Birma: Ngapali i wioski na wybrzeżu

25.04.15

Nocowanie w chacie było doskonałym pomysłem. Wyspani i pełni energii obudziliśmy się zaraz po 6 rano. W nocy nie było tak gorąco jak w Tajlandii. Dzień zaczęliśmy od kąpieli w zatoce, a później wyruszyliśmy w stronę Ngapali, najbardziej znanego kurortu w Birmie.

IMG_4838

wioska o poranku

IMG_4836

IMG_4847

Na drodze oczywiście pusto. Przeszliśmy 4 km, a w tym czasie nie przejechało nic! Dopiero po ponad godzinie zatrzymał się traktor – całe 2 km do przodu i dalej spacer. W pewnym momencie wybraliśmy nawet drogę na skróty przez mniejszą wioskę, pokonując następne 5 km podziwiając widoki z licznych mostów i rzek.

IMG_4868

IMG_4863 IMG_4859

ludzie w małej wiosce

ludzie w małej wiosce

IMG_4869

IMG_4952 IMG_4996 IMG_4960 IMG_5001

Jak to zawsze jest z autostopem, gdy już straciliśmy nadzieję, że coś w końcu się zatrzyma i było nam wszystko  jedno zabrali nas kierowcy ciężarówki. Do tego jechali aż do miejscowości oddalonej o 7 km od Ngapali, a więc prawie całą trasę, którą chcieliśmy przejechać! Wydawało się, że znowu nam się poszczęściło.

Pierwsze 25 kilometrów droga wiodła wzdłuż wybrzeża, gdzie widać było niekończące się kilometry pustych, piaszczystych plaża. Po drugiej stronie drogi natomiast ciągnęły się góry.

IMG_4880

Ciężarówka zatrzymała się w jednej z restauracji – zaraz przy plaży. Kierowcy poszli zjeść, a my prosto na plażę, ciesząc się z postoju. Po godzinie przyszedł jeden z Birmańczyków i pokazał, że jego kolega… poszedł spać. Spędziliśmy następną godziną spacerując po plaży, aż w końcu  gestami ,,zapytaliśmy” o której będziemy jechać dalej. Odpowiedź – 2 godziny. Nie chciało dam się dalej czekać, więc stwierdziliśmy, że spróbujemy złapać coś innego i wracamy na drogę.

IMG_4934

kierowca ciężarówki

IMG_4905

IMG_4929

IMG_4891

Po 7-8 kilometrach spaceru i obserwowania jak miejscowa ludność remontuje drogi zatrzymała się ciężarówka wioząca opony – bardzo ciekawa krótka przejażdżka.

IMG_4979

roboty drogowe…

IMG_4985 IMG_4949 IMG_4975

IMG_5004

Sam proces tworzenia dróg na wybrzeżu jest bardzo ciekawy. Drogi powstają głównie dzięki pracy miejscowych ludzi – zazwyczaj są to kobiety! Z okolicznych gór przywożone są głazy i kamienie, następnie rozdrabniane na mniejsze, układane na wcześniej przygotowanym podłożu i zalewane smołą z przywiezionych metalowych beczek. Na wjeździe do każdej wioski pobierane są opłaty za wjazd na teren wsi/miasteczka, które w dużej mierze idą właśnie na utrzymanie dróg. Tak więc podróżując po Birmie oprócz kosztu paliwa bardzo dużo trzeba wydać na opłaty, jako że za przejazd każdą drogą trzeba płacić.

Gdy od momentu opuszczenia plaży minęły już prawie 2 godziny, a my pokonaliśmy troszkę ponad 10 km na trasę wróciła ,,nasza” ciężarówka. Mieliśmy jechać już prosto do Thangwe – 76 km – zajęło to 5 godzin- pomimo tego, że gdy jechaliśmy to kierowca zasuwał tak szybko jak było możliwe, a hamował tak gwałtownie, że co chwila lecieliśmy w kierunku przedniej szyby. Podróż trwała tak długo, ponieważ kierowca co chwilę się zatrzymywał: odwiedził kilku znajomych i rodzinę, rozmawiał z innymi kierowcami spotkanymi na drodze, kupował jedzenie, betel. Raz nawet staliśmy w kilku samochodowym korku na jednym z mostów.

IMG_5019

kolejne drogi w remoncie

 

IMG_5009 IMG_5015 IMG_5014

15 kilometrów przed Thandwe Birmańczyk zaparkował ciężarówkę przy jednej z pagód i pokazał, abyśmy podążali z nim do środka. W środku znajdowało się wielu ludzi, a w pomieszczeniu leżały, za ochraniającą je szybą, ciała dwóch mnichów. W okół nich zebrał się spory tłum, który głównie zajmował się… robieniem zdjęć. Nie wiem nawet czy się modlili – ciężko było stwierdzić po ich zachowaniu. W każdym razie wszyscy ochoczo zachęcali nas do podejścia bliżej do szyby. Wskazywali jakieś różne miejsca na martwych ciałach mnichów, ale nie wiedzieliśmy o co im chodzi. Ciągle pokazywali też, abyśmy robili jak najwięcej zdjęć. Dodam też, że oczywiście, gdy pojawiliśmy się w pomieszczeniu to część aparatów zaczęła oczywiście robić nam zdjęcia.

IMG_5031 IMG_5040 IMG_5043

Po odwiedzeniu pagody wróciliśmy na trasę. Przejechaliśmy 2 kilometry i coś popsuło się w ciężarówce. Podnieśliśmy kabinę i nasz kierowca musiał naprawić usterkę. Udało się to po 30-minutach i ruszyliśmy w  stronę Thandwe, gdzie dotarliśmy, gdy było już ciemno.

Przed wjazdem do miasta na jednym z punktów kontrolnych po raz pierwszy ktoś się nami zainteresował. Musieliśmy pokazać nasze paszporty, kontroler sobie coś zanotował i pojechaliśmy dalej.

Ngapali znajdowało się już tylko 7 kilometrow. Czuliśmy, że znaleźliśmy się w całkiem innej części kraju, gdzie ludzie przyzwyczajeni są do obecności obcokrajowców. Dużo kierowców zatrzymywało się co chwila i oferowało nam transport do Ngapali oczekując sporej zapłaty. Gdy udało nam się w końcu opędzić od wszystkich taksówkarzu, wyjść poza miasto, zatrzymała się młoda para i zawieźli nas do Ngapali.

Noclegi w popularnym kurorcie są dość drogie, więc nawet nie pytaliśmy o cenę licznych, w większości dość ekskluzywnych hoteli tylko prosto udaliśmy się w stronę zatoki w poszukiwaniu dogodnej miejscówki do spania. Znaleźliśmy kawałek niezagospodarowanego terenu w połowie plaży i rozłożyliśmy namiot pomiędzy palmami. Nie chcieliśmy rozkładać namiotu na plaży, aby nie było nas widać. Spanie w namiocie jest nielegalne w Birmie, więc jeśli zobaczyłaby nas policja/imigracyjni musielibyśmy się przenieść do jakiegoś hotelu.

26.04.15

Pierwsze wrażenie z Ngapali – dużo bardziej rozwinięte miasteczko, dużo sklepów, nowa droga z dwoma pasami, widać także birmańskich turystów, kilku obcokrajowców. W niektórych restauracjach jest wi-fi. Znaleźć można kilka biur turystycznych. Przy plaży wybudowanych jest wiele domków wypoczynkowych i hoteli. Sama plaża jest w sumie średnia, długa, ale niektóre fragmenty są kamieniste. Na plaży praktycznie pusto, tylko kilka autochtonów.

IMG_5060 IMG_5058 IMG_5061

IMG_5072

wybielanie zamiast opalania – norma w Azji 🙂

 

Dużo ładniejsza jest oddalona o 3 kilometry od miasteczka Ngapali –  ,,Ngapali Beach” . Zaraz za nią znajduje się spora wioska rybacka z 2 portami – naprawdę piękny widok.

IMG_5130 IMG_5125

Po śniadaniu wypożyczyliśmy skuter(10.000 kyat) i udaliśmy się właśnie do ,,Ngapali beach”, gdzie po dość męczących poprzednich dniach po prostu odpoczywaliśmy. Następnie przejechaliśmy przez wioskę rybacką i dotarliśmy do następnych, tym razem już dzikich plaż, pozbawionych jakichkolwiek zabudowań. Stamtąd wjechaliśmy na jedno ze wzgórz, gdzie znajduje się pomnik buddy i genialny widok na całe wybrzeże.  Część dnia jeździliśmy także losowo wybranymi drogami i szukaliśmy ciekawych miejsc. W okolicy znajduje się wiele tarasów ryżowych, ale o tej porze roku (środek pory suchej) niestety były tam tylko wyschnięte pozostałości po poprzednich zbiorach.

IMG_5074

IMG_5113

 

IMG_5095IMG_5096IMG_5105 IMG_5100 IMG_5099 IMG_5097 IMG_5080

IMG_5154 IMG_5190 IMG_5188 IMG_5192

Po południu jeżdżąc po plaży wjechałem w wodę i nasz skuter przestał działać, ale że zazwyczaj mam szczęście to podszedł do nas jeden chłopak – w sumie jedyny jaki przebywał na plaży, odkręcił jaką część, coś wyczyścił i wszystko znowu zadziałało xD

IMG_5201 IMG_5219 IMG_5218

Bardzo miłym akcentem dnia był obiad, gdzieś na końcu wioski rybackiej, u bardzo sympatycznej pani. Możliwe, że nigdy wcześniej żadni turyści tam nie jedli 😉

IMG_5147 IMG_5176

 

IMG_5145

Na zachód słońca wróciliśmy na wzgórze z pomnikiem buddy – miejsce, które podobało mi się najbardziej w całej okolicy.

IMG_5221 IMG_5239

27.04.15

Wystarczy lenistwa i pora ruszać dalej – kierunek Mrauk U (380km)!  Ngapali, a szczególnie okolica baardzo nam się podobało. Samo miasteczko i Ngapali Beach to place wielkiej budowy i jak pisałem o Gwa w perspektywie 20-30 lat to w Ngapali wszystko dzieje się już teraz.

IMG_5273

hotele w Ngapali…

IMG_5269

to i następne zdjęcie zrobione są z tego samego miejsca na ścieżce pomiędzy plażą, a główną drogą. Aby turyści nie widzieli domków biednych ludzi, ogradzane są one wysokimi betonowymi murami.

IMG_5267

Z Ngapali szybko dostaliśmy się do Thandwe, stamtąd przeszliśmy 30 minut, aby wyjść z miasta i usiedliśmy w cieniu pod drzewem. Pierwszy samochód, który się zatrzymał jechał 75 km do następnego miasta Taungup, niestety oczekiwał zapłaty, a gdy powiedzieliśmy, że jeździmy autostopmem – za darmo, tylko wybuchnął śmiechem, zamknął drzwi i odjechał. Po chwili jednak zatrzymał się następny samochód, był nim policjant – jego żona, gdy zobaczyła posterunek policji pokazywała palcem na budynek i swojego męża. Zabrali nas 25 km do pierwszej na trasie wioski.

IMG_5290

IMG_5292

kontrola, gdzie pobierane są opłaty przy wjeździe do wioski

IMG_5284 IMG_5295

Spędziliśmy tam prawie 2 godziny w niesamowitym upale, które bardzo urozmaicili nam miejscowi ludzie – zeszli się chyba wszyscy z okolicznych chatek. Najpierw 15-letnia Lin przyniosła nam domowej roboty ciastka ryżowe, później starsza pani banany. Chciała nam także dać pieniądze, abyśmy pojechali autobusem, który właśnie przejeżdżał!

Nasi nowi znajomi zastanawiali się, dlaczego nie mamy posmarowanych twarzy tanaką, aby chronić się przed słońcem. Wyjąłem krem przeciwsłoneczny i pokazałem im, że zamiast tanaki używamy czegoś takiego. Jedna z kobiet wzięła trochę kremu na rękę i z zachwytem wtarła sobie w twarz rozmazując przy tym tanakę, którą miała na policzkach. Lin, która znała kilka słów po angielsku, na swoim smartfonie pokazała nam zdjęcia swojej rodziny, kota i puściła swoją ulubioną piosenkę… zespołu One Direction.

IMG_5306 IMG_5307

W końcu po jednym z najdłuższych oczekiwań w trakcie całego wyjazdu zatrzymaliśmy terenowy samochód. Birmańczycy, którzy z nami siedzieli strasznie się zdziwili, że w ogóle próbujemy takie pojazdy zatrzymywać, a ich zdziwienie było jeszcze większe, gdy nam się to udało. Wygląda na to, że te ,,lepsze samochody” nigdy nie zabrałyby nas, gdybyśmy nie byli obcokrajowcami.

Do Taungok przejechaliśmy bardzo szybko. Na połowie drogi nie było asfaltu (pierwszy raz od kiedy wjechaliśmy do Birmy), więc czuliśmy się jakbyśmy brali udział w jakimś rajdzie terenowym.

IMG_5315

jedna z wywrotek

IMG_5317

lokalne autobusy…

Z Taungok 2 wywrotkami przejechaliśmy 20 km, a później najlepsza przejażdżka dnia, czyli 50 km na ciężarówce całej załadowanej ubraniami, szutrowa droga i następny kierowca wyścigowy. Rzucało niemiłosiernie w każdą stronę. Często także podskakiwaliśmy, a ponadto droga prowadziła przez najwyższe góry, a patrząc w dół była tylko przepaść. Jedyny autostop, w trakcie, którego naprawdę się czasami bałem, ale za to był ładny zachód słońca 🙂IMG_5309 IMG_5319 IMG_5329 IMG_5356 IMG_5335

Oczywiście pokonanie ciężarówką 50 kilometrów,,na raz” i do tego przez góry byłoby czymś zbyt pięknym, więc w połowie trasie wybuchła nam jedna opona,  a wymiana zajęła prawie godzinę.

IMG_5363 IMG_5348 IMG_5371

Do Ma-ei dotarliśmy o 19.30 pokonując łącznie około 150 z 370 do Mrauk U. Był to zdecydowanie najgorszy odcinek drogi wzdłuż wybrzeża. Przez wiele kilometrów nie było asfaltu, w kilku miejscach trwały ,,prace drogowe”, no i większości przebiegała przez góry.

Po 3 nocach na plaży i myciu się tylko w słonej wodzie Zatoki Bengalskiej postanowiliśmy zatrzymać się w hotelu. Na trasie wzdłuż wybrzeża ruch uliczny w nocy zamiera całkowicie, a wszyscy kierowcy zatrzymują się w hotelach, które znajdują się w każdym nawet małym mieście – w Ma-ei cena za pokój to 8000 kyat.

IMG_5373

kolacja

IMG_5372

stoisko przy którym przygotowywany jest betel do żucia

 

 

IMG_5378

pokój w hotelu

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *