Birma: Bagan, wiadukt Gokteik i pociąg do Hsipaw

01.05.15

Rano na 2 samochody dojechaliśmy do Nowego Bagan, największej atrakcji turystycznej kraju (30km). Uniknęliśmy opłaty wjazdowej 15 USD – wjeżdzaliśmy od strony Czauk, najmniej popularną wśród turystów drogą, dlatego też nie spotkaliśmy żadnych kontrolerów. W miasteczku było strasznie gorąco – około 40 stopni – w końcu to środek pory suchej. Początkowo chcieliśmy wypożyczyć zwykłe rowery, ale ze względu na upał zdecydowaliśmy się na e-bike (4000 kyat/dzień) i zaczęliśmy jeździć odwiedzając różne świątynie. Największe wrażenie cały kompleks pagód robi z góry, więc wchodziliśmy na jak najwyższe  pagody. Tak w sumie spędziliśmy prawie cały dzień.

IMG_5722

IMG_5766

wszechobecna sprzedaż pamiątek…

 

Przed wejściem należy zdjąć buty i skarpety , więc nagrzane mocno cegły strasznie parzyły w stopy, że czasami naprawdę ciężko było wytrzymać. Na zachód słońca udaliśmy się na najbardziej polecaną świątynię – Shwesandaw Temple. Liczba turystów była ogromna. Zachód Słońca tego dnia nas nie zachwycił. Następnym razem wybrałbym też inną świątynię.

IMG_5782

kolejka, aby zejść ze świątyni

IMG_5793 IMG_5792 IMG_5785

IMG_5798

Noclegi w okolicach Bagan są sporo droższe niż w innych miejscach, więc nawet nie szukaliśmy żadnego hotelu tylko rozbiliśmy namiot pomiędzy pagodami – nieskończone możliwości wyboru.

IMG_5805

02.05.16

Bagan słynie także z pięknych wschodów Słońca, w internecie można znaleźć wiele zdjęć, na których turyści z balonów podziwiają początek nowego dnia. Niestety, gdy obudziłem się o 5 rano stwierdziłem, że nie ma żadnych balonów, a niebo jest zachmurzone, więc poszedłem dalej spać.

Wstaliśmy po 8 rano, poszliśmy do Nyaung U i po śniadaniu zaczęliśmy łapać stopa. Tego dnia ani razu nie musieliśmy czekać dłużej niż 5-10 minut i łącznie 7 samochodami przejechaliśmy 180 prosto pod sławny Ubein – Bridge w Mandalay – całość 5 h.

Miejsce jakoś szczególnie  nas nie zachwyciło– bardzo tłoczno i przede wszystkim dużo śmieci, naciągaczy itp, aczkolwiek most fajny. Wieczorem na pewno wygląda dużo lepiej przy zachodzie słońca.

IMG_5827 IMG_5828 IMG_5842 IMG_5845

W jednej z restauracji zjedliśmy obiad, następnie przespacerowaliśmy mostem na drugi brzeg jeziora i złapaliśmy stopa na stację kolejową w centrum Mandalay – drugiego największego miasta w Birmie.

Mandalay mnie bardzo zaskoczyło – wiele centr handlowych, supermarkety, sporo nowych budynków, szerokie ulice, dużo ludzi ubranych w zachodnim stylu. Na drogach było tylko dość mało samochodów, co było największą różnicą  w porównaniu do innych krajów Azji. Nawet było wi fi w kilku miejscach 😛

IMG_5862 IMG_5878 IMG_5881 IMG_5898

IMG_5884 IMG_5888

czekolada importowana z Polski

czekolada importowana z Polski

W mieście musieliśmy zostać aż do 4 nad ranem – wtedy odjeżdża pociąg do Hsipaw – górskiej miejscowości, do której prowadzi jedna z najpiękniejszych tras kolejowych świata przebiegająca przez liczne góry, a główną atrakcją jest wiadukt Gokteik.

Jako, że nie mieliśmy żadnego konkretnego pomysłu co robić postanowiliśmy znaleźć jakiś klub albo pub (była sobota), ale po przejściu kilku rekomendowanych przez wikitravel ulic nie znaleźliśmy nic oprócz dwóch piwnych stacji, tak więc wybraliśmy… wizytę w kinie i oglądanie birmańskiej komedii. Nie rozumiałem nic z tego co mówią, ale było śmiesznie.

IMG_5903 IMG_5917

Po seansie wróciliśmy na dworzec , który był wypełniony śpiącymi ludźmi, większość z nich też prawdopodobnie oczekiwała porannych odjazdów. Na dworcu był jeden otwarty lokal. Obejrzeliśmy tam mecz ligi angielskiej i około 1 w nocy postanowiliśmy zrobić sobie drzemkę. Poszliśmy na górne piętro i szybko zasnęliśmy na ławkach – moja umiejętność spania w każdych warunkach mnie przeraża;d

IMG_5918 IMG_5921

03.05.15

Pobudka o 3 rano i do kas kupić bilety. Ku naszemu zaskoczeniu niewiele osób czekało w kolejce.  Otwarte były 2 okienka, ustawiliśmy się do tego co wszyscy Birmańczycy, ale po chwili zaproszono nas do drugiego. Mężczyzna podał nam ceny biletów klasy pierwszej i ekonomicznej. Oczywiście wybieramy tą drugą, po czym wróciliśmy  do pierwszej kolejki, skąd Birmańczyk z okienka odsyła nas z powrotem do kasy sprzedającej bilety na pierwszą klasę mówiąc, że nie ma już tych najtańszych, po czym kontynuuje swoją pracę sprzedając właśnie te bilety ludziom w kolejce.

Nie zgadzamy się i pokazujemy, że konieczne chcemy jechać w zwykłym przedziale. Kasjerzy rozmawiają ze sobą i zgadzają się z nami… Gdy przychodzi nasza kolej Birmańczyk podaje cenę – 2500 kyat, a chwilę wcześniej dowiedzieliśmy się, że prawidłowa cena to 1700 – różnica to 2 złote, ale nikt nie lubi być oszukiwany, szczególnie tylko dlatego, że jest obcokrajowcem. Nie zgadzamy się i nalegamy, że chcemy płacić 1700 jak wszyscy. Birmańczyk wypowiada pojedyncze słowa w stylu ,,tourist” itp i że mamy zapłacić 2500. Pokazujemy jeszcze raz 1700 i po chwili ciszy słyszymy ,,passports”. Niedowidzący kasjer przez 5 minut szuka w nich jakichś informacji i w końcu wypisuje nam bilety. Idziemy na peron 4. Wszyscy kierują nas do pierwszej klasy nawet nie sprawdzając naszych biletów – pokazujemy, że to nie nasz wagon i znajdujemy nasze miejsca wśród innych Birmańczyków w klasie ekonomicznej.

IMG_5924

kasa biletowa na dworcu

IMG_5926

nasz wagon

 

W wagonie jest nawet kilka wolnych miejsc, spodziewałem się raczej, że będziemy musieli stać większość trasy albo leżeć w najlepszym razie na podłodze. Okazało się, że jedziemy z całym zastępem żołnierzy, którzy podążali na trening do Lashlo, niedaleko granicy z Chinami. Cały pociąg wypełniony był różnymi towarami, od ziemniaków po zwierzęta, a także bronią, którą żołnierze trzymali po prostu na swoich bagażach xD

Trasa do Hsipaw to tylko 180 km, ale według rozkładu zajmuje aż 11 godzin! Pociąg trzęsie niesamowicie i buja się na boki, ciągle zwalniając i przyspieszając. Na każdej stacji zatrzymuje się na 20-30 minut. Ludzie wychodzą z wagonów, jedzą, robią zakupy u licznych sprzedawców.

Po 1,5 godziny jazdy wjeżdża się na jedną z gór. Pociąg ma 2 lokomotywy z przodu i z tyłu, które na zmianę wciągają pociąg po jej zboczu.
Po 4 godzinach dojeżdża się do Pyin OO Lwin, gdzie odczepiana jest jedna lokomotywa. My utknęliśmy tam na prawie 3 godziny ze względu na żołnierzy, którzy przepakowywali swój sprzęt. W sumie to nie wiadomo o co chodziło, bo nikt nie był nam w stanie tego wytłumaczyć.

IMG_5941

jedna ze stacji…

IMG_5951

tym spowodowane było opóźnienie pociągu

IMG_5958

żołnierz jadący na szkolenie

IMG_5963 IMG_5964 IMG_5965

Po kolejnych godzinach jazdy dotarliśmy do słynnego wiaduktu Gokteik – 248 metrów wysokości.  Udaje mi się zająć strategiczne miejsce – przy otwartych drzwiach do wagonu. Przed wjechaniem na Gokteik pociąg zatrzymał się jeszcze  kilkaset metrów wcześniej na stacji, ale tylko na 2-3 minuty. W tym czasie szybko wyskoczyłem z pociągu zapytać maszynisty  czy mogę na przejazd wiaduktem wejść do lokomotywy, ale niestety się nie zgodził, więc wróciłem na schody.

IMG_6004

chwilę przed wjazdem na wiadukt…

IMG_5991 IMG_6025IMG_6006 IMG_6040

Przez wiadukt pociąg jedzie baaardzo wolno, a wychylając się z wagonu widzimy tylko wielką przepaść. Genialne uczucie, ale trochę też niebezpieczne, więc w połowie wiaduktu, gdy stojący nade mną Holender zaczął sobie żartować czy umiem pływać w razie jak wypadnę, stwierdziłem, że wracam na swoje miejsce przy oknie.

Następnie trasa wiodła przez liczne skalne tunele. Trzeba było uważać na głowę, bo często skały lub drzewa dosłownie zaczepiały o wagon.

IMG_5973

W środku natomiast jest nadspodziewanie spokojnie, ludzie jedzą, śpią, mało kto rozmawia, kilka żołnierzy coś tam popija z małej butelki. Wszyscy są bardzo przyjaźnie do nas nastawieni. Jesteśmy oczywiście jedynymi obcokrajowcami w wagonie – reszta siedzi w pierwszej klasie. Częstują owocami, wodą, whiskey, próbują zagadywać po angielsku. Jeden z żołnierzy miał rozmówki angielsko– birmańskie, więc wyszukiwał jakichś zwrotów i próbował je wymówić, ale za bardzo mu to nie wychodziło. Jednym słowem świetna i niezapomniana, ale też bardzo długa i dość niewygodna przygoda, dla mnie nawet zakończona małym guzem na głowie – w pewnym momencie tak mocno pociąg zaczął się kołysać, że gdy spałem uderzyłem w ścianę głową xD

IMG_6048 IMG_6049 IMG_6037

IMG_6047

kilka kilometrów przed Hsipaw

 

 

O 17.30 (planowo  14.55) dotarliśmy do Hsipaw. Na obiad zjedliśmy najtańszy na całym wyjeździe posiłek – nudle za 200 kyat i udaliśmy się szukać hotelu. Wylądowaliśmy w Royal Rose, gdzie za bardzo przyzwoite warunki płaciliśmy tylko 6000 kyat za pokój, co bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Zmęczeni po podróży zjedliśmy tylko kolację i wcześnie poszliśmy spać.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *