Morze Martwe i Amman

01.11.15

Opuszczam hostel i kieruję się w stronę Morza Martwego, wyjeżdżam poza miasto na pick upie, a później zatrzymuję dwóch chłopaków, którzy zabierają mnie aż do Kerak (wracamy do głównej drogi, aby nie jechać przez góry). W Kerak odwiedzam ruiny wielkiego niegdyś zamku, ale w nie najlepiej zachowanym stanie. Na powierzchni nie ma praktycznie nic do zobaczenia, ale podziemia są interesujące. Warto się zatrzymać na chwilę, szczególnie dla widoku na Morze Martwe  z wysokości 1000 metrów nad poziomem morza.

DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA Jpeg DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA Jpeg

Z Kerak droga prowadzi w dół prosto do wybrzeża Morza Martwego. Pierwszy raz zabiera mnie małżeństwo.

DCIM101MEDIA

Dojeżdzam z nimi do nabrzeża jeziora i łapie kolejny transport. Widoki są po prostu nieziemskie. Po jednej stronie tafla Morza Martwego – nie mogę się doczekać kiedy w końcu do niego wejdę, a po drugiej ciągnące się góry doliny jordańskiej. Wysiadam przy pierwszej plaży, niestety jest dla turystów, a więc płatna – 12 JD (ponad 60 zł), co oznacza, że minąłem miejsce dla lokalnych mieszkańców.

DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA

Cofam się 12 km i dokładnie przy znaku 60 km do Ammanu, schodzę w dół, aby zanurzyć się w najbardziej zasolonym zbiorniku wodnym na świecie, w klejącej wodzie która od razu wypycha moje ciało ku górze i utrzymuje je na wodzie bez wykonywania żadnych ruchów. Świetne uczucie – czuję się jak dziecko, które właśnie dostało swoją ulubioną zabawkę. Smaruję się, ponoć bardzo ,,leczniczym” błotem, i ponownie wchodzę do wody (później dowiaduję się, że po nasmarowaniu należy zaczekać około pół godziny, aż cała masa wyschnie, tylko wtedy przynosi efekty – oczywiście nie zrobiłem tego – frycowe podczas pierwszej w życiu wizyty w SPA :D).

DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA

W Morzu Martwym należy pływać tylko na plecach, bo inaczej można… utonąć! Każdego roku w taki sposób ginie kilka osób! Gdy położymy się na brzuchu nogi wypychane są ku górze, a twarz ciągnie w dół – dość dziwne uczucie.

Nie warto także zanurzać twarzy w wodzie – mocno szczypie w oczy i usta, ale jeszcze gorsze są obtarcia na skórze albo… świeżo wydepilowane ciało czy ogolona twarz.  Nie powinno się również przebywać w wodzie dłużej niż 15 minut jednorazowo, szczególnie za pierwszym razem, zanim nasze ciało nie przyzwyczai się do całej tablicy Mendelejewa zawartej w Morzu Martwym.

Brzeg jeziora jest też dość mocno zaśmiecony, nie ma w sumie żadnej plaży, od razu wchodzi się do wody ze zbocza prowadzącego ku drodze. Największym plusem tego miejsca są małe źródełka wypływające z gór, w których  słodkiej wodzie można się obmyć z kleistej mazi z Morza Martwego.

Chwilę po zachodzie słońca wracam na drogę, najpierw busem podjeżdżam 40 km, a ostatnie 20, już w nocy, ciężarówką.

Jpeg

Trafiam na przezabawnego kierowcę, który przez 20-30 minut ciągle zadaje pytania, ale tylko po arabsku i dziwi się, że nic nie odpowiadam. Nie wiem co mam robić, bo nie dociera do niego, że ja przecież nic nie rozumiem! Postanawiam zainteresować go czymś innym i wyjmuję kamerę, włącza mu się tryb gwiazdy i zaczyna śpiewać xd Zresztą sami możecie zobaczyć na filmiku:D 20 km pokonujmy w ślimaczym tempie, w około godzinę, droga wiedzie pod górę, a ciężarówką załadowana jest po brzegi towarem.

Wysiadam po drugiej części miasta niż bym sobie życzył i na chybił trafił wybieram  pierwszy nadjeżdżający autobus, który na szczęście zabiera mnie do centrum Ammanu. Kilometr spaceru i jestem w  umówionym miejscu, gdzie mam się spotkać z dwójką couchsurferów. Idziemy do bardzo popularnej restauracji Hashem, gdzie za 2 JD (11 zł) można najeść się do oporu falafeli i humusu.

Jpeg

Tym razem słucham wersji jordańskiej konfliktu Palestyny i Izraela, chłopaki dużo opowiadają o Islamie, o życiu w Ammanie – sytuacji ze zbyt wieloma inżynierami, dla których nie ma wystarczającej liczby miejsc pracy, a na koniec uczą mnie… jak przeklinać po arabsku xD

W Ammanie nie wszystkie kobiety chodzą w chustach, nie widzę też nikogo w burce.  Pytam się chłopaków, które im się bardziej podobają i czy ich dziewczyna powinna się zakrywać, czy raczej jest to im obojętne. Dostaje dwie różne odpowiedzi. Mohanad stwierdza, że decyzja należy do dziewczyny i on w to nie ingeruje, a Ayman, że powinna się zakrywać, bo odkrywanie/ odkręcanie ubrań jest takie ciekawe i sprawia wiele radości, a na koniec masz niespodziankę hhahha:D

12205052_866058163508608_412515246_n

 

02.11.15

Nocuję w hostelu Cliff, wstaję później niż zazwyczaj, robię pranie, wychodzę na śniadanie i okoliczne bazary. Następnie spotykam się z Hebą pół Egipcjanką, pół Kuwejtką, która organizuje obiad dla swoich znajomych i mnie. Ponad godzinę spędzamy na bazarze robiąc tak ogromne zakupy, że pod koniec już nie mam sił wszystkiego nosić.

DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA Jpeg

DCIM101MEDIA

12197381_512314242275593_1859105274_o

Jedziemy do mieszkania, Heba gotuje, a ja zadaję milion pytań o wszystkim i o niczym. Przed 17 schodzą się znajomi. Tematy to znowu Islam, a także… permakultura, jako że dwóch Europejczyków właśnie uczy się o tej gałęzi projektowania ekologicznego . Ogólnie bardzo udane spotkanie z wieloma ciekawymi i różnymi ludźmi. Po 20 czas się pożegnać. Wracam do hostelu racząc się po raz kolejny genialnym sokiem z granatów.

03.11.15

O poranku krótki spacer na śniadanie i do ruin teatru rzymskiego, najbardziej znanego zabytku w stolicy Jordanii, w której nie ma raczej zbyt wiele do zobaczenia, poza bazarami i charakterystyczną zabudową na położonym na wzgórzach mieście, które ogólnie mi się bardzo podobało. Następnie trochę dłuższa wędrówka przez całe centrum miasta w stronę wylotówki na północno-zachodnią część Ammanu. Autobus do Shwaileh i autostop w stronę granicy z Izraelem.

DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA DCIM101MEDIA Jpeg

Po 2 pierwszych samochodach zatrzymuje się … traktor! W pierwszej chwili odmawiam, ale kierowca-rolnik parkuje maszynę na poboczu i postanawia zatrzymać dla mnie samochód. Po kilku minutach, gdy próbuję się go delikatnie pozbyć, bo jego próba pomocy przynosi raczej odwrotny skutek, mężczyzna proponuje, że podwiezie mnie 2 km do skrzyżowania. Zgadzam się i po chwili „mkniemy” do przodu, a ja podziwiam okolicę z błotnika ciągnika! W pewnym momencie mężczyzna redukuje bieg i na pełnym gazie wyprzeda koparkę spektakularnym manewrem xD

DCIM101MEDIA

DCIM101MEDIA

 

DCIM101MEDIA

Dalej idzie gładko i chwilę przed 14 jestem na północnej granicy Jordanii z Izraelem. Dochodzę do ostatniego odcinka, a tam sytuacja jak przy wjeździe do kraju, na piechotę nie można, proszę wziąć taksówkę. Oczywiście nie wyrażam na to zgody protestując, że taksówek nie używam. Próbuję złapać stopa, ale nieliczne samochody mnie ignorują. Na maps.me zauważam, że jest jeszcze druga droga, którą można dojść do granicy, mniejsza, lokalna, więc udaję się na spacer. Przechodzę przez małą wioskę i dochodzę do bramy. Otwiera mi żołnierz i pokazuje, że tędy przejścia nie ma i muszę wrócić na główną drogę. Mężczyzna nawet prosi miejscowych, aby mnie podwieźli, ale dziękuję i zaczynam spacerować z powrotem.

Jeszcze przed tym zacząłem się zastanawiać czy nie lepiej może pojechać z powrotem do Aqaby (samolot powrotny mam z pobliskiego Eilat, na północy Izraela zapowiadana jest niezbyt dobra pogoda) zamiast błąkać się po Izraelu. Moje rozmyślania po kilku minutach przerywa podjeżdżający do mnie samochód z trójką policjantów i zaprasza do środka. Wjeżdżamy przez wcześniej zamkniętą bramę i prowadzą mnie na przesłuchanie.

W pokoju oprócz mnie 8 pograniczników/policjantów, tylko jeden z nich mówi po angielsku, atmosfera raczej biwakowa. Pytają się jak się mam, słyszę ,,welcome to Jordan”, proponują kawę, herbatę i ciastka. Później zaczynają pytać dlaczego chodziłem po wiosce i odmówiłem wzięcia taksówki na granicę. Pytają czy jestem szpiegem Izraela i co tam wcześniej robiłem…

Opowiadam swoją historię, że nie korzystam z taksówek, a i że w sumie to chyba rozmyśliłem się z wjazdu do Izraela i pojadę do Aqaby xD

Siedzimy tak ze 20 minut, przeszukują mi plecak, wszyscy z uśmiechami na twarzy, ja z groteskowości tej sytuacji, a oni bo nie wiedzą co mają ze mną robić. Wykonują jakieś telefony ,, do Ammanu”. Później idę do następnego biura, tam już tylko jeden mężczyzna, któremu muszę wszystko opowiadać od nowa, aby mógł to zanotować i przygotować raport. Po tym udajemy się do kolejnego biura, tym razem menadżera całego terminala. Mężczyźnie bardzo spodobał się mój paszport i czytał na głos imiona rodziców, miejscowość wydania itp, a ja miałem go poprawiać czy dobrze je wymawia 😀 Ogólnie mega beka. Mężczyzna z pokoju numer 2 znowu dopisał parę zdań i dodał, że teraz będzie dzwonił do Ammanu i pewnie zaraz mnie puszczą, ale nie rozumie jednego – dlaczego jednak jadę do Aqaby skoro już jestem na granicy. Jako moje nazwisko użył drugiego imienia. W tym czasie  sam nadal się zastanawiam i mówię, że w sumie to nie wiem gdzie chcę jechać, dodaję, że może on za mnie zdecydować. Mężczyzna mówi, że lepiej brzmi jeśli wyjadę do Izraela, więc tak się ugadujemy xD Jordańczyk jest zadowolony, bo oszczędza mu to trochę roboty…

Po zwiedzeniu wszystkich możliwych pokoi dostaję swojego opiekuna, młodego chłopaka, który prowadzi mnie do odprawy paszportowej, pokazuje, gdzie uiścić opłatę wyjazdową (10 dinarów). W tym momencie żartuję, że jednak nigdzie nie jadę i zostaję w Jordanii xD

Jpeg Jpeg

Następnie czekamy razem na autobus, który przewozi ludzi na drugą stronę granicy (1.6D), wsiadamy razem do autobusu. Pierwsze miejsca są już zajęte, ale chłopak każe ustąpić fotele dla mnie i przegania pasażerów na tył pojazdu. W momencie gdy autobus zaczyna odjeżdzać chłopak oddaje mi paszport i machając ręka mówi bye bye xD

Jpeg Jpeg

Turystów nie ma zbyt wielu, wszyscy przechodzą kontrolę w czasie poniżej 2-3 minut, jako jedyny jestem proszony na bok, a więc powtórka z lotnika w Tel Avivie. Gdy już myślę, że wszystko pójdzie szybko, pani z okienka prosi abym usiadł, bo to trochę potrwa. Po godzinie przychodzi kolejna dziewczyna, zadaje kolejne pytania, głównie o Iran. Mija druga godzina, na terminalu pustki, 10 pracowników siedzi na środku w kółku i plotkuje. Po 2,5 godzinach ktoś podchodzi i pyta czy będę potrzebował taksówkę… 3,5h –  przychodzi mężczyzna i wypytuje skąd pochodzę, imiona rodziców, dziadków… 4 godzina wraca dziewczyna numer 2, kilka pytań i dodaje, że zaraz powinien być koniec. 4,15- mężczyzna przychodzi z paszportem, rzuca krótkie: welcome to Israel i bye bye.

Jest 21, łącznie prawie 7 godzin spędzone na dwóch terminalach, zamykają przejście graniczne, tak pewnie jeszcze by mnie trzymali. Jakimś cudem łapię błyskawicznie 2 stopy do kibbutza Afikim, gdzie mam nocleg. Z moim hostem rozmawiam tylko chwilę – musi wcześnie wstać na wycieczkę organizowaną przez Uniwersytet. Tak mija cały dzień pełen wrażeń, a zarazem nudy w trakcie oczekiwania na decyzję, co ze mną zrobią. Chyba nauczyłem się, że nie warto się wygłupiać i tak kombinować xD

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *