Dhaka – szalona stolica Bangladeszu

Dhaka – stolica Bangladeszu, raczej niewiele mówiąca większości ludziom. Zdecydowanie nie jest to popularny cel turystyczny, pozbawiona zabytków, dość trudna i męcząca do poruszania się. Dla mnie okazała się za to baaardzo interesująca i wciągająca.

Południowa Azja nigdy nie była na szczycie mojej listy krajów do odwiedzenia. Wizyta w Indiach raczej budziła niechęć niż ciekawość, ale przy planowaniu ostatniej podróży postanowiłem, że jednak spróbuję, a jak już się zdecydowałem to stwierdziłem, że dorzucę jeszcze jej sąsiada, czyli Bangladesz – przy którym w większości opinii Indie to powiew luksusu i bogactwa.

Do momentu wyjazdu Bangladesz kojarzył mi się tylko z zatłoczonymi pociągami i ludźmi jeżdżącymi na ich dachach.

Do stolicy kraju wyruszam z Kuala Lumpur, na pokładzie linii Air Asia. Już w samolocie zdaje sobie sprawę, że właśnie straciłem poczucie jakiejkolwiek prywatności na następne kilka dobrych tygodni. Mężczyzna siedzący obok jest wręcz zafascynowany, że Europejczyk leci do jego kraju, robi mi zdjęcia, zadaje milion pytań, wręcz przytula się do mnie. Po kilkudziesięciu minutach muszę udawać, że śpię, aby w końcu dał mi spokój.

Planowo o północy ląduje na międzynarodowym lotnisku najszybciej rosnącego miasta na świecie, ponad 17-milionowej Dhaki.

Wizę można bez problemu dostać on-arrival po prostu płacąc 50 USD, ja natomiast miałem ją już wcześniej – jest tańsza w ambasadzie na terenie innego kraju – swoją dostałem w Bangkoku za 65 zł.

Po przylocie szybko z rękawa dochodzę do kontroli paszportowej, nie ma nikogo w kolejce, szybciutko wypełniam wszystkie formalności, wpisując dane swojego hosta, jego adres numer, telefonu itp. Znudzony kontroler już przybiera się do wbicia pieczątki, ja cieszę się i nie dowierzam, że wszystko zajmie mniej niż 3 minuty, gdy nagle mężczyzna stwierdza, że w podanym numerze telefonu brakuje jednej cyfry…

Prosi, abym zadzwonił do Newaza, chłopaka, u którego zatrzymam się w Dhace. Nie mogę tego zrobić, bo nie mam lokalnej karty SIM, więc sam korzysta ze swojego telefonu. Z nieskrywaną dumą stwierdza, że miał racje i mówi, że w takim razie nie może podbić mi wizy.

Oferuje swoją pomoc w zdobyciu prawidłowego numeru… wyszukuje chłopaka na fejsbuku, pisze do niego wiadomość i wspólnie czekamy 10-15 minut, po których rozkłada ręce i ze smutkiem oznajmia, że nie ma odpowiedzi…

Rozwiązanie problemu okazuje się bardzo proste.

– może po prostu wypełnię formularz jeszcze raz i wpiszę dane z hotelu? – pytam

– .,tak” …. masakra xD

Po minucie jestem już w strefie ogólnodostępnej. Nie mam kontaktu do swojego hosta, więc rozkładam się na lotnisku, owijam w śpiwór ze względu na … plagę komarów i idę spać.

Lotnisko jest bardzo pilnie strzeżone przez w pełni uzbrojonych żołnierzy, którzy ciągle mnie obserwuja i śmieją z mojego planu spędzenia nocy.

DSCF4168

18.04.16

Rano budzi mnie grupa ludzi z ogromnymi walizkami, która właśnie przyleciała gdzieś z Bliskiego Wschodu. Ogarniam się, za 500 taka (17 taka – 1 zł), kupuję kartę sim z internetem 4G! Nie wiem jak bez nawigacji poradziłbym sobie w Dhace. Próbuję kontaktować się z Newazem, ale jeszcze nie odpisuje. Wiem, w której dzielnicy mieszka i postanawiam spróbować się tam powoli dostać.

DSCF4169

Wychodzę przed lotnisko. Zaraz podchodzi do mnie mężczyzna, wita w swoim kraju i razem idziemy w stronę stacji kolejowej. Po drodze mijamy wielu żebraków, którzy gdy tylko mnie widzą od razu podchodzą, ciągną za rękę. Początki są dość ciężkie, ale nie ma wyboru i trzeba się do tego przyzwyczaić. Pierwszy raz widzę szalony ruch uliczny, a w nim własnej roboty, składane ze złomu autobusy, riksze itp.

DSCF4170

na tym zdjęciu wygląda to jeszcze wszystko dość normalnie

Najtańszą i pewnie najszybszą opcją dostania się do centrum miasta jest pociąg, więc za 15 taka kupuję bilet do centrum miasta.

DSCF4172 DSCF4176

Podjeżdża pierwszy pociąg. Miejsc w środku brak – oczywiście o tym zapomniałem. Jedyną opcją jest podróż na dachu, ale przy ogromnym tłoku, plecakiem i nieprzygotowaniem poddaje się, czekam na następny obmyślając jak najlepiej wdrapać się na dach, co nie jest wcale takie proste – ludzie pomagają sobie nawzajem, wciągają się i podnoszą.DSCF4179 DSCF4182

Po kilkunastu minutach podjeżdża następny skład. O dziwo już nie taki zapakowany jak poprzedni, więc udaje mi się wcisnąć do środka. Okna w wagonach są bardzo małe i niskie – nawet nie widzę krajobrazu za oknem. Zagaduje mnie kilka osób, pyta o cel podróży.DSCF4184

Wysiadam na dworcu głównym, wg mapy do dzielnicy, w której mieszka Newaz jest 5 km. Postanawiam zrobić sobie spacer, inną opcją są tylko riksze i autobusy, które nie wiadomo dokąd jadą. W mieście w ogóle nie widać taksówek.

Mam trochę szczęścia jeśli chodzi o pogodę – jest koniec pory gorącej i kilka stopni mniej niż zazwyczaj, tylko 33-34, przy tym pochmurnie z lekkim, przyjemnym wiatrem.

Po wyjściu na drogę, gdzie praktycznie nie ma żadnych chodników, można łatwo wpuść w studzienki kanalizacji, w sumie nie ma też i pieszych, a sam zaczynam przystosowywać się do szalonego rytmu życia miasta. Wszyscy mieszkańcy używają riksz do przemieszczania się – choćby 500 metrów.

DSCF4197

punkt naprawy riksz

DSCF4201

spacer przez wąskie uliczki starej Dhaki

DSCF4205

miejska drukarnia

DSCF4220

ogromne korki – troszkę inne niż w większości rejonów świata

DSCF4227

Pobocza dróg służą jako miejsca do handlu, co jeszcze bardziej utrudnia spacer – tutaj sprzedawca kokosów

DSCF4202 DSCF4204 DSCF4206 DSCF4223

Po 2-3 godzinach spaceru docieram do dzielnicy Dhanmondi. W końcu dostaję wiadomość od Newaza i po południu jestem już w jego domu, a dokładniej 5 – piętrowym bloku, w którym mieszka tylko jego rodzina, a cały parter zajmuje służba – ponad 20 osób: kierowcy, kucharze, sprzątaczki, lokaje…

Rodzina, do której trafiam jest jak na warunki Bangladeszu bardzo bogato. Zajmują się rozległymi biznesami, głównie w Tajlandii.

Kiedyś poznałem 2 bogate dziewczyny z Indii, które opowiadały mi o swoim życiu w rodzinnych miastach w domach pełnych służby, a teraz miałem okazje sam doświadczyć takiego życia.

Na początku jest to bardzo dziwne uczucie, np. aby napić się wody trzeba poprosić lokaja, aby przyniósł szklankę z kuchni, na każdym kroku widzi się osoby sprzątające, sprawdzające czy u ciebie wszystko ok i czekające na najmniejsze twoje machnięcie ręką. Raczej jest szkoda tych ludzi, wydaję się, że tak nie powinno być, biorąc jeszcze pod uwagę, że ich wypłata to 30 USD miesięcznie.

Z drugiej strony warto popatrzeć na to z innej perspektywy. Większość służby wywodzi się z wielkiej biedy i tak naprawdę praca u bogatych ludzi, nawet za marne pieniądze, ale z zapewnionym wyżywieniem i dachem nad głową jest dla nich powiewem lepszego życia. Mają godne warunki, jedzą praktycznie te same potrawy co rodzina, z którą żyją. Mają swoje pokoje, telefony, telewizory itp.

Newaz opowiada mi różne historię, jak zmienia się osoba mieszkająca z nimi, jak szybko przyzwyczaja się do życia w rodzinie – są nawet romanse – ubiegłego roku kucharka i kierowca zakochali się w sobie i uciekli… rodziny ich szukały , a do tego miały pretensje do rodziców Newaza, że do tego dopuścili xD Mi nawet ciężko było rozróżnić kto jest z obsługi, a kto z rodziny. Raz palnąłem wielką gafę… pytając o jedną kobietę, myśląc, że jest jedną ze służących, a była to mama chłopaka….

Ciekawe doświadczenie.

DSCF4232 DSCF4234

Po południu przychodzi Zaneb, kolega mojego hosta, który właśnie gości Mike’a – podróżnika z Brazylii. Wspólnie wyruszamy na obiad, ale wcześniej chłopaki pomagają zrealizować jeden z moich pomysłów…

Jak już wspomniałem, wszechobecne riksze to jedna z pierwszych rzeczy, które rzucają się w oczy w Bangladeszu. Mężczyźni, którzy je prowadzą to głównie prości mężczyźni, którzy przyjechali ze wsi w poszukiwaniu pracy, a tak jak na warunki w kraju jest nieźle płatna – nawet do 50-60 zł dziennie. Większość przyjezdnych, w tym także ja, są raczej zszokowani, że w obecnych czasach istnieje jeszcze taki środek transportu. Obcokrajowcy na początku nie chcą z nich korzystać, preferując własne nogi i współczując riksiarzom ich zawodu, dlatego sam chciałem zobaczyć czy jest to tak ciężkie zajęcia na jakie wygląda.

Mój pomysł podoba się również Mike’owi i po chwili z pomocą chłopaków udaje nam się załatwić dwie riksze. Ich posiadacze są baaardzo zdziwieni, chwilę zajmuje wyjaśnienie i wytłumaczenie, że to my chcemy je prowadzić.

Zaskoczeniem jest, że wcale nie jest to takie ciężkie… całe miasto jest bardzo płaskie, więc pedałowanie idzie dość sprawnie. Najgorsze natomiast jest skręcanie i utrzymanie balansu – zaliczam 2 małe stłuczki. Prowadząc rikszę zwraca się jeszcze większa uwagę miejscowych, więc co chwila ktoś robi nam zdjęcia i wszyscy wskazują nas palcami. Przejeżdżam tak ponad 2 km, uiszczam opłatę zadowolonemu mężczyźnie i i wszyscy idziemy na obiad – je się oczywiście rękoma:)

DSCF4239 DSCF4240 DSCF4241DSCF4254

Późne popołudnie spędzamy na dachu bloku Zaneba, dołącza do nas jeszcze jeden chłopak Nafis – obaj zajarani muzyką, grają na gitarze i śpiewają.DSCF4257

Wieczór to wizyta w skybarze z panoramą na całe miasto i faludą, czyli lokalnym zimnym deserem z dodatkami makaronu vermicelli, mlekiem, syropem różanym.DSCF4264

19.04.16

Drugi dzień planuje Newaz. Nie mówi dokąd się wybieramy, ale stwierdza, że na pewno nam się spodoba i zobaczymy zdecydowanie nietypowe miejsca.

Umawiamy się na śniadanie na 8. Kilka minut przed przychodzi lokaj, aby mnie obudzić i stawia mi kapcie przed łóżkiem….

Po śniadaniu spotkamy Mike’a z Zanebem i tym razem motorikszą kierujemy się w stronę ,, czarnej rzeki”, która swoją nazwę zawdzięcza kolorowi i ogromnemu zanieczyszczeniu…. Bangladesz to kraj ogromnych rzek mających swoje źródła w Himalahacg, przy których Wisła wygląda jak strumyk.

DSCF4274

piekarnia…

 

DSCF4273

Najlepsi zawodnicy krykieta – jak Lewandowscy w Polsce reklamują wszystko co możliwe

Zawsze wiadomo kiedy zbliżamy się do rzeki – po prostu czuć jej okropny zapach, jest pora sucha, więc jeszcze się on nasila. Przez Dhakę przepływa Buriganga – jak na standardy Bangladeszu mała rzeka.

– ale tu śmierdzi – mówi Mike

– weź popatrz na tą rzekę… aż mi się nie dobrze robi – odpowiadam

– jeśli łódka się przewróci to chyba będzie ten moment w moim życiu, gdy nauczę się latać…

 

DSCF4275 DSCF4278

 

DSCF4279

DSCF4296

DSCF4294

Jeden z czterech pływających po rzekach Bangladeszu parowców wyprodukowanych w końcu lat 20 ubiegłego wieku – jedna z największch atrakcji turystycznych kraju.

DSCF4290

DSCF4291 wszechobecny krykiet

 

DSCF4297 DSCF4303

DSCF4306 DSCF4316

Po ponad godzinie docieramy do miejsca gdzie ze złomu po rozbiórce innych statków i przy użyciu dość prostych urządzeń budowane są statki. Nie ma żadnych zabezpieczeń, a plac budowy to każdy wolny brzeg rzeki. Możemy nawet wejść do środka, właściciel oddelegowuje jednego pracownika do oprowadzenia nas po konstrukcji ! Na koniec robi z nami selfie, ściska dłoń i życzy udanej podróży po jego kraju.

DSCF4317

cena statku to około 200.000 USD

DSCF4321 DSCF4327

Po drodze do kolejnego punktu naszej ,,wycieczki” trafiamy na miejsce, gdzie na drobne rozbijane są cegły, ale nie udało mi się ustalić w jakim celu…DSCF4334DSCF4336

Następnie trafiamy do… ogromnej przechowalni ziemniaków… Znowu jeden z pracowników oddelegowany jest do oprowadzania nas po krętych korytarzach. Największy plus miejsca to temperatura – 5 stopni Celsjusza – ogromna ulga po ciągłym przebywaniu w +35.DSCF4340

DSCF4343Wracamy podobną drogą, znowu trzeba przekroczyć rzekę. Rozdzielamy się, chłopaki wracają do swoich mieszkań, ja natomiast postanawiam zrobić jeszcze krótki spacer po centrum miasta.DSCF4346 DSCF4347

Bez większego planu kręcę się ulicami Dhaki, przedzierając się pomiędzy straganami z jedzeniem i handlarzami ubrań, Mijają mnie tysiące rikszy, słychać ciągły hałas klaksonów, a co chwila podchodzi ktoś, aby przywitać mnie w swoim kraju albo powiedzieć ,,hello”

DSCF4348 DSCF4349 DSCF4382 DSCF4388 DSCF4389

DSCF4375

Aby chronić się przed upałem wchodzę do kilku z niekończących się centr handlowych z ubraniami. Bangladesz to jeden z największych producentów odzieży na świecie, jeśli w tym momencie sprawdzicie metkę swojej koszulki to będzie duża szansa, że jest własnie z kraju nad Zatoką Bengalską.

W wielu sklepach odzież wytwarzana jest na miejscu. Spotkać można wszystkie możliwe marki dostępne w Europie, co ciekawe wraz z cenami już podanymi w funtach czy dolarach. Oczywiście tutaj płaci się w lokalnej walucie, a cena jest bardzo niska. Przechodząc pomiędzy sklepami biały człowiek wzbudza jeszcze większe zainteresowanie często znudzonych sprzedawców, którzy ciągle zagadują, uśmiechają się i o dziwo nikt nie chce niczego na siłę sprzedać, mało który w ogóle do tego namawia.

DSCF4351 DSCF4350 DSCF4353

DSCF4360 DSCF4363

Kierując się już w stronę domu Newaza  trafiam do parku, gdzie mężczyźni ćwiczą  najpopularniejszą w tym regionie świata grę – krykieta. Fascynacja tym sportem jest ogromna, każdy młody chłopak marzy, aby zostać znanym zawodnikiem i reprezentować swój kraj.

DSCF4366 DSCF4367Zaraz obok moją uwagą zwracają mężczyźni, którzy zajmują się… czyszczeniem uszu. Nie potrafiłem się przełamać i skorzystać xD

Bangladesz jest także genialnym miejscem dla osób, które lubią fotografować ludzi. Nie ma osoby, która odmówiłaby stanąć przed aparatem, a zazwyczaj nawet nie trzeba pytać, ponieważ co kilka minut ktoś pochodzi z prośbą, aby znaleźć się na zdjęciu. Czasami jest to aż męczące tak samo jak ciągłe odpowiadanie na ,,hello” i ,,how are you”. Niekiedy nawet bardziej denerwujące niż ciągłe namawianie do kupna czegoś np. w Indiach czy jakimś kraju arabskim, bo wynikające z czystej sympatii i serdeczności ludzi, dla których nie można być niemiłym i ich ignorować jak w przypadku nachalnych sprzedawców. Ciężki przypadek dla każdego obcokrajowca w Bangladeszu.

DSCF4369

Mężczyzna wraz ze sprzętem do czyszczenia uszu… – kolejny uliczny zawód w Bangladeszu

 

DSCF4368

Pod samym domem, już dawno po zachodzie słońca, przez kilkaset metrów zaczyna gonić mnie mała dziewczynka, a zaraz obok niej mały, ledwo chodzący chłopak prosząc o jedzenie. Do biedy i żebractwa trzeba przywyknąć i dla mnie jest to najcięższe podczas pobytu w tym kraju, dość często kupuję jedzenie i rozdaję tak jak robi to mnóstwo miejscowych. Dzieciaki jednak zapamiętam na długo. Cały czas się do mnie przytulały i ciągle pokazywały, że są głodne. Obok nie ma żadnego sklepu, więc musimy przejść spory kawałek, aby cokolwiek kupić. Dochodzimy do punktu z kilkoma budkami, serwującymi różne kanapki. Miejsce jest dla bogatszych ludzi, obok stoi ochrona i nie wpuszcza biednych i żebraków do środka. Wchodzimy do środka, ochroniarze chcą od razu wyrzucić dzieciaki, ale udaje mi się ich przekonać, że są ze mną. Na ścianie budki znajduje się ponad 20 zdjęć różnych kanapek. Dziewczynka wybiera… jedyną w kształcie serca – ,, love sandwich”. Po otrzymaniu zamówienia na jej buzi pojawia się taka radość jakiej jeszcze chyba w życiu nie widziałem. Byłem w wielu krajach, biednych i bogatych, ale tą sytuację zapamiętam do końca życia… łza się w oku zakręciła.

Po powrocie do domu Naweza czekała już kolacja, na którą przyszło jeszcze kilku innych znajomych chłopaka.

DSCF4392

DSCF4675

20.04.16.

Mike opuszcza dzisiaj Dhakę, wraz z Zanebem i jego kierowcą jadę na lotnisko, aby… jeszcze raz przejechać się pociągiem, ale tym razem na jego dachu. Ponownie przechodzę tą samą trasę lotnisko – stacja.  Pociągi nie są tak zatłoczone jak 2 dni wcześniej i tylko kilka osób podróżuje na dachu. Najłatwiej wchodzi się po lokomotywie, jak stwierdził to Newaz – jak po schodach. Chłopak prowadzi galerię z przejażdżek różnymi środkami transportu dostępnego w Bangladeszu ze swoimi gośćmi z całego świata xD

Wdrapuję się na dach, przysiada się do mnie kilka osób i zaczynamy podróż. Składy są dużo szersze niż te w Polsce, więc i na dachu jest dużo miejsca. Do tego są barierki, o które można zaprzeć się nogami, a sam pociąg raczej nie jedzie zbyt szybko, więc podróż jest bardzo przyjemna i jak dziwnie to nie zabrzmi naprawdę bezpieczna. Mijamy ciągle zmieniający się obraz Dhaki – ekskluzywne pola golfowe, zakorkowane skrzyżowania, bazary, slumsy, by na koniec dotrzeć na dworzec niedaleko starej części Dhaki.DSCF4418 DSCF4422 DSCF4428 DSCF4432 DSCF4433 DSCF4443

Dalej kieruję się w stronę ,,Czarnej rzeki”, najbardziej tłocznej części miasta, centrum handlu. Natrafiam na ludzi śpiewających Hare Kriszna.

DSCF4484 DSCF4485 DSCF4488

Wchodzę w bardzo wąską uliczkę, która okazuje się być częścią slumsu. Ktoś na samym jej początku rzuca szybkie ,,don’t go”, ale to ignoruję i po 15 sekundach mam przy sobie kilka osób ciągnących mnie za rękę i powtarzających ,,give money, give money”. Na szczęście szybko udaje mi się ewakuować i wybrać inną drogę przez tory kolejowe, gdzie już nikt mnie nie zaczepia.

DSCF4493

W większości krajów nad brzegiem głównej rzeki w mieście zazwyczaj znajduje się ładna promenada, restauracja itp, ale nie w Bangladeszu, gdzie jest to miejsce targowe, przeładunkowe i śmietnik…

Zaraz obok znajduje się najstarsza część miasta, z wąskimi uliczkami, gdzie w korku stoi wszystko, ludzie z samochodami, osły z rikszami, nie ma możliwości poruszenia się, przy czym jest to ogromny labirynt, w którym można utknąć na długi czas.

DSCF4516DSCF4540 DSCF4565DSCF4544 DSCF4545 DSCF4549DSCF4555 DSCF4558 DSCF4575 DSCF4594DSCF4573DSCF4583

DSCF4515 DSCF4513 DSCF4511

Na deser w ramach relaksu zostawiłem sobie najbardziej znany punkt turystyczny w stolicy –  Fort Lalbagh – niedokończona warownia z XVII wieku z ładnymi, zadbanymi ogrodami. Wstęp dla obcokrajowców to 200 taka (12zł). Opłatę, tylko że mniejszą muszą uiścić też miejscowi, dlatego nie ma tłoku i ze względnym spokojem pozostaje tylko odpowiadanie na ,,hello, how are you”, można odpocząć od szaleństwa Dhahi.DSCF4600

 

DSCF4612

DSCF4615

Po południu umawiam się z Newazem na zwiedzanie Dhaki z dachu autobusu. Tak wracamy do jego domu, a następnego dnia pociągiem wyjeżdzam do drugiego największego miasta Bangladeszu – Chittagong i ogromnego ,,cmentarzyska” statków….

DSCF4629 DSCF4635 DSCF4637 DSCF4663

Pobyt w Dhace był dla mnie niesamowicie intensywny i pełny wrażeń, innych niż zazwyczaj podczas zwiedzania wielkich miast. Nie ma tam klasycznych turystycznych atrakcji. Najciekawsze jest po prostu spróbowanie odnalezienia się  realiach jakie tam panują, przetrwanie w mieście i obserwowanie życia mieszkańców. Dhaka to także wielkie bieda, od której nie da się tutaj uciec, żebracy na każdym rogu, zdeformowani ludzie, śmierdzące studzienki kanalizacyjne, bałagan i stosy śmieci. W tych warunkach zadziwia bardzo pozytywne nastawienie ludzi, którzy jak chyba w żadnym innym kraju bardzo chcą poznać obcokrajowca i ciągle zagadują, podchodzą, proszą o zdjęcie, zawsze z wielkim uśmiechem na twarzy nie oczekując niczego w zamian.

Wizytę w Dhace zapamiętam na bardzo długo także ze względu na kontrast z jakim się zmierzyłem. Wszechobecna bieda i bardzo bogata rodzina mojego hosta z ponad 20 osobową obsługą. Na śniadanie miałem pełny stół lokalnych smakołyków, by po 10 minutach spotykać ludzi, którzy pewnie nie jedli kilka dni… Niesamowite, ale też ciężkie doświadczenie.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *