Rangun, czeski mnich i powrót na Tajwan

07.05.15

Pobudka o 7 i autostop z autostrady do Naypyidaw. Powtarzaliśmy, że chcemy do city center, a zostaliśmy zawiezieni do ,,junction center” – centrum handlowego 5 km obok miasta. Sklepy jeszcze były zamknięte, ale w jednej z budek przed głównym wejściem zjedliśmy śniadanie i umyliśmy się – brak bieżącej wody, a więc pani ekspedientka miską polewała wodę na ręce.

IMG_6490

Naypyidaw jest dość specyficznym miejscem. Zostało zbudowane w całkowitej tajemnicy na początku XXI wieku, aby przenieść stolicę z Rangun.  Po 3 letnich pracach, do których zatrudniono 25 firm, 6 listopada 2005 roku zaczęto przeprowadzać wszystkie ministerstwa z Rangonu do Naypyidaw. Obecnie zamieszkuje je ponad 900.000 ludzi. Pod miastem prawdopodobnie zbudowana jest we współpracy z Koreą Północą ogromna sieć tuneli, która ma pomóc w obronie w razie ataku przez inne kraje. Ogólnie warto poczytać o nowej stolicy, można znaleźć wiele artykułów na ten temat w internecie.

Do miasta wjechaliśmy 8-pasmową drogą, na której jest więcej ludzi, którzy ją zamiatają niż przejeżdżających nią samochodów. W mieście znajdują się wszystkie ministerstwa, które zajmują jego znaczną powierzchnię. Wszyscy pracownicy w 2005 roku zostali poinformowani o przeprowadzce z Rangunu 2 miesiące wcześniej i nie mogli zabrać ze sobą swoich rodzin! Nie wiem jak to wygląda obecnie. W mieście wybudowanych jest mnóstwo nowych budynków, ekskluzywnych hoteli, wielkie ronda, szerokie puste drogi i masa przestrzeni oddzielająca wszystkie budynki.Poruszanie się po nim bez samochodu jest naprawdę ciężkie i trzeba pokonywać duże dystanse, aby dotrzeć do następnego budynku. Poruszaliśmy się po mieście zatrzymując samochody nawet w samym jego centrum. Spędziliśmy tam ponad 2 godziny, kręcąc się w sumie bez celu. Nie udało nam się niestety dotrzeć do budynku parlamentu – było za daleko. W każdym razie Naypyidaw jest naprawdę dziwnym miejscem i warto na chwilę się zatrzymać, aby je zobaczyć.

IMG_6486

droga wjazdowa do Naypyidaw

IMG_6497

rondo…

IMG_6496

przystanek autobusowy z reklamą piwa Myanmar

IMG_6493

autostop w mieście

autostop w mieście

Około 11 wróciliśmy na autostradę. Po chwili mieliśmy transport na 250 km siedząc na tyle dużego pick-up’a i obserwując niekończące się pustkowia Birmy.  100 km przed Rangunem zmieniliśmy samochód. Trafiliśmy na kierowcę dobrze mówiącego po angielsku. Odpowiedział nam na kilka nurtujących nas pytań – o co chodzi z wrzucaniem pieniędzy do srebrnych misek trzymanych przez ludzi stojących często przy drodze – tak mieszkańcy zbierają datki na różnego rodzaju festiwale religijne.

Natomiast niektórych opłat mężczyzna nie potrafił wyjaśnić i nie wiedział do kogo te pieniądze trafiają, ale dodał, że ich płacenie nie jest obowiązkowe. Jeszcze inne trafiają za to do rządu i są jak najbardziej obowiązkowe. Stwierdził także, że rząd i wojsko ogólnie wykonują dobrą pracę na rzecz kraju i uważa, że zmierzają w dobrym kierunku, a walki na północy Birmy to głównie sprawa narkotyków i przemytu ludzi. Wg niego rząd chce także ,,uwolnić” wszystkie regiony, aby można było do nich dotrzeć bez żadnych specjalnych pozwoleń i  aby było tam bezpiecznie.

Wjeżdżając do Rangunu – dużego ponad 5-milionowego miasta od razu widać ogromną różnicę przede wszystkim w ruchu ulicznym – po raz pierwszy widzimy korki na drodze. 99% samochodów, tak jak i w całym kraju,  posiada kierownicę po prawej stronie, dlatego że głównie importowane są z Japonii lub Tajlandii.

IMG_6513

Korki na drogach spowodowane są głównie przez głupi zakaz – w Rangun nie można korzystać z motorów i skuterów! Wprowadzono go ponad 5 lat temu, gdy pewien młody chłopak wygłupiał się właśnie na motorze i obrażał jakiegoś ważnego generała, którego bardzo to rozzłościło i stwierdził, że od tej pory nie będzie w mieście żadnych tego typu pojazdów. Gdy taka osoba zostaje zatrzymana może stracić swój motor bezpowrotnie.

Z samochodu wysiedliśmy przy stacji kolejowej. Rangun ciągnie się przez ponad 20 km w głąb delty rzeki o tej samej nazwie, a nasz zarezerwowany w promocji hotel na 3 noce za całe 5 USD znajdował się w centrum miasta, więc prawie godzinę zajęło dotarcie tam. Za 200 kyatów przejechaliśmy kilka stacji, a resztę trasy pokonaliśmy na piechotę. Po zameldowaniu się wzięliśmy upragniony prysznic i po krótkim zapoznaniu się z miastem zmęczeni usnęliśmy.

IMG_6514 IMG_6516 IMG_6544IMG_6542IMG_6587IMG_6525

08.05.15

Na pierwszy ogień poszły parki wokół jeziorka niedaleko pagody Swedagon.  Miejsce podobało nam się dużo bardziej niż Ubein – bridge Mandalay. Mało ludzi, długi stary most, wszędzie piękna zieleń, czysto, widok na pagodę.

IMG_6560 IMG_6568 IMG_6571 IMG_6572 IMG_6578

Kolejnym miejscem była Swedagon pagoda, która ponoć jest najpiękniejsza na świecie – tego nie wiem, ale na pewno najpiękniejsza jaką w życiu widziałem, chociaż nie jestem wielkim fanem tego typu miejsc.

IMG_6604 IMG_6607 IMG_6609 IMG_6613

Z pagody udaliśmy się do następnego parku – People’s park. Było tam wielu młodych ludzi siedzących pod drzewami lub parasolkami, przytulających się i całujących. Ponadto sporo chodziliśmy zwykłymi ulicami, na których zazwyczaj było mnóstwo stolików z jedzeniem i bardzo małymi, niewygodnymi krzesełkami.

IMG_6620 IMG_6625 IMG_6626 IMG_6632 IMG_6639 IMG_6642 IMG_6646 IMG_6659

W Rangun większość budynków jest dość stara i zniszczona, a nieliczne nowe bardzo kontrastują z całością. Widać też liczne hinduskie wpływy – szczególnie  świątynie.

IMG_6662 IMG_6666 IMG_6667 IMG_6668 IMG_6670

 

Po południu wsiedliśmy do pociągu, który jeździ wokół miasta, aby wyjechać na jego obrzeża, a w sumie to nawet do wioski poza miastem. Pociąg jechał bardzo wolno mijając liczne stragany i często dosłownie przejeżdżając przez budynki, w których mieszkają ludzie. Ciekawa przejażdżka – jedna z dobrych opcji zwiedzania Rangunu.

IMG_6674 IMG_6675 IMG_6677 IMG_6687 IMG_6690 IMG_6697

IMG_6705

IMG_6709

autostop, aby znaleźć miejsce, w którym przebywa czeski mnich xD

 

Celem naszego wyjazdu było natomiast znalezienie czeskiego mnicha, który 7 lat temu opuścił swój kraj, aby medytować  i zgłębiać swoją wiedzę o buddyzmie. Od tego czasu nigdy nie wrócił do Czech, choćby na 1 dzień.

O mnichu powiedziała nam dziewczyna Milosa. Mieliśmy tylko adres miejsca, gdzie obecnie przebywa i jego imię, które przyjął w Azji. Nie wiedzieliśmy czy uda nam się choćby z nim porozmawiać, ale postanowiliśmy spróbować. Do centrum medytacyjnego dotarliśmy około 18. Poprosiliśmy o spotkanie z Usana – nie było z tym problemu. Czech wyszedł do nas i opowiedział trochę o swoim życiu i buddyzmie w Mjanmie.

Usana 7 lat temu temu trafił na Sri Lankę. Monastyr, do którego wstąpił znalazł… przez internet. Przyjął nowe imię i szybko nauczył się lokalnego języka.Tam spędził 4,5 roku, ale aby dalej się rozwijać musiał znaleźć nowych, jeszcze bardziej wykształconych nauczycieli, dlatego trafił do Birmy.

Wybrał mniej popularny rodzaj buddyzmu. Jego codzienne życie polega na studiowaniu i zapamiętaniu kilkudziesięciu tysięcy czy milionów zasad buddyzmu, a także … wyzbycie się 3 cech: chciwości, złości i ślepoty na ludzki los.  Jeżeli tego dokona to będzie jedynym takim mnichem, który nie jest Azjatą i to jest cel jego życia… Planuje, że zajmie mu to około 20 lat, a wtedy wróci do swojego kraju i otworzy pierwszy tego typu monastyr w Europie.

Dowiedzieliśmy się także o życiu innych mnichów.

Nie każdy mnich jest sobie równy. Wszystko zależy od stopnia przestrzegania zasad. Większość z nich uznaje tylko kilka prowadząc dość podobny tryb życia do zwykłych ludzi tj. używają pieniędzy, których nie powinni mieć, ani przyjmować od nikogo, posiadają telefony, wielu z nich ma też ponoć dzieci! Sami nie raz widzieliśmy mnichów dających pieniądze członkom swojej rodziny.

Usana pragnie osiągnąć najwyższy poziom wtajemniczenia. Nie używa telefonu, pieniędzy, nie nosi butów, nawet nie można uścisnąć jego dłoni, ani go dotknąć.

Z czego żyje mnich?

Mnisi pełnią rolę mentorów (terapeutów dla ludzi). Ci biedniejsi i mniej szczęśliwi przychodzą do nich prosząc o porady i pomoc. Mnisi nauczają także innych rzeczy np. dharma (podstawowe prawa karmiczne),  czy np. języków obcych. Każdego dnia rano chodzą po ulicach zbierając jedzenie (głównie ryż).  Bogaci ludzie natomiast nie proszą o porady, ale aby zapewnić sobie dalszy dostatek budują nowe świątynie, dbają o obecne, budują miejsca, w których mnisi mieszkają.

Usana tylko czasami wychodzi na ulicę. Podchodzą do niego ludzie i zagadują. Zazwyczaj są bardzo zaskoczeni, że doskonale mówi po  birmańsku i podziwiają jego życie, to że jest już na bardzo wysokim poziomie – jednym z najwyższych w swoim ośrodku . Poznani ludzie często później decydują się wspomagać miejsce,  w którym on przebywa. Posiada także 2 osoby, które stale go sponsorują.

Obecnie przygotowuje się do życia w lesie, aby jeszcze pogłębić swoje umiejętności.

 

W trakcie rozmowy z nami prosił o przekazanie jego bratu, że jest niesamowicie szczęśliwy i jeśli jego brat chciałby go odwiedzić to go zaprasza. Gdy później Milosz przekazał tą wiadomość brat nie był w stanie wypowiedzieć słowa, ale też bardzo się ucieszył.

Kilka innych ciekawostek:

– Usana napisał słownik – angielsko – birmańsko – czeski – można go znaleźć w czeskich bibliotekach.

– na świecie jest 8 innych Czechów, którzy zajmują się tym samym rodzajem buddyzmu co Usana.

– przez 20 lat chce mieć wystarczająco dużo sponsorów, aby zbudować świątynie w Czechach.

– wg Usany mnisi są dla zwykłych Birmańczyków wzorem i wiodą najlepsze życie jakie można mieć…

IMG_6719

Usana i Milos

IMG_6718

 

Wieczorem odwiedziliśmy Chinatown (19 ulica). Nic ciekawego raczej tam nie było –  wielu obcokrajowców, głównie chyba expatów imprezujących ze względu na weekend. Wypiliśmy kilka drinków (były to urodziny Milosza i po północy byliśmy z powrotem w hotelu).

Rangun ogólnie pozytywnie mnie zaskoczył swoim zróżnicowaniem. Miasto widać, że jest biedne, ale ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni i jest bardzo bezpiecznie. Najbardziej podobały mi się liczne parki, bardzo zadbane, pełne zieleni. Trochę zbyt często czuć zapach Duriana– oczywiście nie zawsze był to ten niesławny owoc, ale tak sobie tłumaczyłem smród w wielu miejscach xD

IMG_6724 IMG_6726 IMG_6727 IMG_6732 IMG_6731

09.05.15

Pora opuszczać Birmę. Następnego dnia o godzinie 20 mieliśmy lot powrotny z oddalonego o 815 km Chiang Mai do Tajpei. Wstaliśmy wcześnie rano, aby zdążyć na pociąg o 6 rano, którym chcieliśmy dojechać za Bago (ok. 90 km) i stamtąd już łapać stopa. Oczywiście spóźniliśmy się i opuściliśmy Rangun o 7.15. Stamtąd bez większych problemów zatrzymywaliśmy kolejne samochody, jako że jest to jak na warunki birmańskie bardzo ruchliwa droga. Bez większych problemów dotarliśmy o godzinie 16 do Kawkreik, oddalonego 60 km od granicy z Tajlandią – tam, gdzie zaczyna się nowa trasa przez góry.

IMG_6742

Młoda para, która przywiozła nas do Kawkreik chciała nawet zawieźć nas prosto do granicy, ale nie chcąc robić im problemów odmówiliśmy ( na trasie jest zbyt wiele kontroli, więc za dużo kosztowałaby ich ta przejażdżka). Za to zostaliśmy na chwilę, aby napić się herbaty w towarzystwie rodziny chłopaka.

IMG_6747

Następnie wróciliśmy na główną drogę wskazaną przez maps.me. Niestety była to stara droga, którą można jechać tylko co drugi dzień, akurat tego dnia w przeciwnym kierunku niż nasz. Nie wiedzieliśmy, gdzie jest wjazd na nowy odcinek. Zatrzymaliśmy przejeżdżający samochód, aby zapytać jak możemy dostać się jeszcze dzisiaj na granicę. Birmanka powiedziała, że nowa trasa oddalona jest o kilka km (jeszcze nie ma jej na żadnych mapach) i że ona będzie jechała do Myawaddy następnego dnia rano. Zasugerowała, że może nas zabrać ze sobą, a dzisiaj poleciła nam zostać w hotelu i zaproponowała, abyśmy poszli z nią i jej koleżanką na organizowany co 5 lat zjazd absolwentów lokalnej szkoły. Bez chwili wątpliwości zgodziliśmy się. Kobieta zawiozła nas do hotelu, gdzie za całkiem sympatyczny pokój znów płaciliśmy tylko 6000 kyat. Sama pojechała do swojego domu i po godzinie wróciła, skąd już razem pojechaliśmy na imprezę.

Gdy tylko wysiedliśmy dostaliśmy od naszego kierowcy profesjonalny aparat, żeby porobić jej trochę zdjęć …

Spodziewaliśmy się małego spotkania np. jednej klasy, więc gdy zobaczyliśmy tłum ludzi w malutkiej miejscowości bardzo się zdziwiliśmy. Byli tam absolwenci szkoły w przeróżnym wieku, od tych bardzo starych po obecnych uczniów.

IMG_6752 IMG_6754

Nas przyjęto bardzo miło. Co chwilę ktoś podchodził się zapoznać, robił z nami zdjęcia itd. Gdy zaczęliśmy jeść podany ryż rękami, tak jak wszyscy zgromadzeni goście, ustawiło się chyba z 7 osób, aby uwiecznić to na swoim telefonie! W tym czasie co chwilę na scenę wchodził ktoś ze zgromadzonych ludzi i śpiewał, więc było bardzo głośno.

Na imprezie byliśmy tylko około 40 minut. Ku naszemu zdziwieniu kobieta powiedziała, że już nie ma ochoty siedzieć na tym spotkaniu i że będziemy je opuszczać. Udaliśmy się jeszcze na shake’i do małej restauracji, porozmawialiśmy kilkanaście minut i wróciliśmy do hotelu. Cała sytuacja była dziwna, szczególnie że Birmanka przyjechała specjalnie na to wydarzenie aż z Bangkoku, gdzie obecnie mieszka. Ogólnie była bardzo tajemnicza i ciężko było się o niej czegoś dowiedzieć, poza tym, że na pewno była bardzo bogata.

10.05.15

Ostatniego dnia nic ciekawego się już nie wydarzyło. O 7 rano przyjechała nasza znajoma i zawiozła nas prosto na granicę. Znowu minęliśmy kilka albo kilkanaście kontroli, na których kobieta płaciła drobne sumy pieniędzy albo rozdawała jedzenie i jakieś paczki… Wyglądało tak jakby niektóre osoby znała osobiście.

IMG_6771 IMG_6772 IMG_6774

Przekroczenie granicy również przebiegło bardzo sprawnie, tak samo jak trasa do Chiang Mai, gdzie byliśmy już o godzinie 15. Zdążyliśmy jeszcze zjeść obiad, wydać resztę pieniędzy na ulicznym markecie, następnie pojechaliśmy na lotnisko i z lekkim opóźnieniem wylecieliśmy do Tajpej.

IMG_6780

IMG_6792

Pomimo tego, że była już prawie 2 w nocy postanowiliśmy spróbować złapać stopa do Taichung, co mimo małego ruchu udało się. Zabrał nas kierowca autobusu z jakąś wycieczką i tak dobiegła końca 3 tygodniowa podróż po Birmie.

IMG_6796 IMG_6801

 

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *