Czas na Birmę – podróż i wiza.

Podczas pobytu na Tajwanie dowiedziałem się o tanich tajwańskich liniach lotniczych Fly V Air, które latają do Tajlandii. Moja myśl była tylko jedna… – Birma! Jest to kraj, który od zawsze chciałem odwiedzić, zdecydowany numer jeden na mojej azjatyckiej bucket list. Po kilku godzinach miałem już kupione bilety do Chiang Mai na północy Tajlandii (loty do Birmy zazwyczaj są drogie, więc łatwiej dostać się do sąsiedniego kraju; nie posiadałem także wizy).
Dlaczego Birma? Krąży o niej wiele legend. Do 2009 roku był to kraj z zamknięty dla obcokrajowców, do którego bardzo ciężko było się dostać. Swoje granice otworzyła stosunkowo niedawno, więc nie ma w niej jeszcze zbyt wielu wpływów świata zachodniego. Trafić można na tereny, w których czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu, a obcokrajowcy to zjawisko prawie nieznane. Jeszcze niedawno nie było bankomatów, sieciówek itp.
O poruszaniu się po Birmie również krążą legendy – że drogi są w fatalnym stanie, czas przejazdu pomiędzy miastami bardzo długi, a na ulicach nie ma samochodów; ponadto, że ceny są wysokie i jest to drogi kraj do podróżowania, a autostop nie istnieje i jest płatny.

Większość odwiedzających skupia się na centralnej, najbardziej rozwiniętej części kraju z głównym atrakcjami w postaci miasta Bagan z ponad 2000 tysiącami stup i pagód, a także Jeziora Inle.
Moim planem było odwiedzenie przede wszystkim tych części nie turystycznych, ale także zobaczenie Bagan, które na zdjęciach robi niezwykłe wrażenie. W trakcie wyjazdu codziennie pisałem notatki, więc posty będą dość długie:)

18.04.15
7.30 Pobudka. Wielki problem, aby zwlec się z łóżka. Autobus 73 na autostradę, niecałe 5 minut i wraz z Milosem – moim współlokatorem, który towarzyszył mi prez cały wyjazd, zatrzymaliśmy samochód jadący do Taoyuan Airport – międzynarodowego portu lotniczego, położonego 10 km od głównej drogi do Tajpej. Kierowca oczywiście nie znał ani słowa po angielsku. Pokazaliśmy, że jedziemy na lotnisko. Mężczyzna ,,zapytał palcami”, który terminal – odpowiedzieliśmy w ten sam sposób, że pierwszy i po 1,5 godzinnej jeździe siedzieliśmy już w restauracji czekając na nasz lot, jedząc smażone nudle i pijąc bubble tea.
Lotnisko TPE jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych. Można skorzystać za darmo z wi-fi i komputerów z dostępem do internetu, jest darmowa woda, dużo restauracji z ,,normalnymi” cenami jak wszędzie na Tajwanie. Jedyny minus to bardzo mocna klimatyzacja, że aż większość ludzi chodzi w bluzach/kurtkach (na zewnątrz ponad 30 stopni…).
Pomimo tego, że głównym celem wyjazdu jest Birma to najpierw polecieliśmy do Tajlandii, a dokładniej Chiang Mai nowo powstałą linią Fly V Air. Jeszcze nigdy tak nie podobała mi się tania linia lotnicza – bardzo dużo miejsca na nogi, nowy AirBus 321, ładna kolorystyka i zawsze szeroko uśmiechnięty personel pokładowy, który w połowie 4-godzinnego lotu, gdy oczywiście spałem, zorganizował konkurs z nagrodami. Przez pół godziny chodzili po pokłdzie rozdając upominki. Ludzie klaskali, krzyczeli – wielki szał. Była nawet prezentacja wszystkich członków załogi i każdy pojedynczo przechodził przez cały pokład machając do ludzi – prawie jak pokaz mody.

Maskotka Tajwanu – Mr Oh

IMG_4290

Prezentacja personelu pokładowego

 

IMG_4299

Konkurs z nagrodami w trakcie lotu

IMG_4307 IMG_4305

19.04.15
Na dobry początek dnia, w najtańszym hostelu jaki udało nam się znależć dzień wcześniej, zabiłem 2 karaluchy. Następnie pociągiem wyjechaliśmy poza miasto i zaczęliśmy naszą 5 tysięczną autostopową podróż. Kilka minut czekania i zatrzymaliśmy pierwszego pick-up’a. Szczęśliwi usiedliśmy na pace i przez następne 3 godziny (250km) jechaliśmy w stronę Bangkoku w 40-stopniowym upale, aby złożyć wniosek i wyrobić wizę do Mjanmy (Birma to stara nazwa kraju, obecna, oficjalna to Mjanma, ale i tak ciągle mniej popularna).

IMG_4320

IMG_4328 IMG_4323Dotarliśmy to miasta Tak. Tam niestety wysiedliśmy w środku miasta, przy 4-pasmowej drodze. Po obiedzie i po pół godzinnym czekaniu w końcu pojechaliśmy dalej – 30 km następnym pick-up’em.
Była już 16, a do Bangkoku ciągle prawie 400 km. Mieliśmy szczęście i następny kierowca zabrał nas prosto na Khao San Road – najpopularniejszą ulicę wśród backpackerów w Bangkoku. Tym razem jechaliśmy w środku klimatyzowanego samochodu, co było wielką ulgą po całym dniu na ostrym słońcu.
50 km przed Bangkokiem zjechaliśmy z trasy i zatrzymaliśmy się na jakimś prywatnym osiedlu. Wysiedliśmy z  samochodu, a mężczyzna pokazał abyśmy zaczekali, a on zaraz przyjedzie innym samochodem, gdyż ten którym jechaliśmy jest służbowy i musi go właśnie tutaj zostawić.
Po kilku minutach nasz nowy znajomy podjechał … ambulansem ! Siedliśmy w tylnej części i śmiejąc się cała drogę wieczorem dojechaliśmy do stolicy Tajlandii.

IMG_4339 IMG_4342 IMG_4341 IMG_4344

20.04.15
Celem dnia jest wizyta w ambasadzie Mjanmy. Z Khao San Road najłatwiej dostać się tam promem kursującym po rzecze Menam (około 30 minut), a następnie przejść 1,5 km albo przejechać jedną stację skytrain’em.

IMG_4348

Ambasada otwarta jest w godzinach 9-12, warto przyjść wcześniej, bo kolejka tuż przed otwarciem jest już naprawdę długa. My dotarliśmy o 8.30. Samo składanie wniosków odbywa się bardzo sprawnie, pobieżne rzucenie okiem na wnioski, sprawdzenie czy wszystkie rubryki są wypełnione, uiszczenie opłaty i po 2 minutach wszystko załatwione. Mieliśmy numer 32, a z ambasady wyszliśmy juz o 9.40.

IMG_4349

kolejka w momencie, gdy pojawiliśmy się przed ambasadą

Dalsza część dnia to przygotowania na Mjanmę, których wcześniej nie zrobiliśmy – … wizyta u fryzjera i w tesco, aby kupić namiot, krem przeciwsłoneczny i spray na komary z 50% zawartością DEET. Później szwędanie się po mieście, w sumie bez większego celu.

IMG_4350

W Bangkoku byłem rok wcześniej i miasto mnie nie zachwyciło – ogromna liczba turystów i naciągaczy. Na pewno jest świetne do imprezowania i poznawania ludzi z przeróżnych części świata, ale tym razem celem było tylko otrzymanie wizy. Jest to też miasto wielkich kontrastów- wielu obcokrajowców, sporo bogatych ludzi, ekskluzywnych miejsc, ale też dużo biedy, bezdomnych śpiących na ulicach. Dla mnie najgorszy jest widok starych pryków z wielkimi brzuchami spacerujących trzymając się za rękę z młodymi Tajkami i Tajów krzyczących do Ciebie: masaż boom boom, happy ending, ping pong etc.
Wieczór spędziliśmy w parku, gdzie akurat świętowano 253 rocznicę, ale niestety nie wiemy czego xD Na dwóch scenach odbywały się koncerty i tak jakby wybory miss.

Jpeg Jpeg
21.04.15

IMG_4375

Przed południem odwiedziliśmy kilka świątyń w mieście

IMG_4364 IMG_4360
Ambasada Birmy wydaje paszporty z wizami w godzinach 15.30-16.30, więc już pół godziny przed otwarciem ustawiliśmy się w kolejce. Zaskakująco, wszystko trwało dość długo i dopiero chwilę po 16 dostaliśmy nasze upragnione wizy.
Chcieliśmy jak najszybciej opuścić Bangkok, więc złapaliśmy tuk-tuka na dworzec kolejowy. Sympatyczny Taj nie chciał od nas pieniędzy, ale w zamian poprosił o odwiedzenie z nim dwóch sklepów z garniturami (jest to całkiem popularne w Bangkoku). Mieliśmy spędzić 5-10 minut, udawać zainteroswanych, a najlepiej kupić coś. Kierowca, za każdego klienta którego przyprowadzi do sklepu, otrzymuje pieniądze albo kupony na paliwo, więc bardziej opłaca mu się namówić turystów na krótką wizytę niż wozić ich po mieście – nasz dostaje 60 bahtów od każdego sklepu.
W obu miejscach pięknie odegraliśmy swoje role, w nagrodę otrzymaliśmy jeszcze 2 butelki wody. Swoją drogą zakup wysokiej jakości garnituru w stolicy Tajlandii to świetna sprawa, szczególnie jeśli ktoś i tak planuje to zrobić. W pierwszym sklepie ceny to 6000-12000 baht (1 zł = 9 baht, 650 zł-1300zł), w drugim zaś 2000 baht za samo wykonanie + cena materiału (200-1200 baht za metr w zależności od gatunku; na garnitur potrzeba około czterech). Oczywiście ceny przed negocjacjami.

jazda tuk-tukiem

jazda tuk-tukiem

bilety na pociąg

bilety na pociąg

Po dotarciu na dworzec dopadła nas jakaś pani z informacji tłumacząc, że następny pociąg do Ban-an ( jedna stacja za Ayutthaya – stacja znajduje się przy głównej drodze na południe, 2 godziny jazdy pociągiem, 80km, 15 baht) odjeżdza dopiero za prawie 2 godziny. Na szczęście na wszelki wypadek postanowiliśmy zapytać jeszcze w kasie. Okazało się, że pociąg jest za 5 minut (16:50), więc jeszcze zdążylismy.
Podróż pociągiem była bardzo przyjemna. Wszystkie okna i drzwi były otwarte, więc prawie całą podróż przesiedziałem w wejściu, co chwila wychylając się i obserwując zmieniający się krajobraz i zachód słońca.

IMG_4392 IMG_4416 IMG_4409 IMG_4419
Znowu mieliśmy trochę szczęścia, niedaleko dworca znajdowała się stacja paliw, a że było już ciemno to bardzo ułatwiło nam to zatrzymanie następnego samochodu – pierwszy zapytany kierowca na stacji zgodził się nas zabrać kolejne 150 km. Podróż nocą na tyle pick-up’a była dużo bardziej przyjemna niż w 40-stopniowym upale.
Około 22 kierowca wyrzucił nas w centrum następnego miasta, więc musieliśmy przejść 2,5 km do najbliższej stacji paliw. Ruchu na drodze praktycznie nie było i przez godzinę nikt się nie zatrzymał, ale za to dostaliśmy kolację w restauracji od jednego właściciela, którego bardzo ciekawiło dlaczego jeździmy na stopa. Po północy, gdy mieliśmy się już poddać i szukać miejsca na nocleg zatrzymał się kierowca pick-upa i przejechaliśmy jeszcze 70km. Rozbiliśmy namiot za stacją paliw, na bardzo ładnym, prawdopodobnie prywatnym trawniku i męczyliśmy się całą noc, aby zasnąć. Było niesamowicie gorąco.IMG_4423

22.04.15
Do Tak, z którego droga odbija do granicznego miasta Mae Sot mieliśmy 110 km. Po śniadaniu, prysznicu, a nawet małym praniu na stacji paliw złapaliśmy pierwszą w trakcie tego wyjazdu ciężarówkę, która ciągle jechała z prędkością 60km/h, a my non stop przysypialiśmy. Sympatyczny Taj widząc to zatrzymał się i poszedł kupić nam kawę, aby trochę nas rozbudzić.

IMG_4425

Po 9 byliśmy już na drodze przez góry do Mae Sot (80km) – pierwszą część do miejsca policyjnej kontroli pokonaliśmy osobówką. Tam, gdy się zatrzymaliśmy nasz kierowca porozmawiał chwilę z jednym z funkcjonariuszy, po chwili podszedł do nas i pokazał, abyśmy wskakiwali na pick-up’a, który jedzie do Mae Sot – taki autostop mi się podoba xD

Po południu byliśmy już na granicy, pełni entuzjazmu, że wreszcie znajdziemy się Birmie 😀

IMG_4437

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. 16 sierpnia 2016

    […] V-Air – tajwańska linia lotnicza łącząca swoimi lotami międzynarodowymi między innymi Tajlandię z Japonią. Węzłem przesiadkowm jest Tajpej (TPE). Relację z podróży możecie przeczytać na tym blogu. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *