całości nie oddają.

A19 A18 A17

Widok z przełęczy na dolinę, którą wędrowaliśmy

Widok z przełęczy na dolinę, którą wędrowaliśmy

Góry otaczające Ala-Kul

Góry otaczające Ala-Kul

Na przełęczy spędzilismy ponad godzinę. Rozmawialiśmy też z rosyjską grupą. Po godzinie 13 udaliśmy się w drogę powrotną, zatrzymując się już dużo częściej; spotkaliśmy też dwóch innych turystów.

A22 A23 A24 A25 A26 A27 A28 A29

Do naszego pensjonatu wróciliśmy przed zachodem słońca. Zjedliśmy kolację, która zawsze wygląda tak samo, śniadanie zresztą też – sucha bułka z żółtym serem lub dżemem,  pomidor i herbata. Umyliśmy się w gorących źródłach i padnięci zasneliśmy.

Nie był to jednak koniec dnia. Po około 3 godzinach snu obudziłem się i w ogóle nie mogłem zasnąć, oczy mi łzawiły i płakałem . Słyszałem też szlochanie Eweliny:

-eejjj, płaczesz?

– taaak – odpowiedziała

– pieką cię oczy?

– i to jeszcze jak!

Okazało się, że poparzyliśmy sobie oczy. Do samego rana praktycznie nie zasneliśmy, raz po raz przemywając je zimną wodą. Rano opuściliśmy szybko pensjonat, aby jak najszybciej udać się z drogę powrotną i kupić jakieś krople do oczu. Po 3 godzinach marszu byliśmy w Teploklyuchence. Mi udało się przestań płakać koło południa, Ewelinie dopiero wieczorem. Może w końcu nauczę się nie gubić okularów przeciwsłonecznych..

Nie zbyt przyjemne uczucie...

Niezbyt przyjemne uczucie…

Następnie wróciliśmy autostopem do Karakol, zjedliśmy obiad, zabraliśmy nasze rzeczy z pensjonatu i tym razem już dzieloną taksówką (550 Som), które prawdopodobnie są najpopularniejszym środkiem transportu w Kirgistanie i nie wiele droższym niż marszrutki, pojechaliśmy do Biszkeku.

100 km przed stolicą kraju w samochodzie przebiła się opona, a nie było zapasowej, więc przez prawie 2 godziny czekaliśmy w przydrożnej restauracji zanim kierowca zorganizował nową.

Do Biszkeku dotarliśmy o 22. Ewelina następnego dnia o 5 rano miała samolot powrotny do Polski.

W drodze do Biszkeku

W drodze do Biszkeku

???????????????????????????????

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Ela napisał(a):

    Jezioro jest niesamowite! Oczu nie mogę oderwać! Wybieramy się w tamte rejony w sierpniu i szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, że tam tyle śniegu wtedy jeszcze jest 😉
    Czy Waszym zdaniem drogę do jeziora da radę przejść ktoś raczej z kiepską kondycją? Mam problem z oddychaniem i boję się, że jak cały czas jest „pod górę” to na tej wysokości mogę nie dać rady 🙁

    • admin napisał(a):

      To zależy na jaką pogodę się trafi, przez kilka dni przed naszym wyjściem nad jezioro były śnieżyce i ogólnie bardzo zła pogoda.
      Sam byłem zdziwiony, że było tyle śniegu, bo na większości zdjęć wykonanych latem go raczej nie ma.
      Trasa technicznie nie jest na pewno trudna, ale z kiepską kondycją to może być problem, aby tam dojść. Na pewno można wykupić sobie wycieczkę na koniach, więc może to jest dobra opcja?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *