Birma: Autostop nad Zatokę Bengalską

22.04.15

IMG_4445

Granica pomiędzy Tajlandią a Mjanmą to tzw. ,,most przyjaźni” łączący oba kraje. Panował tam spory ruch, wielu ludzi przekraczało granicę – głównie Birmańczycy. Kolejka dla obcokrajowców jest oddzielna , więc nie musieliśmy czekać i cała procedura z przejściem krótkiego odcinka zajęła nam 20 minut. Już sam most był bardzo ciekawy – widać z niego jak ludzie przeprawiają się przez bardzo płytką rzekę na piechotę albo na łódkach. Nikt tego w żaden sposób nie kontroluje.

IMG_4443 IMG_4444

IMG_4446

kontrola paszportowa

 

W Birmie pierwsze kroki skierowaliśmy do banku. Tam po kursie 1074 Kyat za 1 USD wymieniliśmy pieniądze. Nie trzeba było okazywać paszportu, wszystko szybko i sprawnie. Bardzo podobał nam się sposób przechowywania pieniędzy – wszystkie szuflady w biurkach wypełnione były stosami banknotów, z których najwyższy nominał to równowartość około 17-18zł – spowodowane jest to bardzo dużą inflacją w ostatnich latach. Kilku pracowników banku zajmowała się wyłącznie liczeniem wielkich stosów pieniędzy.

IMG_4448

pierwsze kroki w Birmie

IMG_4449

wymiana pieniędzy

 

Po wymianie dolarów zaczęliśmy oddalać się na piechotę od granicy, aby zacząć autostopową podróż w głąb kraju.

Do niedawna 60-kilometrowy odcinek od granicy przez góry do miasta Kawkreik można było pokonać tylko co drugi dzień. Wąska droga była w złym stanie, a ruch odbywał się na zmianę tylko w jednym kierunku. Sytuacja jest już nieaktualna jako, że wybudowana została nowa trasa– najlepsza jaką widzieliśmy w całym kraju i odcinek, który do tej pory był jednym z najgorszych można teraz komfortowo pokonać w 30-40 minut, a ruch odbywa się w obu kierunkach. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero przekraczając granicę, wcześniej liczyliśmy się z tym, że będziemy musieli czekać do następnego dnia, aby wydostać się z granicznego miasta – Myawaddy.

Pierwsze co rzuca się w oczy po przekroczeniu granicy to dużo bardziej kolorowe budynki, inny ubiór ludzi – większość mężczyzn nosi tradycyjne spódnice- longyi, kobiety ochraniają się przed słońcem używając Tanaki, czyli rodzaju drzewa, który rozciera się na kamieniu, miesza z wodą i maluje nim twarz. W okolicy granicy jest tłoczno, kwitnie handel i znajduje się tam mnóstwo sklepów, budek z różnymi produktami.

Ponadto w Mjanmie, w przeciwieństwie do Tajlandii, ruch pojazdów jest prawostronny. Związana jest z tym dość zabawna historia. W przeszłości samochody jeździły także po lewej stronie, ale pewnego dnia w latach 70-tych jednemu z  astrologów ważnego generała Ne Win przyśniło się, że Birma, jak wtedy oficjalnie nazywał się kraj, skierowała się za bardzo do lewej strony, dlatego postanowił zmienić kierunek ruchu drogowego…, a że ludzi w Birmie nie stać na kupno nowych samochodów i prawie wszystkie importowane są z Tajlandii lub Japonii to 99% z nich ma kierownicę po prawej stronie … Po przekroczeniu granicy spodziewałem się, że zmiany będą dużo większe, ale wygląda na to, że Myawaddy ze względu na swoje położenie jest dość bogatym miejscem ze znacznymi tajskimi wpływami.

Po zwiedzeniu pagody wróciliśmy na główną ulicę, nie chciało nam się iść dalej, więc zaczęliśmy zatrzymywać samochody w środku miasta. Po chwili zabrał nas kierowca pick-up’a. Stwierdził, że jedzie aż do Rangunu- głównego miasta  w kraju – genialnie.

IMG_4452

pierwsza odwiedzona pagoda niedaleko granicy

IMG_4450 IMG_4456 IMG_4505

Paka w samochodzie była zadaszona, więc nie mogło być lepiej (ochrona przed słońcem). Po wyjechaniu z miasta wjechaliśmy w bardzo malownicze góry z nową szeroką drogą, na której co chwila zatrzymywaliśmy się do kontroli wojskowej, czyli płacenia łapówek przez naszego kierowcę. Do końca wyjazdu niestety nie dowiedzieliśmy się dlaczego żołnierze pobierają tam od wszystkich pieniądze. Nami nikt głowy sobie nie zaprzątał, zazwyczaj przyjaźnie do nas machali i uśmiechali się…trzymając w rękach karabiny xD.

IMG_4476

nowa droga

IMG_4475

W pewnym momencie, gdy zbliżaliśmy się do następnego punktu jeden z żołnierzy zauważył, że robię zdjęcia okolicy. Podszedł do mnie i nakazał je skasować – na szczęście tylko kilka. Kierowca poprosił, abym już nie wyciągał aparatu, ale po siódmej czy ósmej kontroli sam zatrzymał samochód, abym mógł zrobić ich więcej….

Po 80 kilometrach od granicy droga się pogorszyła, była dość wąska, ale cały czas był asfalt – wyobrażałem sobie, że będzie duuużo gorzej.

IMG_4479

IMG_4496

Birmańczyk zatrzymywał się na trasie w kilkunastu miejscach – aby nabyć nowy betel do żucia, zjeść jakieś robaki, siku, kupa, kupić owoce i wiele innych przystanków. Nie prowadził też zbyt szybko, więc podróż trwała dość długo.

IMG_4483

O 19 zatrzymaliśmy się na kolację- za 1800 kyat od osoby dostaliśmy cały stół jedzenia. Nasz kierowca, oprócz smażonych owadów, nie zjadł nic przez całą drogę, ciągle żuł betel, który działa trochę jak kokaina, zaspokaja głód i dodaje energii.

IMG_4511

kolacja dla 2 osób za 12,5 zł

Od miejscowości  Thaton droga znów była dużo lepsza – 2 pasy, często nowy asfalt. Zaraz po obiedzie zatrzymaliśmy się na stacji paliw – kierowca zażądał, nie wspominając nic o tym wcześniej, abyśmy zapłacili po 15000 Kyat (15 USD ;/). Czar prysł xD. Nie zgodziliśmy się i nie chcieliśmy dalej kontynuować jazdy, ale mężczyzna zaczął nas wręcz prosić, abyśmy zostali pokazując, że wszystko w porządku.

O 23 dotarliśmy do ostatniego miasta przed Rangunem – Bago. Okazało się, że kierowca dalej nie jedzie. Wysiedliśmy, ale mężczyzna dalej oczekiwał od nas zapłaty. Wokół nas zebrało się kilku innych mężczyzn. Jeden z nich, pracownik hotelu, mówił po angielsku, więc w końcu mogliśmy wyjaśnić całą sytuację. Skończyło się na tym, że zapłaciliśmy po 5000 Kyat, jako, że była to też nasza wina – po świetnym autostopie w Tajlandii zapomnieliśmy, że Birma to całkiem inne realia, a podróż samochodem jest dużym luksusem, za który trzeba płacić. Nauczyło nas to zawsze upewniać się przed wsiadaniem czy jedziemy za darmo i podczas całego wyjazdu już więcej nas taka sytuacja nie spotkała.

(W Bago zatrzymaliśmy się w hostelu San Francisco – 10 000 kyat/pokój ze śniadaniem.)

23.04

Pobudka dość późno, bo o 8 rano. Spalibyśmy pewnie jeszcze dłużej, ale nie było prądu, przestał działać wiatrak i pobyt  w pokoju stał się niemożliwy. W cenę hotelu wliczone było śniadanie, co było bardzo miłym zaskoczeniem.

IMG_4514

dziedziniec hotelu…

 

W Bago większość samochodów to taksówki i aby w ogóle zacząć próbować zatrzymywać pojazdy, które nie będą oczekiwały od nas zapłaty, oddaliliśmy się 3 km od centrum na koniec miasta. Przez pierwsze 20 minut mijały nas tylko busy-pick up’y. Po następnych 15 minutach zatrzymała się jedna osobówka – ale mężczyzna chciał pieniądze. Kolejny podwiózł nas 5 kilometrów – czym dalej od miasta tym lepiej. Z następnym z kolei nie mogliśmy się dogadać, wydawało się, że chce nas zabrać do Rangunu, jeśli zapłacimy, więc podziękowaliśmy. Po minutach ten sam Birmańczyk wrócił i … trzymając w ręce 5000 kyat koniecznie chciał nam zasponsorować bilety na autobus, bo według niego nigdy nikt nas za darmo nie zabierze. Odmówiliśmy. Tak poza tym to na siedzeniu obok przewoził całą reklamówkę wypełnioną pieniędzmi.

Kolejny samochód także najpierw nas wyprzedził, ale po kilku minutach wrócił – aby nas zabrać prosto do Rangunu – nowym pick-up’em – o dziwo z kierownicą po tej ,,dobrej” stronie.

IMG_4517

podróż do Jangonu – Milos z córkami kierowcy

 

Jechaliśmy  z bardzo sympatyczną rodziną. 16 – letnia córka mówiła nawet trochę po angielsku, więc opowiadała nam o swojej szkole,o tym że studiuje zoologię, i że koniecznie musimy zobaczyć Shwegadon Pagoda. Po dotarciu na miejsce polecili nam miejsce na obiad, który okazał się najdroższym w czasie naszego całego wyjazdu – całe 4000 kyat – można by za to kupić 4 bilety na trasie Bago – Rangun. Ahh to moje oszczędzanie xD. Z restauracji 2 autobusami przejechaliśmy przez cały Rangun, aż na jego zachodni kraniec. Postanowiliśmy, że do największego miasta Mjanmy wrócimy na koniec naszego pobytu, a najpierw kierujemy się w stronę wybrzeża.

IMG_4521

Pierwszy pojazd jaki nam się zatrzymał był czymś w rodzaju własnoręcznie robionego traktora. Trzęsło w nim niesamowicie, ale zabawa była przednia. Wszyscy do nas machali, trąbili, uśmiechali się.  Jechaliśmy baaardzo wolno, więc po 10-15 km postanowiliśmy podziękować kierowcy i próbować złapać coś szybszego. Chłopak zatrzymał się, abyśmy mogli wysiąść , ale po chwili zaczął nas namawiać, żeby jechać z nim dalej. Stanowczo odmawialiśmy, ale przez 10 minut nie udało nam się go przekonać, że właśnie tutaj chcemy zostać. Chcieliśmy trochę odejść od drogi, ale po obu stronach były tylko rowy. Usiedliśmy przy jednym z nich, w cieniu pod drzewem i pokazywaliśmy, że nigdzie nie jedziemy i tu chcemy zostać. Komiczna sytuacja – dwóch obcokrajowców leżących sobie koło rowu, gdzieś przy drodze po środku niczego. Po kolejnych 10 minutach kierowca poddał się i w końcu odjechał.

IMG_4523

IMG_4532 IMG_4536

IMG_4538

Kolejny transport to powrót do klasyki, czyli pick-up – tym razem rozwoziliśmy bańki z mlekiem. Przejechaliśmy tak 30 km do małego miasta Nyaungdon. Zwiedziliśmy miejscową pagodę i musieliśmy wrócić 8 km na główną drogę w stronę Zatoki Bengalskiej. Poszło sprawnie – traktor i pick-up.

IMG_4547

IMG_4551

Po południu zatrzymał się hit tego dnia, czyli ciężarówka wioząca betonowe słupy. Wskoczyliśmy na pakę i nie mogliśmy przestać się śmiać, gdzie wylądowaliśmy. Początkowo mieliśmy jechać tylko 30 km, ale w krótkim czasie pogoda się strasznie pogorszyła, zaczął wiać bardzo silny wiatr i padał rzęsisty deszcz. Ponadto ciężarówka wydawała odgłosy jakby za chwilę miała się rozpaść, przejeżdżaliśmy w tym czasie przez most i ciągle w oczy leciał nam piasek. Sceny prawie jak z jakiegoś katastroficznego filmu. W pewnym momencie, gdy deszcz jeszcze się wzmógł kierowcy zatrzymali pojazd i zaprosili nas do kabiny. Gdy dotarliśmy do wcześniej umówionego miejsca ciągle padało, ale okazało się, że mężczyźni jadą dalej, więc zabrali nas do następnego miasta, do którego dotarliśmy, gdy było już ciemno – Ngatainchao.

IMG_4557 IMG_4573 IMG_4591 IMG_4595

Następnie zaczęliśmy szukać noclegu. W mieście były 3 hotele.Ceny, które nam podano to 8000, 10000, 20000 za pokój. Przed zakwaterowaniem się postanowiliśmy, że zjemy kolację. Po niej wróciliśmy do hotelu za 8000, po drodze spotkaliśmy dość mocno pijane towarzystwo męsko – lady-boy’owe (lady-boy koniecznie chciał zrobić sobie z nami zdjęcie, więc była krótka sesja zdjęciowa).

IMG_4602Cała grupa poszła za nami do hotelu, który znajdował się kilkaset metrów dalej, a tam powiedziano nam, że nie ma już wolnych pokoi… Wróciliśmy więc do tego za 10000 – także pełny. W ostatnim cena nam nie odpowiadała, więc poszliśmy na… piwo. Siedzieliśmy i pisaliśmy bzdury, które właśnie czytacie, gdy podszedł do nas jakiś młody chłopak. Zaczął opowiadać, że właśnie otwiera hotel na Filipinach, Chinach i jeszcze gdzieś. Zapytał nas, gdzie my się zatrzymujemy. Odpowiedzieliśmy, że wszystkie hotele są pełne i będziemy pewnie spać w namiocie. Chłopak zapytał o cenę jaką jesteśmy  w stanie zapłacić. Powiedzieliśmy, że 8000. Stwierdził, że poszuka nam noclegu i niedługo wróci.

IMG_4606 IMG_4603

Po pewnym czasie pojawił się z powrotem. Znalazł hotel, a ponadto ciągle powtarzał, że często ludzie myślą źle o Birmie, a on chce to zmienić i stara się pomagać wszystkim spotkanym obcokrajowcom. Sam natomiast mieszka w Malezji, gdzie jest asystentem menadżera w restauracji – nawet dał nam wizytówkę. Ciągle też prosił, abyśmy mu wierzyli…. Pomimo, że nie negowaliśmy tego co mówi, chciał dać nam swój… portfel jako dowód tego, że nie kłamie…

Około północy zapłaciliśmy rachunek i poszliśmy do hotelu znalezionego przez naszego nowego ,,przyjaciela”.

Był to ten sam hotel, który odmówił nam noclegu – nawet ten sam ,, recepcjonista”. Chłopak powiadomił też jakiegoś policjanta imigracyjnego, czy kogoś w tym stylu, który przyszedł do hotelu spisać nasze paszporty. Każdy hotel zobowiązany jest przekazać dane o wszystkich obcokrajowcach do osoby, która jest za to odpowiedzialna w danym mieście. Podchodzą do tego dość poważnie. Zmęczeni i po 3 piwach zasnęliśmy w mgnieniu oka.

24.04

Cel dnia był prosty – dotarcie do Gwa, pierwszej miejscowości na wybrzeżu – tylko i aż 85 km. Wydawałoby się, że max 2 godziny i będziemy już leżeć na plaży. Szybko zatrzymaliśmy pierwszy samochód – ciężarówkę i jechaliśmy w kabinie w 5 osób. Wysiedliśmy 10 km dalej przy rozjeździe dróg – główna odbijała na północ, my natomiast chcieliśmy kontynuować na zachód lokalną drogą przez góry…  Nie wiedząc czego się spodziewać najedliśmy się do syta i kupiliśmy trochę żywności na zapas, a następnie zaczęliśmy maszerować, aby opuścić wioskę. Po 20 minutach znaleźliśmy się w ,,szczerym polu”. Ruch na drodze to 1 samochód na 20-30 minut i kilka motorów, a do tego było niesamowicie gorąco, pewnie około 40 stopni.

IMG_4634

typowa droga w Birmie

IMG_4635

środek pory suchej…

IMG_4627 IMG_4629

Po pół godziny leżenia pod jedynym w okolicy drzewie zatrzymał się … traktor – tak pokonaliśmy następne 3 km. Zawsze to szansa na dotarcia do następnej wioski, z której może będzie jechał jakiś samochód. Zazwyczaj oznacza to też kolejne kilometry spaceru, ale zwiedzanie birmańskich wiosek to naprawdę świetna sprawa.

IMG_4638 - Copy IMG_4641 IMG_4655Spacerując przez następną wioskę rozmawialiśmy o tym, że w takim tempie to do jutra jakoś powinno się udać przekroczyć góry. Mija godzina, a my zmęczeni znowu siedzieliśmy pod drzewem, aż w końcu zabrał nas kierowca ciężarówki. Szybko wskoczyliśmy na pakę i koncentrowaliśmy się, aby jakoś utrzymać równowagę, bo kierowca zasuwał najszybciej jak tylko się dało po wąskiej i krętej drodze. Niestety przejechaliśmy tylko kilka kilometrów. Dziękując jeszcze za podwózkę kierowcy poprzedniego samochodu, zatrzymał się pick-up, który jechał do Gwa,  tylko, że była to taksówka – cena to 5000 kyat (17zł za 60-70km) – dziękujemy, nie płacimy, jeszcze sobie trochę pospacerujemy. Trochę źli, że moglibyśmy się szybko dostać do celu idziemy dalej i nagle cud – zatrzymuje się terenowy samochód ( do tej pory wszystkie tego typu samochody omijały nas szerokim łukiem). Do tego jadący w pojeździe młody chłopak z Rangunu mówił dość dobrze po angielsku. Po drodze zatrzymaliśmy się nawet, aby zrobić kilka zdjęć.

IMG_4649 IMG_4652 IMG_4658 IMG_4665 - Copy IMG_4695 IMG_4718 IMG_4722

Minusem naszego ,,cudu” była odległość . Przejechaliśmy tylko kilkanaście kilometrów, ale za to dojechaliśmy do połowy krętej drogi przez góry. Birmańczyk jest inżynierem. Pracuje dla jednej  z sieci komórkowych i jeździ po kraju sprawdzać wieże telekomunikacyjne. Gdy tylko wysiedliśmy, chłopak zatrzymał nam przejeżdżającą ciężarówkę, która jechała prosto do Gwa – 55 km! Była dopiero godzina 12.20, więc liczyliśmy na dotarcie na wybrzeże w 2 godziny.

Podróż ciężarówką byłą jedną z najlepszych do tej pory, super widoki, ciągłe trzymanie się czegokolwiek, aby nie przewrócić się, a na koniec zjazd z gór i widok prosto na zatokę.

W Gwa udaliśmy się na plażę, która ciągnie się przez kilkanaście kilometrów. Wzdłuż niej znajdowały się setki palm, a jedyne budynki to bambusowe chatki mieszkańców pozbawione elektryczności, nie wspominając o bieżącej wodzie. Oprócz nas na plaży było tylko kilka bawiących się dzieci i 2 łódki.Ogólnie naprawdę przepiękne miejsce z czystą i wręcz gorącą wodą. Jestem pewien, że za 20-30 lat to miejsce będzie bardzo popularnym kurortem, bo warunki ku temu ma niesamowite. Ponadto plaża ,,patrzy” na zachód, więc można podziwiać naprawdę piękne zachody słońca.

IMG_4735

droga na plażę, w okolicy Gwa właśnie powstaje lotnisko. Mieszkańcy muszą przejść pod płotem, aby dostać się do swoich chatek

IMG_4737

chatki nad wybrzeżem

IMG_4745 IMG_4748 IMG_4753 IMG_4758

Samo miasteczko Gwa jest bardzo małe. Znajdują się w nim 4 hotele. Ceny jakie nam podano to: 12,15,20 i 15 tysięcy kyat. Nikt nie chciał negocjować. Nasza propozycja to 8, max 10 tysięcy, więc znaleźliśmy sobie miejsce na plaży – a dokładniej w jednej z opuszczonych bambusowych chat.

IMG_4788

Większość dnia spędziliśmy pływając, bawiąc się na falach i leżąc na plaży. Wieczorem zjedliśmy bardzo dobry smażony ryż z kurczakiem i odwiedziliśmy kolejną ,,stację piwną”. Byłem bardzo zaskoczony jak dużo ludzi tutaj pije alkohol – głównie piwo, whiskey i rum. Każdego wieczoru w ,,stacjach piwnych” jest wielu podpitych mężczyzn; siedzą, piją, oglądają telewizję, zazwyczaj mało rozmawiają.

IMG_4791 IMG_4806 IMG_4811

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Narobiłeś mi smaka na tę Birmę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *